wtorek, 5 kwietnia 2016

Tam, gdzie chce

Jezus powiedział do Nikodema: Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha. W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: Jakżeż to się może stać? Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.
To, o czym mówił Pan Jezus, dzisiaj traktowane jest jako nowość. Ciekawe! Oczywiście, nie jest to jakimś problemem, poza tym, że wielu podchodzi z niedowierzaniem do tego, co jest esencją naszego życia z wiary. Ale może właśnie dlatego, że Duch wieje tam, gdzie chce, tak trudno Go przyjąć, po naszemu. Warto wzrastać w świadomości, że istniejemy dzięki Duchowi. Dzięki Niemu dziś nie tylko się pomodliłeś (pomodliłeś się?), ale także obudziłeś się, wstałeś i jesteś tam, gdzie jesteś. Narodzenie z Ducha to świadome przyjęcie Jego daru, świadome życie zanurzone w Nim. Nie pozwól sobie odebrać tej łaski '+' ks. Adam

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

'Tak' za Matką

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.
Scena Zwiastowania obrosła przez wieki taką baśniowością, że trudno dopatrzeć się w niej rzeczywistości. Kiedy jednak zedrzemy z niej wszelkie nasze wyobrażenia i wsłuchamy się w to, co mówi Ewangelia, wtedy być może dotrze do nas niezwykłość tej sceny. Pan posługuje się ludźmi, wybiera, kogo chce, uprzedza swoją łaską, jednak decyzja zawsze należy do człowieka. Zobacz, jak wielkie konsekwencje mają Twoje wybory. Kto wie, co chce osiągnąć przez Ciebie Pan. To prawda, że Maryja miała i ma szczególną rolę, ale przecież my jesteśmy Jej dziećmi i mamy iść po Jej śladach. Wielkie sprawy zaczynają się często bardzo niepozornie, tak jak wielkie rzeki mają swoje maleńkie źródło. Twoje 'tak' dzisiaj naprawdę może odmienić jutro '+' ks. Adam

niedziela, 3 kwietnia 2016

Pan mój i Bóg mój

Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.
Chociaż Tomasz oddał życie za Pana i stał się, według tradycji, ewangelizatorem Indii, wciąż jeszcze nazywamy go niewiernym. To ze względu na zasadniczą wątpliwość, którą pozwolił sobie wyrazić. Po pierwsze zwątpił w to, że historia Jezusa po jego ukrzyżowaniu będzie miała jeszcze jakąkolwiek kontynuację. W tym nie różnił się od innych apostołów. Po drugie, zwątpił w sens wspólnego spędzania czasu z innymi uczniami Jezusa. Musieli sprawiać fatalne wrażenie: wylęknieni i zamknięci z obawy przed Żydami w czterech ścianach Wieczernika. Po co wzajemnie karmić się swoim lękiem? Po co Tomaszowi taka wspólnota? – tu także łatwo go zrozumieć. Wreszcie, kiedy Apostołowie ujrzeli Pana i podzielili się tym z Tomaszem, ten wyraził ostateczną wątpliwość co do ich zdrowych zmysłów i wiarygodnego świadectwa. Czy naprawdę oglądali na własne oczy Jezusa? A może to efekt zbiorowej halucynacji zapłakanych ludzi zamkniętych razem, którzy marzyli o tym, żeby ich los się odwrócił? Jeśli ja sam nie zobaczę, nie uwierzę – rzuca im na odchodne Tomasz. Czy to aż tak dalekie od nas? Wątpię. Z resztą, nie jest to nadzwyczajny problem wiary czy niewiary. Ważne, by jednak dojść do tomaszowego wyznania: Pan mój i Bóg mój. Z błogosławieństwem ‘+’ ks. Adam

sobota, 2 kwietnia 2016

Droga do domu

Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!
Dlaczego mamy tyle problemów z wiarą? Częstym powodem jest ograniczanie jej do momentu, punktu, chwili. Benedykt XVI mówił, że wiara jest drogą. Kiedy wyruszamy w drogę, nie możemy oczekiwać, że za sekundę osiągniemy cel. Droga to droga. To trud, to zmęczeniem, to niepewność, ale to też wyczekiwanie, ekscytacja. Wiara nie musi być łatwa, ma być owocna. A zwróć uwagę na to, że owoc nie jest Twoim dziełem. To Pan posyła swoich uczniów i to On zapewnia pomyślność misji. Ty po prostu idź drogą, na którą wzywa Cię Pan i nie chciej zaraz ją kończyć '+' ks. Adam

piątek, 1 kwietnia 2016

Do brzegu

Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.
Nawet św. Jan, który spoczywał na Sercu Zbawiciela, poznaje Go po znakach - po cudownym połowie. Skoro tak, to jest to też droga dla nas. Pan i nam daje znaki, które wskazują na Jego obecność. I nie trzeba ich szukać gdzieś w przestworzach. Jezus wchodzi w naszą codzienność. On przenika nasze życie. Dlatego warto przestawić się na Bożą wrażliwość. Zwykłe sprawy wcale nie muszą być zwykłe. Oczywiście, codzienność bywa trudna. Trudne przecież jest to codzienne opowiadanie się za Bogiem. Jednak Pan wychodzi nam naprzeciw. Ryby już są ułożone na żarzących się węglach, chleb też już jest przygotowany. Pan czeka na nasz wysiłek, na nasze zaangażowanie. Z tym mamy przybić do brzegu '+' ks. Adam
Free Contact Form