czwartek, 31 grudnia 2015

Ostatnia godzina

Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów; stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha. Wy natomiast macie namaszczenie od Świętego i wszyscy jesteście napełnieni wiedzą. Ja wam nie pisałem, jakobyście nie znali prawdy, lecz że ją znacie i że żadna fałszywa nauka z prawdy nie pochodzi.
Dziś, gdy niemal cały świat wije się w konwulsyjnych wręcz podskokach, trudno usłyszeć, ze oto ostatnia godzina. Choć koniec roku nie jest świętem liturgicznym, to jednak ma wymiar religijny. Przecież cały czas należy do Pana, to On jest Twórcą czasu. Wybija więc ostatnia godzina kolejnego rozdziału naszego życia. Patrzymy w przyszłość z... wdzięcznością. Tak jest! Wdzięczność ponad wszystko! Wdzięczność, że Pan obdarzył nas tyloma łaskami, że Jego miłosierdzie rozciągnęło nad nami swoje głębiny. Wdzięczność, że żyjemy tu i teraz, na większą chwałę Pana. Widnieje na Tobie niezatarte namaszczenie Duchem Świętym i nie zapominaj o tym teraz, gdy wybija ostatnia godzina '+' ks. Adam

środa, 30 grudnia 2015

Zamieszkać w świątyni

Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
Przynajmniej w jednej sprawie powinniśmy naśladować prorokinię Annę. Pisze Ewangelista, św. Łukasz, że nie rozstawała się ona ze świątynią. I to jest właśnie nasze powołanie. Widzę Twoje zdziwienie :) Nie chodzi mi o to, że masz rzucić wszystko i zamieszkać w kościele, ale o to, że Twoje serce ma pozostać w świątynie. Albo inaczej: Twoje serce ma stać się świątynią, miejsce m szczególnego przebywania Boga, w którym Ty zamkniesz się na zawsze. O ile prostsze byłoby nasze życie, gdybyśmy nie zapominali o Bogu. Myślisz, że to niemożliwe? To zły duch chce, abyśmy tak myśleli. Bo skoro coś z góry skazane jest na klęskę, to nie warto się starać. I nie robimy nic. A prawda jest taka, że jeśli Bóg daje pragnienia, to daje też łaskę do ich spełnienia '+' ks. Adam

wtorek, 29 grudnia 2015

Normalność w świętości

Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.
Świętość i normalność? Dla wielu nie do pogodzenia; a tak naprawdę nie ma świętości bez normalności. Święci Rodzice, choć świadomi swego wybrania, a może właśnie dlatego, zachowują wszystko, co przykazane. Nie żądają specjalnego traktowania, nie czekają na lepsze czasy, nie domagają się godnych warunków życia. Maryja rodzi Boga w stajni. Nie mają prawie nic. Muszą udać się na emigrację, uciekają przed śmiercią. A jednak wypełniają wszystko, co sprawiedliwe. Pragnąc świętości, zachowują normalność. Boli to, że tak wielu wybiera świętość bez normalności; równie mocno boli to, że tak wielu nie pragnie już świętości '+' ks. Adam

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Cierpienie Pana

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego. Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał /oprawców/ do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma.
Czy Bóg rzeczywiście milczy, gdy Jego ubodzy cierpią prześladowanie? Czasem milczy, ale nie jest to milczenie wyrażające obojętności, ile bardziej pełne bólu i smutku milczenie Miłości. Pan cierpi razem z cierpiącymi; ale cierpi także, gdy Jego dzieci stają się prześladowcami. Dziecię Jezus narodziło się nie tylko dla dobrych i niewinnych; przyszło na ten świat w szczególny sposób dla winnych, by wziąć ich winę na Siebie '+' ks. Adam

niedziela, 27 grudnia 2015

Jak odnaleźć Pana?

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
Nieżyjący już wybitny biblista ks. Kudasiewicz, omawiając powyższy fragment wskazał na bardzo ciekawą prawdę. Nawet bardzo wierzący ludzie mogą zgubić Jezusa. Skoro przydarzyło się to świętym Rodzicom, to o ileż bardziej może przydarzyć się nam. Można tak zająć się różnymi sprawami, nawet tymi dobrymi, że nie zauważa się, gdy Jezus pozostaje w sprawach swego Ojca. Oczywiście, nie o samo zagubienie chodzi. Ewangelia mówi, jak odnaleźć Pana - wrócić do Jerozolimy, tzn. wrócić tam, gdzie się Go zgubiło, wrócić do świątyni, a więc do życia sakramentalnego, wrócić do miejsca, przestrzeni wybranej przez Boga, a nie przez nas '+' ks. Adam
Free Contact Form