wtorek, 17 lutego 2026

Blisko Jezusa

Uczniowie Jezusa zapomnieli zabrać chleby i tylko jeden chleb mieli z sobą w łodzi. Wtedy im przykazał: Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda!" A oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chlebów. Jezus zauważył to i rzekł do nich: "Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chlebów? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiałe są wasze umysły? Mając oczy, nie widzicie; mając uszy, nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?" Odpowiedzieli Mu: "Dwanaście". "A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?" Odpowiedzieli: "Siedem". I rzekł im: "Jeszcze nie rozumiecie?"
Zaprasza nas dziś Jezus, aby wykorzystać czekający nas czas łaski na wspominanie dzieł, które Pan Bóg uczynił dla nas. Zachęcam was do podjęcia takiego postanowienia, by codziennie choć chwilę przeznaczyć na modlitwę medytacyjną, na modlitwę wdzięczności dla Boga. Po drugie – jesteśmy zaproszeni do przyznania pierwszeństwa sprawom duchowym. Jak to ma wyglądać, każdy musi ocenić to sam, ale pewnie już wicie, co trzeba zmienić, czego się pozbyć, o co zawalczyć. Ważne, by w tym czasie, zawalczyć o to, by być blisko Jezusa '+' ks. Adam

poniedziałek, 16 lutego 2026

Znaki rozumu i wolnej woli

Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: "Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu". A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.
Znaki Boże nie działają jakby w odłączeniu od nas. skoro są dane dla nas, w pewien sposób zakładają jakąś naszą aktywność, potrzebują naszego rozumu i potrzebują wolnego aktu wyboru. Jeśli człowiek rzuca Bogu buńczuczne: przekonaj mnie, to w takie gierki Pan Bóg nie będzie się bawił. Bardzo chętnie natomiast będzie dawał nam znaki, o ile my będziemy na nie otwarci i będziemy je chcieli odczytywać '+' ks. Adam

niedziela, 15 lutego 2026

Z determinacją

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. Słyszeliście, że powiedziano: „Nie cudzołóż”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: „Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi”. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi».
Najczęściej nasze dobre postanowienia, nasze zwyczajowe praktyki, nasz dobrze obrany kierunek, to wszystko nie zmienia się od jednego gwałtownego uderzenia, ale od stopniowego zmniejszania prędkości, od zatrzymywania się, od powolnego zmieniania trasy. I taka stopniowość jest trudna do uchwycenia. Człowiek, zanim się zorientuje, już jest w innym miejscu niż zamierzał. I dlatego potrzeba determinacji, by każdego dnia na nowo wstawać i na nowo wszystko zaczynać '+' ks. Adam

sobota, 14 lutego 2026

Odmienione serce

Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”.
Liczba posłanych stale wzrasta, by Ewangelia mogła być głoszona rzeczywiście na krańcach świata, ale też, by posłani uwierzyli, że są niezmiernie ważni w planie Boga. Świadomość tego, kim jesteśmy naprawdę zmienia nasze życie i postępowanie. Nie chcę powiedzieć, że na sposób magiczny, że wszystko co złe odchodzi w jednej sekundzie, ale gdy człowiek wie, że należy do Boga, to grzech przestaje go niszczyć, zło przestaje nim rządzić. I to jest zwycięstwo. Zanim życie zmieni się na dobre, wystarczy że odmienione jest serce '+' ks. Adam

piątek, 13 lutego 2026

Bez dotyku

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: "Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę".
Uzdrowienie głuchoniemego dokonuje się przez dotyk. Jezus przekracza granice nieznajomości, prywatności. Wchodzi z tym chorym w relację charakterystyczną dla więzów rodzinnych. Tak właśnie jest. Nie jesteśmy obcymi dla Boga. Na różne sposoby przekonuje nas, że jesteśmy z Jego grona, z Jego serca. Jeśli czujemy dystans, jeśli czujemy odległość Boga, to dlatego, że sami się na to decydujemy. Jesteśmy głusi na Boże wezwania, na Boże zaproszenia. A z drugiej strony nie chcemy podejść, by dotyk Jezusa na uzdrowił. Trzeba zaufać. Tylko tyle i aż tyle '+' ks. Adam

czwartek, 12 lutego 2026

Okruszyna

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. I powiedział do niej Jezus: "Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom". Ona Mu odparła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach". On jej rzekł: "Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę". Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.
Kto z nas zadowoliłby się okruszynami? Wydaje się, że wkładamy cały wysiłek w to, by zasiąść przy suto zastawionym stole. Kto by zwracał uwagę na okruszyny? A jednak wiara podpowiada nam, że choć hojność Pana jest wielka, to jednak wystarczy tylko Słowo, aby była uzdrowiona nasza dusza. Bóg daje nam wszystko, my jednak musimy zrozumieć, że owo wszystko kryje się w jednej Jego łasce '+' ks. Adam

środa, 11 lutego 2026

Ku całości

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: "Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!" Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: "I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: "Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym".

Bliższa koszula ciału, a zatem łatwiej i szybciej jest nam skupić się na zewnętrznej stronie, bo to co zewnętrzne rzuca się w oczy, jest łatwe do oceny i wymaga mniejszego wysiłku choćby w codziennym jego rozwoju. I nie chodzi teraz, żeby całkowicie zostawić to zewnętrzne, by zająć się wnętrzem, ale by dokonać połączenia, wprowadzić jedność. Zewnętrzne czyny, zewnętrzne znaki są bardzo potrzebne, człowiek przez nie potrafi dobrze się wyrazić, ale ma to sens tylko wtedy, gdy jest zakotwiczone w sercu, w prawdzie '+' ks. Adam

wtorek, 10 lutego 2026

W całości

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: "Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?" Odpowiedział im: "Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie". I mówił do nich: «Sprawnie uchylacie Boże przykazanie, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: „Czcij ojca swego i matkę swoją”, oraz: „Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie”. A wy mówicie: „Jeśli ktoś powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co miało być ode mnie wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ani dla matki. I znosicie słowo Boże ze względu na waszą tradycję, którą sobie przekazaliście. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie".
Przykazania nie są planem zadań, jedno zrobię, drugie po łebkach, a trzecim w ogóle się nie będę przejmować. Przykazania to drogowskazy. I albo patrzy się na nie wszystkie, albo nigdzie się nie zajdzie, a na pewno nie do celu. Pan Jezus mówi nam: pierwsze jest: będziesz miłował Pana Boga swego. Jeśli człowiek kocha, to nie stanie się niewolnikiem przykazań. Będzie wiedział, gdzie jest prawda, będzie wiedział, w którą stronę iść '+' ks. Adam

poniedziałek, 9 lutego 2026

Ten sam Bóg

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.
Ile człowiek jest w stanie zrobić, gdy bardzo wierzy, gdy mu bardzo zależy, gdy znajduje się w kryzysowej sytuacji? Szkoda, że takiej determinacji nie widać w nas na co dzień. Pewnie, że nie da się stale żyć na wysokim C, ale nie oznacza to, że mamy zadowolić się zwykłością. Jezus z Ewangelii i Jezus w Eucharystii to ten sam Bóg '+' ks. Adam

niedziela, 8 lutego 2026

Sól w nas

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".
Dobre czyny, dobre wybory, dobre słowa, to wszystko, co możemy zrobić nie jest zasługiwaniem na Niebo, nie jest zyskiwaniem świętości, nie jest zapłatą za zbawienie. Wszystko to ma być pieśnią uwielbienia dla Boga. Kiedy podziwiamy krajobrazy, zachwycamy się potęgą gór czy bezkresem morza, albo gdy urzeka nas porządek stworzonego świata, to powinniśmy pomyśleć także o sobie, o swoim życiu. Czy nasze życie smakuje innym ludziom na tyle, by mogli zobaczyć w nas Boga? '+' ks. Adam

sobota, 7 lutego 2026

Nieco

Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: "Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco". Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.
Pasterska litość Pana Jezusa nie jest zarezerwowana tylko dla anonimowego tłumu. Tę czułość słychać też w głosie, gdy mówi: wypocznijcie nieco. Pan Jezus pokazuje, jak ważna w naszym życiu jest równowaga. Nawet dobre i godziwe sprawy nie mogą z nas wysysać resztki sił. I dlatego ważna jest praca i ważny jest odpoczynek. Praca jest bardzo ważna, zwłaszcza gdy idzie o zbawienie innych, ale nie ona jest naszą treścią. Owszem, dajmy z siebie dużo, ale nie wszystko. Wszystko zostawmy dla Boga '+' ks. Adam

piątek, 6 lutego 2026

Wbrew złu

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: "Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim". Inni zaś mówili: "To jest Eliasz"; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, mawiał: "To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał". Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata". A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: "Proś mnie, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela". Natychmiast podeszła z pośpiechem do króla i poprosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela". A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.
Krwiożercza spirala zła często zaczyna się bardzo niewinnie. Pod pozorem dobra może ukrywać się niejeden grzech. Dlatego naszym zadaniem nie jest tylko czuwanie, by nie zgrzeszyć. Rozwijamy się, gdy walczymy o dobro, bo dobro ma moc zniszczyć zło i jego konsekwencje. Albo decydujemy się na mężne odrzucanie zła, albo zło skutecznie nas usidli. I nie kiedyś, ale właśnie teraz wybieramy '+' ks. Adam

czwartek, 5 lutego 2026

Dobre narzędzie

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. "Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien». I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich". Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.
Władza posłania to nie tylko władza wypędzania złych duchów, ale i swoista władza ewangelicznego życia. Jezus posyła Apostołów, by żyli jak On, w prostocie, w ubóstwie, w zaufaniu do Ojca i w przekonaniu, że jedynym naszym pokarmem jest pełnić wolę Boga. Można powiedzieć, że skuteczność ewangelizacji jest ściśle powiązana z autentycznym przeżywaniem Ewangelii. Owszem, Pan może działać nawet przez marne narzędzia, ale przyznacie, że kawa inaczej smakuje w filiżance, a inaczej w papierowym kubku. Jesteś narzędziem Pana, ale masz zrobić wszystko  co w twojej mocy, by to narzędzie było funkcjonalne, skuteczne i także miłe dla oka '+' ks. Adam

środa, 4 lutego 2026

Na serio

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: "Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?" I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: "Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony". I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Jeśli pozostaniemy na etapie widza, słuchacza, to wiary z tego nie będzie. W jakimś sensie mamy tu dopowiedzenie do wczorajszej Ewangelii. Dotyk to za mało, słyszenie i patrzenie to za mało. Potrzeba decyzji, potrzeba wysiłku woli, by żyć na nowo. Kiedy czytamy o młodym Kościele, o pierwszych gminach chrześcijańskich to może nas zadziwiać ich determinacja, ich pewność wiary, ich radość. A przecież niewielu z nich widziało Jezusa, niewielu było świadkami cudów. Uwierzyli na słowo, ale uwierzyli też na serio. I tego nam potrzeba '+' ks. Adam

wtorek, 3 lutego 2026

Dotyk

Pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: "Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa". Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: "Kto dotknął mojego płaszcza?" Odpowiedzieli Mu uczniowie: "Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął". On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości".
Jako ludzie wiary na różne sposoby dotykamy Jezusa, ale czy każdy dotyk jest dotykiem wiary, dotykiem miłości? Chyba nie do końca. Wychowani w wierze, najczęściej, od dziecka, ulegamy pewnej rutynie. Modlimy się, bo się modlimy, idziemy na Mszę, bo idziemy, pościmy, bo pościmy. Wszystko na zewnątrz. Jednak jeśli do tego nie dodamy wnętrza, to zostają tylko puste pozory. Możemy napierać na Jezusa, jak tłum, możemy być blisko, możemy dotykać, a nigdy nie doświadczyć Jego mocy '+' ks. Adam

poniedziałek, 2 lutego 2026

Zgodnie z Prawem, zgodnie z Duchem

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
Jak refren powraca dziś prawda, że Maryja i Józef zrobili wszystko zgodnie z prawem, według zwyczaju prawa. Ich wierność, powiedzielibyśmy ich tradycyjny rys, nie sprzeciwił się otwarciu na nowoczesność, wręcz przeciwnie, zostaje dopełniony natchnieniem Ducha Świętego. Nowość w Kościele zawsze uzupełnia tradycyjność, a tradycyjność jest świetnym fundamentem nowości. Podziały pojawiają się, gdy człowiek słucha siebie, a przestaje słuchać Boga. Zmiany są konieczne, ale nie muszą oznaczać zrywania ze źródłem. Tak samo trzymanie się zwyczaju nie musi koniecznie dobrze owocować, czasem może przypominać zabetonowane serce, niezdolne do bicia Bożym rytmem. Gdzie jest prawda? Zawsze w Panu Bogu '+' ks. Adam

niedziela, 1 lutego 2026

Słowo mocy

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie".
Nauczanie Jezusa nie jest jedynie przekazywaniem informacji. Jezus otwiera swe usta przy posłaniu Ducha Świętego, kiedy tchnie swoje życie na apostołów. Tak czyni przy niektórych uzdrowieniach, przy wskrzeszaniu. Słowo Jezusa jest przekazaniem nam Jego zbawczej, uzdrawiającej i ożywiającej siły. Słowo Jezusa daje nam życie. Nie zrozumiemy Ewangelii, ani nie będziemy nią żyć, gdy nie przyjmiemy najpierw łaski Jezusa, gdy nie otworzymy się na Jego tchnienie '+' ks. Adam

sobota, 31 stycznia 2026

Między

Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego : „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”
Wciąż jesteśmy zawieszani między zachwytem a zwątpieniem, jak uczniowie. Podziw, strach, uwielbienie, wyrzut. I właściwie sami miotamy się rozchwiani, bo ciężko nam uwierzyć, że stworzeni jesteśmy z miłości. Dlaczego trudno? Bo natura skażona grzechem woli słuchać siebie, lub złego, niż Boga, bo czasem tak jest po prostu wygodniej, bo uwierzyć to zaryzykować, a ryzyko zakłada także porażkę. Porażkę naszego ego, które chce coś znaczyć, które musi mieć pierwsze i ostatnie słowo, które koniecznie chce być zauważone i docenione. A zarazem doskonale wie, że jest niczym wobec fal uderzających w łódź '+' ks. Adam

piątek, 30 stycznia 2026

Ziarenka

Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”. W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.
Królestwo Boże nie rośnie samo przez się, rozwija się mocą Boga. A ponieważ Bóg wypowiedział swoje słowo, to ono na pewno się wypełni. Czy ktoś czuwa czy nie Królestwo Boże osiąga swoją pełnię. I dlatego nie pozwólmy sobie na drzemanie. Może się wydawać, że Pan się opóźnia, że wszystko zdążymy zapiąć na ostatni guzik, ale tak może się tylko wydawać. Pan daje nam znaki czasem tak małe jak ziarnka gorczycy. Goniąc nerwowo za tym światem, łatwo możemy zagubić te Boże ziarenka '+' ks. Adam

czwartek, 29 stycznia 2026

Między wrony

Jezus mówił ludowi: „Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. I mówił im: „Uważajcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma”.
Znamy porzekadło: kiedy wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Może nie musisz, ale jednak otoczenie mocno na nas wpływa. I tu jest nasza odpowiedzialność, by roztropnie wybierać ludzi, którymi się otaczamy. Owszem, Ewangelia jest dla wszystkich, owszem, jesteśmy posłani do wszystkich i dlatego np. środowisko w pracy często bywa dobrym środowiskiem ewangelizacyjnym. Ale zauważcie, Pan Jezus po głoszeniu dobrej nowiny, po znakach i cudach, albo wracał do Apostołów, albo udawał się na rozmowę z Ojcem. Musimy mieć przestrzeń, do której możemy wrócić, by nabrać sił '+' ks. Adam

środa, 28 stycznia 2026

Ku refleksji

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: „Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. I dodał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli razem z Dwunastoma, o przypowieści. On im odrzekł: „Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana tajemnica”. I mówił im: „Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści? Siewca sieje słowo. A oto są ci posiani na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”.

Przypowieści zachęcają do podjęcia refleksji. Nie jest to gotowy wykład dobrej nowiny, ale obraz, który trzeba rozszyfrować. Mamy świadomość, podobnie jak uczniowie, że bez Jezusa ciężko będzie to uczynić. I może nie chodzi o to, by za wszelką cenę zrozumieć przypowieść po swojemu, ale by przez wytrwałe i wierne kroczenie za Jezusem, otwierać się na światło, które rozświetli wszystkie znaki zapytania. Nie wystarczy przyjąć słowo, trzeba jeszcze je zachować i stworzyć warunki, by wydało w nas plon '+' ks. Adam

wtorek, 27 stycznia 2026

Matka Jezusa

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”. Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.
Choć Maryja chce być blisko swojego Syna, nie liczy jednak na jakieś przywileje i wyjątkowe traktowanie. Ona wie, że nie jest już zwykłą Marią z Nazaretu. Jest Matką Jezusa. Ten tytuł określa Jej powołanie i nową rolę. Pod krzyżem będzie to widoczne jeszcze głębiej, kiedy Jezus nie powie Jej: Mamo, ale Niewiasto. Zgoda Maryi wyrażona w scenie Zwiastowania powtarza się potem wielokrotnie w czasie ziemskiego życia Jezusa, zwłaszcza w czasie Jego publicznej działalności. Iść za Jezusem, to przyjąć nową jakość, nowe życie i wciąż uczyć się zapominać o sobie, by pamiętać o Bogu '+' ks. Adam

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Natychmiast

Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: "Pokój temu domowi!" Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: "Przybliżyło się do was królestwo Boże”.
Niby pośpiech ogólnie nie jest wskazany, jednak w sprawie Dobrej Nowiny liczy się każda sekunda. Dlatego wczoraj słyszeliśmy, przy powołaniu pierwszych apostołów, że NATYCHMIAST poszli za Jezusem, a dziś Jezus mówi: nikogo w drodze nie pozdrawiajcie; to znaczy – niech nic was nie zatrzymuje, nawet drugi człowiek nie jest ważniejszy od sprawy zbawienia. Nie chodzi o to, by pomniejszać wartość człowieka, ale by zobaczyć jego godność w świetle czasów ostatecznych '+' ks. Adam

niedziela, 25 stycznia 2026

Natychmiast

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: "Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło". Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
Zwróćcie uwagę, że Jezus powołuje pierwszych Apostołów parami i to parami braterskimi, rodzinnymi. Ciekawe i zarazem bardzo ważne wskazanie. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie, najpierw w rodzinach, w przyjaźniach, które mają nam i innym członkom umożliwiać udzielanie Jezusowi odpowiedzi na Jego zaproszenia. Zanim pokażemy innym drogę do Jezusa, najpierw trzeba zadbać o swoich i od swoich też trzeba się uczyć. Oczywiście, nie zawsze mamy w domu brata jak Piotr Andrzeja, ale to chociaż my stańmy się takimi dla innych. I co ważne – zróbmy to natychmiast '+' ks. Adam

sobota, 24 stycznia 2026

Pod uwagę

Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: "Odszedł od zmysłów".
Na rodzinę zawsze można liczyć. Nikt tak jak rodzina nas nie wspiera i nikt tak jak rodzina może nas blokować. Tak już bywa. Prorok nie jest mile widziany w swoim domu. I to dla nas ważne wezwanie, by nie nakładać na nikogo swoich wyobrażeń, ambicji, stereotypów i uprzedzeń. Musimy nauczyć się patrzeć na drugiego oczami Boga, a przynajmniej spróbować. Wydaje się, że częstą przeszkodą na drodze nawrócenia czy też w podjęciu jakiejś szczególnej misji, niestety jest opinia innych. Nie wszystko musimy zrozumieć, ale wszystko bierzmy pod uwagę.'+' ks. Adam

piątek, 23 stycznia 2026

Blisko

Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy: Synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.
Co jest pierwszym zadaniem powołanych? Zauważcie, Jezus ustanowił Apostołów, aby Mu towarzyszyli. Przepiękny obraz kapłaństwa, ale też chrześcijaństwa w ogóle. Wydaje się, że w wierze jesteśmy mocno przebodźcowani, to znaczy, chcemy pokazać, że zasługujemy, że damy radę, że potrafimy. I samo to chcenie oczywiście nie musi być złe. Jednak skupiając się na naszej aktywności, bardzo szybko możemy zapomnieć o naszym głównym zadaniu, a więc o towarzyszeniu Jezusowi. Pomyśl o tym, że Jezus chce mieć cię blisko, pomyśl o tym w czasie twojej dzisiejszej modlitwy, w czasie pracy, w czasie odpoczynku – Jezus chce mieć cię blisko, wezwał cię po imieniu, byś mu towarzyszył. Na działanie, na wszystkie inne sprawy, na zmianę życia przyjdzie czas. Ty na razie bądź przy Jezusie '+' ks. Adam

czwartek, 22 stycznia 2026

Bycie - nie działanie

Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: "Ty jesteś Syn Boży". Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.
Z całą pewnością Pan Jezus nie jest aktywistą, działaczem. Zauważcie, że właściwie każde wydarzenia zaczyna się lub kończy byciem w odosobnieniu, z dala od tłumów, w milczeniu, na modlitwie. Z resztą nawet same cuda, uzdrowienia, uwolnienia, one w zasadzie zajmują małą część publicznej działalności. Pan Jezus pokazuje nam właściwe proporcje. Naszym głównym zadaniem nie jest działanie, czynienie dobra, czy aktywność charytatywna. Główne miejsce w naszym życiu ma zajmować bycie z Panem '+' ks. Adam

środa, 21 stycznia 2026

Uschłe serce

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: "Podnieś się na środek!" A do nich powiedział: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?" Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: "Wyciągnij rękę!" Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.
Uschłą rękę można uleczyć. Gorzej z uschłym sercem. Bo do tego potrzebna jest nie tylko wiara, jak we wszystkich uzdrowieniach, ale jeszcze i pokora, która każe uznać, że człowiek naprawdę potrzebuje Boga, że chodzi za Nim, bo Go kocha, a nie dlatego, żeby coś ugrać, albo żeby coś wymusić. W zasadzie wiara jest prostsza niż zgoda na działanie Boga '+' ks. Adam

wtorek, 20 stycznia 2026

W razie czego

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: "Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?" On im odpowiedział: "Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom". I dodał: "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu".
By podjąć styl zaproponowany przez Jezusa, trzeba zdobyć się na odwagę bycia wolnym. Choć o wolności dużo mówimy, to jednak mało z niej czerpiemy, zwłaszcza na płaszczyźnie wiary. Przyznacie, że łatwiej jest nam zrobić wymagane minimum niż rozeznawać co i ile mamy czynić. Lubimy matematyczne wyliczenia, które pozwalają nam zrzucić z siebie odpowiedzialność, w razie czego. I to „w razie czego” powinno niepokoić, bo ono zdradza naszą nieufność względem Boga. Owszem, czasem staniemy wobec przeróżnych dylematów i czasem nie będziemy widzieć żadnego rozsądnego wyjścia. A jednak Bóg nam ufa i pozwala, byśmy ryzykowali '+' ks. Adam

poniedziałek, 19 stycznia 2026

W Chrystusie

Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: "Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?" Jezus im odpowiedział: "Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki przepadną. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków".
Dylematy faryzeuszów nie skończyły się w starożytności. Są one żywe nawet dzisiaj i to nawet wśród wierzących uczniów Chrystusa. Nauki Chrystusa nie przechowuje jeden człowiek, przechowuje ją cały Kościół. Nasze trwanie w Kościele, posłuszeństwo Kościołowi, miłość do Kościoła są gwarantem naszego pełnego uczestnictwa w życiu Jezusa, w Królestwie Bożym. Pewnie nie zrozumiemy wszystkiego, ale trwając w Kościele, dojdziemy do pełni '+' ks. Adam

niedziela, 18 stycznia 2026

Czekając

Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi". Jan dał takie świadectwo: "Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym".
Jan robi to, do czego został powołany. Żyje jako znak nawrócenia, naucza, upomina, wzywa do czujności. I czeka. Czeka, aż wypełnią się czasy i obiecany Mesjasz odkupi lud Boga. I właściwie to czekanie uświęca Jana. Bo nie czeka jak niewolnik, ale jak przyjaciel Oblubieńca, czeka żarliwie i z tęsknotą. A my? Czy jeszcze czekamy? Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że czekanie na Pana ma kształtować nasze człowieczeństwo i nasze chrześcijaństwo. To właśnie kwestia czekania naznacza sposób przeżywania przez nas wiary. Bo jeśli czekamy nie wiadomo, na co, albo czekamy, bo nie mamy innego wyjścia, albo czekamy, żeby przeczekać, no to jak zapłonie w nas ogień, jak oddamy się Panu bez reszty? '+' ks. Adam

sobota, 17 stycznia 2026

Spojrzał

Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" Ten wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: "Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?" Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników".
Czy Lewi słyszał naukę Jezusa? Nie wiemy. Wiemy natomiast, że Jezus na niego spojrzał i to wystarczyło. Lewi odczuł na sobie, że dla Jezusa jest jedyny, jest ważny. I nawet komora celna nie przeszkodziła mu w przyjęciu zaproszenia Jezusa. Nie grzechy są przeszkodą i nie nasza niegodność, nie brak przygotowania, nie słaba wiara. Jedyną przeszkodą jesteśmy my sami, to znaczy możemy być przeszkodą, kiedy wydaje nam się, że wiemy lepiej, kiedy chcemy po swojemu i ostatecznie nie pozwalamy, by spojrzenie Jezusa spoczęło na nas. A wystarczy tak niewiele '+' ks. Adam

piątek, 16 stycznia 2026

Słowo

Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: "Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy". A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: "Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?" Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: "Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!" On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: "Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego".
Żeby uwierzyć nie potrzebne są znaki, ale słowo tak, wszak wiara rodzi się z tego, co się słyszy, powie św. Paweł, a tym, co się słyszy jest słowo Chrystusa. To ważne wskazanie dla nas. Nasze pragnienie nadzwyczajnych znaków przekujmy w tęsknotę za Słowem, za tym, by Słowo Jezusa było w nas żywe, byśmy tej żywotności doświadczali. Pierwszym naszym pragnieniem powinno być pragnienie serca otwartego na Jezusa i dla Jezusa. A reszta, przyjdzie, nie przyjdzie, niech Pan o tym zadecyduje '+' ks. Adam

czwartek, 15 stycznia 2026

Najpierw Bóg

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: "Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić". A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony". Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: "Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich". Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Z jednej strony trudno się dziwić trędowatemu, że mimo prośby Jezusa, rozgłasza wszystkim wieść o swoim uzdrowieniu. Jednak z drugiej strony – skoro umiał Jezusa prosić, to powinien Go też posłuchać. I nie chodzi już nawet o gadanie. Jezus kazał mu iść dopełnić przepisów prawa. Oczywiście, nie zakładam, że ostatecznie nie udał się do kapłanów, jednak Ewangelia wiele mówi nam, nie wspominając o czymś. Jezus nie chce rozgłosu i poklasku na wzór celebrycki. Jezus chce wiary, wierności i zaufania. Najpierw wierność Bogu, potem drugi człowiek '+' ks. Adam

środa, 14 stycznia 2026

Jesteś ważny

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: "Wszyscy Cię szukają". Lecz On rzekł do nich: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem". I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Jezus jest dla wszystkich, ale nie w znaczeniu – dla masy, dla tłumu. Jezus jest dla każdego. Owszem, słyszymy, że uzdrowił wielu, ale opis uzdrowień rozpoczyna się od uzdrowienia teściowej Piotra – od relacji z konkretną osobą. I tak samo z wieloma chorymi. Jezus uzdrawiał każdego osobiście. Jezus nie chce, by szukali Go wszyscy. Chce, by szukał Go konkretny człowiek, żebyś szukał Go ty. Chociaż wzrastamy we wspólnocie, to jednak nie wolno nam zapomnieć o pierwszeństwie indywidualnej więzi na płaszczyźnie wiary '+' ks. Adam

wtorek, 13 stycznia 2026

Ich synagoga

W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga". Lecz Jezus rozkazał mu surowo: "Milcz i wyjdź z niego!" Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: "Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne". I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.
Zastanawiająco brzmią słowa: był w ich synagodze. Wiadomo, chodzi o mieszkańców Kafarnaum, synagoga należała do nich. Jednak można by to odczytać też w takim sensie, że synagoga, która była miejscem modlitwy, a więc domem Bożym, powinna być oddana Bogu, stała się własnością człowieka. Stąd zdumiewają się mieszkańcy Kafarnaum, że Jezus uczy ich inaczej, niż uczeni w Piśmie. Człowiek może próbować zająć miejsce Boga, ale nigdy Mu nie dorówna. Gdyby owa synagoga nie była ich, ale była rzeczywiście domem Bożym, to moc Jezusa nie wywoływała by jedynie zdumienia czy zachwytu, ale zaowocowała by przyjęciem Jezusa jako Mesjasza, Zbawiciela '+' ks. Adam

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Zwycięstwo Boga

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi". A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.
Ciekawe, że św.  Marek wiąże głoszenie Ewangelii z uwięzieniem Jana. Na Janie kończy się Stary Testament, kończy się misja proroków, kończy się stare prawo. I gdy ów koniec wydaje się być ostateczny, Jezus rozpoczyna coś nowego. Ewangelia jako słowo życia będzie głoszona zawsze, zwłaszcza tam i wtedy, gdzie zło chce triumfować, gdzie próbuje powiedzieć ostatnie zdanie. Złowrogie oko świata jest niszczone spojrzeniem miłości Boga '+' ks. Adam

niedziela, 11 stycznia 2026

Sprawiedliwa miłość

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: "To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?" Jezus mu odpowiedział: "Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe". Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie".
Sprawiedliwe nie jest po ludzku to, żeby Jezus brał na siebie ciężar grzechów, gdy sam nie ma nic wspólnego z grzechem. To jest sprawiedliwe po Bożemu, a więc zgodne z zamysłem Bożej miłości. Jezus wchodzi do Jordanu, by zabrać stamtąd wszystkie grzechy ludzi, którzy je tam symbolicznie zostawiali, w czasie janowego chrztu nawrócenia. Miłość Boża nie musi, ale chce tego '+' ks. Adam

sobota, 10 stycznia 2026

W prostocie

Jezus powrócił mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: "Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana". Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione.
Utkwione w Jezusie oczy nie muszą koniecznie oznaczać otwartych serc. Wiemy z resztą, że mieszkańcy Nazaretu próbowali strącić Jezusa ze skały za rzekome bluźnierstwo. Samo zdziwienie, sensacja to nie początek wiary. Owszem, jakieś nadzwyczajne doświadczenie może zaowocować jakąś fundamentalną zmianą w nas. Jeśli tak by było, niech będzie. Jednak ogólnie wiara lubi ciszę i prostotę '+' ks. Adam

piątek, 9 stycznia 2026

Z Jezusem

Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim sam odprawi tłum. Rozstawszy się więc z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: "Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!" I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.
Bez oceniania uczniów, jednak cały czas mnie to trochę dziwi, że po tak cudownym wydarzeniu, jakim było rozmnożenie chleba, oni po prostu wsiedli do łodzi i zostawili Jezusa. Pewnie byli przyzwyczajeni, że ich Nauczyciel po prostu czasem potrzebował samotności. Ale mimo wszystko dziwne. Zasada jest prosta – nie wolno nam odłączyć się od Jezusa. Wody naszego życia czasem są spokojne, czasem się burzą i są nam przeciwne, ale jest dobrze, jeśli jesteśmy z Jezusem '+' ks. Adam

czwartek, 8 stycznia 2026

Będzie dodane

Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach. A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: "Miejsce to jest pustkowiem, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia". Lecz On im odpowiedział: "Wy dajcie im jeść!» Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby dać im jeść?" On ich spytał: "Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!" Gdy się upewnili, rzekli: "Pięć i dwie ryby". Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i pięćdziesięciu. A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by podawali im; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do syta i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i resztek z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.
Jeśli dobrze wczytać się w dzisiejszą przypowieść, to łatwo można znaleźć nawiązanie do Psalmu 23, Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego; pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach; stół dla mnie zastawiasz. Nie chodziło przecież o samo rozmnożenie chleba, ale doświadczenie, że Pan widzi i zabezpiecza wszystkie potrzeby i pragnienia swego ludu. Prawdą jest, że jeśli szukamy najpierw Królestwa Bożego, to wszystko inne będzie nam dodane '+' ks. Adam

środa, 7 stycznia 2026

Najpierw Słowo

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: "Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło". Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których nękały rozmaite choroby i dolegliwości: opętanych, epileptyków i paralityków. A On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.
Zawsze mnie poruszała taka ewangeliczna zwyczajność w mówieniu o sprawach nadzwyczajnych. Przynoszono do Jezusa tłumy chorych, a On ich uzdrawiał. Tyle. To jest powiedziane z taką łatwością, jakby Jezus do nich pomachał. Ewangelia nie banalizuje bynajmniej uzdrowień. Zwraca naszą uwagę na moc Chrystusa, która objawia się w naszym życiu naprawdę zwyczajnie, choć w swej istocie jest niezwyczajna. Ale to co jeszcze ważniejsze, to fakt, że uzdrowienia dokonują się po nauczaniu. Najpierw głoszenie dobrej nowiny, najpierw słowo, najpierw zaproszenie do pójścia za Nim, jako za Mesjaszem '+' ks. Adam

wtorek, 6 stycznia 2026

Patrzeć w niebo

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.
Nasza droga wiary prowadzi nas światłem gwiazdy. Małej gwiazdy, nie słońca. Nie każdy ją dostrzeże, tak jak w Betlejem. Dostrzegli ją mędrcy bo wpatrywali się wytrwale w niebo. My też patrzmy w niebo wytrwale i gorliwie. Szukajmy gwiazd, które Bóg zapala dla nas i które ostatecznie poprowadzą nas do Niego. Jeśli siądziemy, czekając na Słońce, może się okazać, że nasza noc nie minie nigdy. Dlatego trzeba wyruszyć drogę i to we wspólnocie, jak trzej mędrcy. A ponadto wypada wziąć ze sobą dar, by powitać Zbawiciela '+' ks. Adam

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Przekonaj się!

Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: "Pójdź za Mną". Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: "Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czy może być co dobrego z Nazaretu?". Odpowiedział mu Filip: "Chodź i zobacz". Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: "Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu". Powiedział do Niego Natanael: "Skąd mnie znasz?". Odrzekł mu Jezus: "Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem". Odpowiedział Mu Natanael: "Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!". Odparł mu Jezus: "Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to". Potem powiedział do niego: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego".
Nawet jeśli idziemy słuszną drogą, a ktoś nie, to trzeba temu komuś zostawić przestrzeń do podejmowania wolnych wyborów, zwłaszcza jeśli chodzi o wybór Jezusa. Nie da się wierzyć za kogoś. Możemy cierpieć za kogoś, możemy wynagradzać za kogoś, możemy dziękować za kogoś, ale nie da się uwierzyć na kogoś. Miłość braterska każe nam mówić do innych: chodź i zobacz. Zrób wszystko, co w twojej mocy, by ktoś na twoje słowo poszedł i zobaczył, ale zostaw mu wolność '+' ks. Adam

Free Contact Form