Słowo dnia

Zapraszam do codziennych audycji o 7.50 w radiu eM Kielce.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Wierzę

Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzeli wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: O czym rozprawiacie z nimi? Odpowiedział Mu jeden z tłumu: Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli. On zaś rzekł do nich: O, plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie! I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu! A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego. A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: On umarł. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić? Rzekł im: Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą /i postem/.
Jezus schodzi z Góry Tabor, z Góry Przemienia, by kontynuować swoją podróż do Jerozolimy, swoją drogę ku krzyżowi. Budzi, w widzącym Go tłumie, podziw i entuzjazm. Jednak nie o poklask chodzi Jezusowi, ale o prawdziwą przemianę człowieka, o jego ufność w Boże miłosierdzie. Pyta więc z bólem: jak długo mam was znosić? Niewiara w nieskończoną miłość Boga, jest dla Niego udręką. Najboleśniej ranią mnie grzechy nieufności – powie Pan Jezus do św. s. Faustyny - Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów, niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego. Nieufność rodzi w człowieku niemoc i bezradność, co w konsekwencji prowadzi do frustracji i rozpaczy. Nawet uczniowie, którzy idą za Jezusem, przebywają blisko Niego, są świadkami wielu nadzwyczajnych znaków i cudów, ulegają tej szatańskiej pokusie nieufności, bo wciąż pozostają niewolnikami zła, patrząc na siebie, a nie na Jezusa. Zły duch wykorzystuje każdą okazję, by uniemożliwić nasz kontakt z Bogiem. Opętany chłopiec reprezentuje każdego człowieka, który na skutek oszustwa szatana pozostaje głuchy na Boga, objawiającego mu swoją miłość, a w konsekwencji nie może odpowiedzieć Mu swoją miłością. Jezus pragnie przywrócić nam zdolność do miłosnego dialogu z Ojcem, ale potrzebna jest nasza wiara. Doskonale zrozumiał to ojciec opętanego chłopca, wołając: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu. Człowiek ów odwołał się do miłosierdzia Jezusa, które wychodzi naprzeciw naszym potrzebom, a w szczególności naszej najgłębszej potrzebie, jaką jest powrót w otwarte ramiona kochającego Ojca '+' ks. Adam

niedziela, 19 lutego 2017

Dwa tysiące kroków

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.
Wsłuchując się w dzisiejszą Ewangelię, można odnieść wrażenie, że chrześcijanin ma być naiwnym popychadłem, który, zgodnie z biblijnym wyrażeniem, nie odróżnia swojej prawej ręki od lewej. Nic bardziej mylnego. Przecież na innym miejscu Jezus mówi: bądźcie roztropni jak węże. Gdzie więc leży granica, która pomoże nam wypełnić jezusowe wskazania, bez biernego, nie mającego nic wspólnego z Ewangelią ustawiania się na końcu kolejki? Otóż granica leży w naszej woli, w naszej wolnej decyzji. A uczy nas tego sam Pan Jezus, wyznając przed śmiercią: Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Choć to Żydzi uknuli spisek przeciw Jezusowi, choć to Judasz Go wydał, choć to Piłat skazał, choć to żołnierze Go ubiczowali i przybili do krzyża, Jezus zachowuje wolność i w wolności składa swe życie w ofierze miłości. Zła, czy ściślej mówiąc, złego – nie pokona się złem. Stworzyłoby się wtedy warunki do pomnażania grzechu i ciemności. Zło nie znika gdzieś w przestrzeni, ono zawsze do człowieka wraca. Odpowiadając złem na zło, tworzymy śmiercionośny łańcuch, który prędzej czy później zapętla nam się na szyi i dusi nas. Zło można pokonać tylko dobrem. Dlatego słyszymy dzisiaj: nadstaw lewy policzek, oddaj płaszcz, idź dwa tysiące kroków, a przede wszystkim: kochaj tego, kto cię nienawidzi. W wolności możemy to uczynić, stając się ofiarami miłości, a nie ofiarami losu. Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj '+' ks. Adam

sobota, 18 lutego 2017

Siódmy dzień

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. I pytali Go: Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że wpierw musi przyjść Eliasz? Rzekł im w odpowiedzi: Istotnie, Eliasz przyjdzie najpierw i naprawi wszystko. Ale jak jest napisane o Synu Człowieczym? Ma On wiele cierpieć i być wzgardzonym. Otóż mówię wam: Eliasz już przyszedł i uczynili mu tak, jak chcieli, jak o nim jest napisane.
Przemienienie Jezusa miało miejsce sześć dni po zaproszeniu do dźwigania własnego krzyża. Mamy więc teraz dzień siódmy – koniec stworzenia i pełen zachwytu odpoczynek Boga oraz dzień chwały Jezusa i dzień naszego wyzwolenia. Ta czasowa wskazówka św. Marka wprowadza nas w prawidłowe rozumienie tajemnicy przemienienia Jezusa i naszego przemienienia. Całe stworzenie zmierza ku siódmemu dniowi, jak powie św. Paweł stworzenie jęczy i wzdycha w bólach rodzenia, z nadzieją, że i ono wyzwolone zostanie z niewoli grzechu, by uczestniczyć w chwale dzieci Bożych. Przemienienie jest punktem docelowym całego wszechświata, kiedy to Bóg, będący wreszcie wszystkim we wszystkich, odpoczywa, ciesząc się swym dziełem. Oblicze Jezusa, będące pięknem Boga, jest naszym prawdziwym obliczem. Tajemnica przemienienia Pańskiego potwierdza, że nasza ojczyzna jest w niebie, życie tu na ziemi stanowi jedynie zapowiedź prawdziwego życia, życia w pełni, życia na wieki z Bogiem. Jezus jest prawdziwym Synem Boga, a Jego Słowo, nie jest tylko słowem dobrym, słowem zachęty, czy słowem pocieszenia. To Słowo życia, Słowo z mocą, które stwarza nas na nowo i daje pewność, że rzeczywiście jesteśmy dziećmi Boga. Dlatego Piotr Apostoł, choć nie rozumie tego co się dzieje, woła: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy. I chociaż Tajemnica Góry Tabor kieruje nasz wzroku ku niebu, to jednak wiedzie nas przez tę ziemię. Uczniowie schodzą z góry, wszystko staje się takie jak wcześniej, tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Jednak ich wzrok wiary jest przemieniony. Odtąd mogą już widzieć, kiedy wypełnia się godzina Jezusa '+' ks. Adam

piątek, 17 lutego 2017

Stracić życie dla życia

Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi. Mówił także do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy.

Po odkryciu przed Apostołami prawdy o swoim posłannictwie, Jezus wskazuje na tożsamość swoich uczniów. Ta swoista definicja poprzedzona jest jednym z najpiękniejszych wyznań miłości. Nie znajdziemy tu słów: musisz, powinieneś, trzeba. Jezus mówi: jeśli kto chce. Przylgnięcie do Jezusa ma wynikać z wolnej decyzji człowieka. Bóg nie chce mieć przed sobą niewolników, służących czy najemników. Bóg czyni nas swymi przyjaciółmi. Obdarza przyjaźnią, ale do niej nie zmusza. Podstawą naszej więzi z Bogiem jest wolność, bo dopiero w niej nasze czyny nabierają właściwego znaczenia. Dopiero będąc wolnym człowiek może wypełnić wskazania Jezusa: a więc – pójść za Nim, zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż i naśladować Go. Droga ucznia jest ściśle związana z drogą Nauczyciela. Jezus nie każe nam szukać nowych tras, tworzyć nowych połączeń na mapie naszej codzienności. Życie chrześcijanina ma być kroczeniem po śladach Pana. Nie da się pójść za Jezusem, jeśli się go wpierw nie pozna. Nie da się zaprzeć samego siebie, jeśli nie znajdzie się oparcia w Bogu, nie da się wreszcie unieść krzyża bez pomocy Tego, który na Krzyżu zwyciężył. Jezus daje nam swoje Słowo, które jasno i konkretnie wskazuje nam drogę, ale równocześnie daje siłę do podjęcia tej drogi. Jedyną przeszkodą jesteśmy tak naprawdę my sami, bo jak powie znany biblista, włoski jezuita Silvano Fausti: najtrudniejszą do przyjęcia sprawą jest akceptacja, że nasze zło mogłoby być w pełni trwałym miejscem Jego łaski. Nasze życie jest więc ciągłym wyborem tu i teraz, wyborem wierności lub niewierności wobec Jezusa i Jego Ewangelii '+' ks. Adam

czwartek, 16 lutego 2017

Za kogo?

Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? Oni Mu odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków. On ich zapytał: A wy za kogo mnie uważacie? Odpowiedział Mu Piotr: Ty jesteś Mesjasz. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.
Papież Benedykt XVI w liście apostolskim Porta fidei napisał: Wiara jest decyzją na to, żeby być z Panem, aby z Nim żyć. To „bycie z Nim” wprowadza do zrozumienia powodów, dla których się wierzy. Decyzja taka wymaga od człowieka podjęcia wysiłku poznania Tego, za którym chce się pójść, podjęcia swoistego wysiłku, by w codziennym życiu rzeczywiście być z Chrystusem, trwać przy Nim nie tylko w chwilach radosnych uniesień, ale przede wszystkim, jak określił to Karl Rahner, w biegu o nagrodę życia wiecznego w gorzko-słodkim trudzie chrześcijańskiej codzienności. Pytanie, które Jezus stawia swoim Apostołom, a dzisiaj także i nam: za kogo Mnie uważacie? jest zaproszeniem do podjęcia takiej decyzji wiary, a więc zaproszeniem do wytrwałej, chrześcijańskiej pracy. Wybór wiary jest o tyle trudny, że po pierwsze: nie da się go dokonać raz na zawsze. Owszem, życie wiary zostało w nas wszczepione w sakramencie chrztu św., jednak to ziarno domaga się wytrwałego życia według wiary, zgodnego z nią. Po drugie decyzja wiary domaga się konfrontacji naszych wyobrażeń, planów, wizji życia i świata z prawdziwym życiem w Bogu i z Jego planem zbawienia. Za kogo Mnie uważacie? Bóg pyta, wiedząc, jak wiele różnych wizji ma człowiek. Sam Piotr Apostoł odciąga Pana Jezusa na bok, a nawet ośmiela się Go upominać, gdy słyszy zapowiedź męki, która nie pasuje do jego wizji Mesjasza. A ileż to razy zdarza się nam powtarzać: Pan Bóg powinien... Wciąż wraca do nas pokusa, przed którą stanęli pierwsi rodzice: czy rzeczywiście Bóg powiedział? Czy rzeczywiście Bóg jest Miłością? Czy rzeczywiście Bóg się mną interesuje? Czy rzeczywiście Bóg może umrzeć na krzyżu? Za kogo Mnie uważacie? Odpowiedź należy do każdego z nas '+' ks. Adam
Free Contact Form