(Flp 3, 8-14) Bracia: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą
wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze
wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w
Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą
sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od
Boga, opartą na wierze, przez poznanie Jego: zarówno mocy zmartwychwstania, jak
i udziału w Jego cierpieniach, w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci,
dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie mówię, że już to osiągnąłem i
już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też to zdobył, bo i sam zostałem
zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już
zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły
ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg
wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.
Życie na ziemi nie jest biegiem udanym dopiero wtedy, gdy
osiągnie się cel. Jest nie tyle biegiem do celu, ile biegiem z Jezusem. Skupienie
się tylko na celu, może sprawić, że zmienimy trasę, że nie zauważymy nikogo po
drodze, że nic dla nas nie będzie się liczyło poza metą. Jeśli biegniemy z
Jezusem, to bieg już jest wygrany, nawet jeśli nie przypomina czasem biegu
tylko ślamazarny krok. O bycie z Jezusem chodzi, nie o metę '+' ks. Adam




