(Iz 65,17-21) Tak mówi Pan: "Oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową
ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie
przyjdą. Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę; bo
oto Ja uczynię z Jerozolimy wesele i z jej ludu – radość. Rozweselę się z
Jerozolimy i rozraduję się z jej ludu. Już się nie usłyszy w niej odgłosów
płaczu ani krzyku narzekania. Nie będzie już w niej niemowlęcia, co miałoby żyć
tylko kilka dni, ani starca, który by nie dopełnił swych lat; bo najmłodszy umrze
jako stuletni, a nie osiągnąć stu lat, będzie znakiem klątwy. Zbudują domy i
mieszkać w nich będą, zasadzą winnice i będą jedli z nich owoce".
Kiedy słyszę proroctwo Izajasza: „oto Ja stwarzam nowe
niebiosa i nową ziemię”, w mojej głowie powraca fragment „Pasji” Mela Gibsona,
a dokładnie czwarta stacja drogi krzyżowej, spotkanie z Matką. Maryja,
Niewiasta boleści, nie może uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, że Jej Syn tak
okrutnie cierpi. A Jezus w otchłani bólu wypowiada właśnie te słowa: „oto Ja
stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię”. Nie jest to nowość, jaką wyobrażali
sobie apostołowie, jakiej oczekiwali pobożni żydzi, na jaką czekami i my.
Nowość Jezusa to nowość miłości wiernej po Krzyż, miłości ofiarniczej, miłości przebaczającej,
miłości wciąż niszczonej i zabijanej'+' ks. Adam




