Słowo dnia

Zapraszam do codziennych audycji o 7.50 w radiu eM Kielce.

środa, 22 lutego 2017

Za św. Piotrem

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Zauważmy, że dzisiaj sondaże stają się coraz modniejsze. Codziennie słyszymy i wyrażamy mnóstwo opinii na różne tematy. Natomiast coraz rzadziej interesuje nas prawda o nas samych. Łatwiej ocenić kogoś, co zrobił, czy mówił, niż przyjrzeć się sobie. A właśnie dzisiejsza Ewangelia stawia nam pytanie: nie kim jest ktoś? Ale kim jestem ja?, podpowiadając nam trafny komentarz św. Jana Pawła II, że człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa. Za kogo wy Mnie uważacie? Chciałoby się odpowiedzieć słowami św. Piotra: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Jednak nie jest to takie proste, nawet dla Wielkiego Apostoła, który wypowiadając te słowa być może nie do końca wiedział, co one tak naprawdę oznaczają. Droga, która doprowadziła go do takiego stwierdzenia była bardzo długa i kręta. Wiodła od Jeziora Galilejskiego, przez towarzyszenie Jezusowi, zaparcie się Go, potem wyznanie miłości, więzienie w Jerozolimie, aż do dnia, w którym Piotr – Opoka swą męczeńską śmiercią wyznał wiarę – Ty jesteś Mesjasz. A mógł to wyznać, gdy wreszcie pozwolił Jezusowi, by ogarnął go swą miłością '+' ks. Adam

wtorek, 21 lutego 2017

Największy?

Jezus i uczniowie Jego podróżowali przez Galileję, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.
Wraz z przybliżaniem się godziny Jezusa, zły duch poczyna sobie coraz śmielej. Uderza w tych, którzy są najbliżej Pana. Uczniowie, choć byli świadkami zwycięstwa Jezusa nad złym duchem i zdemaskowania sposobów jego działania, o czym słyszeliśmy wczoraj, wydają się niewiele z tego korzystać. Ulegają pokusie pierwszych rodziców, chowają się przed Bogiem. Bali się Go pytać – zanotuje Ewangelista św. Marek. Choć nie rozumieją, wolą milczeć, boją się Nauczyciela. Być może wcale nie chcą usłyszeć prawdy, prawdy o nich samych. Słyszymy przecież, że w drodze, w czasie, gdy Jezus objawia im tajemnicę swojej godziny, istotę swego posłannictwa, oni sprzeczają się o to, kto więcej znaczy. Stare przysłowie mówi, że pycha umiera dopiero kilka godzin po śmierci człowieka. Sprawia ona, że człowiek myśli tylko o sobie, stając się głuchym i ślepym na otoczenie, a zwłaszcza na samego Pana Boga. Jedynym lekarstwem jest pokora, czyli prawda, prawda o Bogu, prawda o sobie, prawda o świecie. Pokora pozwala nam przyjąć prawdę, że Bóg jest miłością, a tylko dzięki tej miłości, człowiek staje się człowiekiem. Św. m. Teresa z Kalkuty żywym zawołaniem zakonu Misjonarek Miłości uczyniła Jezusowe Pragnę, wypowiedziane na krzyżu. To słowo kazała umieszczać w kaplicy każdego domu zgromadzenia, by siostry pamiętały nade wszystko, że Jezus pragnie miłości. Jezusowe serce płonie z miłości ku ludziom, a największym bólem, nie jest ból gwoździ czy miecza, ale oziębłość i milczenie człowieka. Tylko w pokorze można to zrozumieć '+' ks. Adam

poniedziałek, 20 lutego 2017

Wierzę

Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzeli wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: O czym rozprawiacie z nimi? Odpowiedział Mu jeden z tłumu: Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli. On zaś rzekł do nich: O, plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie! I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu! A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego. A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: On umarł. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić? Rzekł im: Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą /i postem/.
Jezus schodzi z Góry Tabor, z Góry Przemienia, by kontynuować swoją podróż do Jerozolimy, swoją drogę ku krzyżowi. Budzi, w widzącym Go tłumie, podziw i entuzjazm. Jednak nie o poklask chodzi Jezusowi, ale o prawdziwą przemianę człowieka, o jego ufność w Boże miłosierdzie. Pyta więc z bólem: jak długo mam was znosić? Niewiara w nieskończoną miłość Boga, jest dla Niego udręką. Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności – powie Pan Jezus do św. s. Faustyny - Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów, niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego. Nieufność rodzi w człowieku niemoc i bezradność, co w konsekwencji prowadzi do frustracji i rozpaczy. Nawet uczniowie, którzy idą za Jezusem, przebywają blisko Niego, są świadkami wielu nadzwyczajnych znaków i cudów, ulegają tej szatańskiej pokusie nieufności, bo wciąż pozostają niewolnikami zła, patrząc na siebie, a nie na Jezusa. Zły duch wykorzystuje każdą okazję, by uniemożliwić nasz kontakt z Bogiem. Opętany chłopiec reprezentuje każdego człowieka, który na skutek oszustwa szatana pozostaje głuchy na Boga, objawiającego mu swoją miłość, a w konsekwencji nie może odpowiedzieć Mu swoją miłością. Jezus pragnie przywrócić nam zdolność do miłosnego dialogu z Ojcem, ale potrzebna jest nasza wiara. Doskonale zrozumiał to ojciec opętanego chłopca, wołając: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu. Człowiek ów odwołał się do miłosierdzia Jezusa, które wychodzi naprzeciw naszym potrzebom, a w szczególności naszej najgłębszej potrzebie, jaką jest powrót w otwarte ramiona kochającego Ojca '+' ks. Adam

niedziela, 19 lutego 2017

Dwa tysiące kroków

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.
Wsłuchując się w dzisiejszą Ewangelię, można odnieść wrażenie, że chrześcijanin ma być naiwnym popychadłem, który, zgodnie z biblijnym wyrażeniem, nie odróżnia swojej prawej ręki od lewej. Nic bardziej mylnego. Przecież na innym miejscu Jezus mówi: bądźcie roztropni jak węże. Gdzie więc leży granica, która pomoże nam wypełnić jezusowe wskazania, bez biernego, nie mającego nic wspólnego z Ewangelią ustawiania się na końcu kolejki? Otóż granica leży w naszej woli, w naszej wolnej decyzji. A uczy nas tego sam Pan Jezus, wyznając przed śmiercią: Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Choć to Żydzi uknuli spisek przeciw Jezusowi, choć to Judasz Go wydał, choć to Piłat skazał, choć to żołnierze Go ubiczowali i przybili do krzyża, Jezus zachowuje wolność i w wolności składa swe życie w ofierze miłości. Zła, czy ściślej mówiąc, złego – nie pokona się złem. Stworzyłoby się wtedy warunki do pomnażania grzechu i ciemności. Zło nie znika gdzieś w przestrzeni, ono zawsze do człowieka wraca. Odpowiadając złem na zło, tworzymy śmiercionośny łańcuch, który prędzej czy później zapętla nam się na szyi i dusi nas. Zło można pokonać tylko dobrem. Dlatego słyszymy dzisiaj: nadstaw lewy policzek, oddaj płaszcz, idź dwa tysiące kroków, a przede wszystkim: kochaj tego, kto cię nienawidzi. W wolności możemy to uczynić, stając się ofiarami miłości, a nie ofiarami losu. Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj '+' ks. Adam

sobota, 18 lutego 2017

Siódmy dzień

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. I pytali Go: Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz? Rzekł im w odpowiedzi: Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i naprawi wszystko. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane.
Przemienienie Jezusa miało miejsce sześć dni po zaproszeniu do dźwigania własnego krzyża. Mamy więc teraz dzień siódmy – koniec stworzenia i pełen zachwytu odpoczynek Boga oraz dzień chwały Jezusa i dzień naszego wyzwolenia. Ta czasowa wskazówka św. Marka wprowadza nas w prawidłowe rozumienie tajemnicy przemienienia Jezusa i naszego przemienienia. Całe stworzenie zmierza ku siódmemu dniowi, jak powie św. Paweł stworzenie jęczy i wzdycha w bólach rodzenia, z nadzieją, że i ono wyzwolone zostanie z niewoli grzechu, by uczestniczyć w chwale dzieci Bożych. Przemienienie jest punktem docelowym całego wszechświata, kiedy to Bóg, będący wreszcie wszystkim we wszystkich, odpoczywa, ciesząc się swym dziełem. Oblicze Jezusa, będące pięknem Boga, jest naszym prawdziwym obliczem. Tajemnica przemienienia Pańskiego potwierdza, że nasza ojczyzna jest w niebie, życie tu na ziemi stanowi jedynie zapowiedź prawdziwego życia, życia w pełni, życia na wieki z Bogiem. Jezus jest prawdziwym Synem Boga, a Jego Słowo, nie jest tylko słowem dobrym, słowem zachęty, czy słowem pocieszenia. To Słowo życia, Słowo z mocą, które stwarza nas na nowo i daje pewność, że rzeczywiście jesteśmy dziećmi Boga. Dlatego Piotr Apostoł, choć nie rozumie tego co się dzieje, woła: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy. I chociaż Tajemnica Góry Tabor kieruje nasz wzroku ku niebu, to jednak wiedzie nas przez tę ziemię. Uczniowie schodzą z góry, wszystko staje się takie jak wcześniej, tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Jednak ich wzrok wiary jest przemieniony. Odtąd mogą już widzieć, kiedy wypełnia się godzina Jezusa '+' ks. Adam
Free Contact Form