poniedziałek, 5 lipca 2021

W zgiełku

Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że jako ludzie lubimy hałas. Głośna muzyka, włączone telewizory, głośniki, megafony. I trudno oprzeć się wrażeniu, że jest pewna forma zagłuszania, zwłaszcza tego, co boli, co trzeba zmienić, co smuci. W  hałasie nie da się skupić, rozumnie pomyśleć, a więc sokor się nie da, zatem nie trzeba. Wspomniany w Ewangelii zgiełkliwy tłum to symbol tego wewnętrznego hałasu w nas, który próbuje jakby przykryć to, z czym sobie nie radzimy. Śmierć dziecka, która jest niezrozumiała, niewytłumaczalna, bolesna miała być przyswajalna poprzez rozmycie tego doświadczenia w zgiełku, w odgłosach fletnistów. Wszystko, byle tylko nie trzeba było myśleć. I przez ten hałas tłum nie dostrzegł tego, co dostrzegł Pan: dziewczynka nie umarła, tylko śpi. Śmierć fizyczna, choć trudna, nie jest najgorszym doświadczeniem. To tylko sen, który minie. Z całych sił mamy się chronić przed śmiercią duchową, która jest śmiercią wieczną. W zgiełku tego nie usłyszymy '+' ks. Adam

niedziela, 4 lipca 2021

W rodzinie Jezusa

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: "Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?" I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: "Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony". I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Szkoła Jezusa to nie tylko nauka, słuchanie słów, przyglądanie się znakom. To także, a może i przede wszystkim towarzyszenie Jezusowi. Ewangelia mówi dziś, że uczniowie przybywają wraz z Jezusem do Jego rodzinnego miasta. Poznają Jego rodzinę, bliskich, sąsiadów. Mają możliwość zapytać o dzieciństwo i młodość ich Nauczyciela. Dotykają miejsc, w których Jezus wzrastał. Wchodzą w klimat Nazaretu. My też jesteśmy zaproszeni do Nazaretu – w nowy sposób. Możemy spotkać się z nową rodziną Jezusa, która już nie wątpi i która myśli po Bożemu – są to święci, a więc ci, którzy odpowiedzieli na przyjaźń Bożą w sposób doskonały '+' ks. Adam

sobota, 3 lipca 2021

Tomasz w nas

Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana”. Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
Nasłuchał się od nas Tomasz, że niewierny. Dostało mu się po uszach przez te wszystkie lata. A przecież mówi św. Grzegorz Wielki, że stało się to wszystko za zrządzeniem Bożej Opatrzności, aby jego niewiara pomogła naszej wierze. Każdy z nas ma w sobie coś z Tomasza. Nie wszystko jest jasne, nie wszystko jest zrozumiałe, potrzebujemy znaku. I Tomasz nie chowa tego głęboko w sobie, tylko mówi. On chce spotkać Jezusa. I to pragnienie nie jest zwykłym kaprysem, bo jak powie przywoływany już św. Grzegorz, Tomasz ujrzał człowieka, a wyznał Boga '+' ks. Adam

piątek, 2 lipca 2021

Pójdź w prawdzie

Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
Kiedy Jezus spogląda na człowieka, dokonuje się jakby jego powtórne stworzenie. Wzrok Boga przywraca człowiekowi utraconą przez grzech godność dziecka Bożego. Wzrok Boga pozwala człowiekowi ujrzeć się prawdzie. Nie ma tu pomniejszania zła, grzechu, nie ma usprawiedliwiania złych wyborów, ale z drugiej strony nie potępiania człowieka. Prawda prowadzi ku wyzwoleniu. I to doświadczenie dotyczy nas. Jezus zaprasza nas do stanięcia w prawdzie; do uznania własnego grzechu, ale i do wybaczenia sobie, tak jak wybaczył nam On sam. I dopiero w prawdzie będziemy mogli usłyszeć, uwierzyć, że Pan mówi do każdego z nas: pójdź za Mną '+' ks. Adam

czwartek, 1 lipca 2021

Wspólnie do Pana

Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: „Ufaj, synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: „On bluźni”. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: „Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy też powiedzieć: "Wstań i chodź" ? Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów”, rzekł do paralityka: „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom. 
Zdarza się nam mówić, że próbujemy kogoś nawrócić, że wskazujemy komuś właściwą drogę, że dużo mówimy o Bogu, że przypominamy o obowiązkach religijnych. Wszystko pięknie, jednak dzisiejsza Ewangelia wskazuje nam na inne rozwiązanie. Jeśli mamy obok nas duchowego paralityka, sparaliżowanego grzechem, to nie żądajmy od niego, by zachowywał się jak zdrowy człowiek. Trzeba wziąć takiego człowieka na swoje ramiona i zanieść go do Chrystusa. I co ważne, nie mamy tego robić sami. Św. Mateusz mówi: przynieśli Mu paralityka, a więc było ich kilku. Po to Pan Bóg stawia na naszej drodze innych ludzi, byśmy tworzyli takie ratunkowe ekipy. Nie oceniać, nie mówić, nie wskazywać, tylko wspólnie zanieść go do Pana '+' ks. Adam
Free Contact Form