środa, 4 lutego 2026

Na serio

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: "Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?" I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: "Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony". I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Jeśli pozostaniemy na etapie widza, słuchacza, to wiary z tego nie będzie. W jakimś sensie mamy tu dopowiedzenie do wczorajszej Ewangelii. Dotyk to za mało, słyszenie i patrzenie to za mało. Potrzeba decyzji, potrzeba wysiłku woli, by żyć na nowo. Kiedy czytamy o młodym Kościele, o pierwszych gminach chrześcijańskich to może nas zadziwiać ich determinacja, ich pewność wiary, ich radość. A przecież niewielu z nich widziało Jezusa, niewielu było świadkami cudów. Uwierzyli na słowo, ale uwierzyli też na serio. I tego nam potrzeba '+' ks. Adam

1 komentarz:

Dziękuję za Twoje Słowo. Niech Cię Pan prowadzi.

Free Contact Form