Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł
wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”.
Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie
płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź
się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i
powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On
wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się
uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi
jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do
drugiego : „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”
Wciąż jesteśmy zawieszani między zachwytem a zwątpieniem,
jak uczniowie. Podziw, strach, uwielbienie, wyrzut. I właściwie sami miotamy
się rozchwiani, bo ciężko nam uwierzyć, że stworzeni jesteśmy z miłości.
Dlaczego trudno? Bo natura skażona grzechem woli słuchać siebie, lub złego, niż
Boga, bo czasem tak jest po prostu wygodniej, bo uwierzyć to zaryzykować, a ryzyko
zakłada także porażkę. Porażkę naszego ego, które chce coś znaczyć, które musi
mieć pierwsze i ostatnie słowo, które koniecznie chce być zauważone i
docenione. A zarazem doskonale wie, że jest niczym wobec fal uderzających w
łódź '+' ks. Adam

Natura skażona jest grzechem🙏❤️
OdpowiedzUsuń