(Oz 11,1.3-4.8c-9) Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego
wezwałem z Egiptu. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich
brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich
ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi
do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go. Moje serce
na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął
płomień mego gniewu i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem,
nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja - Święty, i nie przychodzę, żeby
zatracać.
Bóg, który uczy człowiek stawiać pierwsze kroki, nie uczy
tego po to, by za chwilę zabronić mu chodzić. Plan Boga jest spójny, harmonijny
i owocny. A jest to plan miłości. Tyle że jeśli ktoś chce widzieć tylko siebie,
to ciężko mu będzie tę miłość zobaczyć. Więzy miłości dla kogoś takiego stają
się więzami krępującymi, więzami ograniczeń. By doświadczyć miłości, trzeba kochać ' +' ks. Adam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za Twoje Słowo. Niech Cię Pan prowadzi.