sobota, 30 września 2017

Otwarci na Słowo

Gdy tak wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich Jego czynów, Jezus powiedział do swoich uczniów: Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie.
Patron dnia dzisiejszego, św. Hieronim, wielki miłośnik Bożego Słowa powiedział: nieznajomość Pisma św. jest nieznajomością Chrystusa. Słowa te niesamowicie trafnie wpisują się w nasze dzisiejsze pochylenie się nad Ewangelią. Niemal naturalnie tworzymy sobie własny obraz Boga. I nie jest to jeszcze największy problem. Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy ten obraz czynimy jedynym słusznym i według niego pojmujemy siebie i świat. Taka fantastyczna wizja posklejana z naszych wyobrażeń staje się powodem wielu naprawdę trudnych doświadczeń, łącznie z doświadczeniem mroku grzechów. I dlatego Bóg daje nam swoje słowo, abyśmy dochodzili do prawdy, a nie do wyobrażenia o niej. Prawda bywa czasem dla nas niezrozumiała czy trudna do przyjęcia, tak jak to było w przypadku uczniów. Nie od razu zrozumieli jezusową zapowiedź męki. Nie mieściła im się w głowie taka wizja Boga, Boga wydanego na okrutną śmierć, Boga cierpiącego, Boga wyszydzonego. O miejsce nie w takim królestwie prosili synowie Zebedeusza. Nie za takim Mesjaszem chodziły tłumy. Trudna do przyjęcia jest śmierć Pana, ale dzisiaj już wiemy, że bez tej śmierci niemożliwe jest życie. To co po ludzku wydawało się klęską, w Bożych planach stało się największym zwycięstwem. I tylko posłuszeństwo Słowu może nas doprowadzić do poznania tej prawdy. Tylko posłuszeństwo Słowu Boga może nas przeprowadzić przez to co trudne i niezrozumiałe. A nie da się być posłusznym Słowu, którego się nie zna i którego się nie poznaje, którego się nie słyszy. Dlatego tak ważny jest nasz wysiłek, by Biblia stała się naszym codziennym pokarmem, bo przecież nieznajomość Pisma św. jest nieznajomością Chrystusa '+' ks. Adam

piątek, 29 września 2017

Skąd mnie znasz?

Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym. Odpowiedział Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela! Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem powiedział do niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego.
Skąd mnie znasz? To pytanie wyraża chyba wszystkie nasze wątpliwości na płaszczyźnie wiary. Od pierwszej diabelskiej pokusy: czy rzeczywiście Bóg powiedział? powtarza się w nas historia niepewności, wątpliwości i kryzysów wiary. Warto podkreślić, że kryzysy same w sobie nie muszą być tragicznym doświadczeniem. Można powiedzieć, że czasem są nawet pożądane, o ile człowiek dobrze je wykorzysta. To naturalne, że w doświadczeniu wiary napotykamy na trudności. W końcu nasz rozum, nasze poznanie, nasze władze, nawet nasze serce wchodzą w przestrzeń tajemnicy Boga, niesamowicie przekraczającego nasze ludzkie pojmowanie. Poczucie takiej bezradności sprawia, że wolimy wrócić do tego, co zrozumiałe, co znane, co łatwe w przyjęciu, co oswojone. I tak zaczynamy doświadczać rosnącego rozdwojenia. Bo z jednej strony czujemy w sobie wielki głód Boga, rozpala nas pragnienie bycia z Nim i w Nim, a  z drugiej strony nasza ludzka natura ciągnie do tego, co proste i łatwe. Dopóki człowiek nie zdecyduje się na krok zaufania, krok swoistego ryzyka wiary, dopóty nie znajdzie ukojenia. I dlatego powtarzamy w naszym życiu to natanaelowe: czy może być co dobrego z Nazaretu? Czy Bóg może być miłosierny bez granic? Czy rzeczywiście czuwa nad każdym człowiekiem, czuwa nade mną? Czy łaska Boga może być naprawdę darmowa? A skoro tak, to dlaczego tyle zła w świecie? Dlaczego potężny Bóg pozwala, by zło triumfowało? Dlaczego zgadza się na cierpienie niewinnych osób? Czy może być co dobrego z Nazaretu? Wiara nie sprawi, że znikną wszystkie pytania, wszystkie wątpliwości i że nagle odnajdziemy wszystkie odpowiedzi, ale tylko ona może nas doprowadzić do prawdy, że Jezus istotnie jest Synem Bożym, który zbawia człowieka, i chce mieć go blisko Siebie '+' ks. Adam

czwartek, 28 września 2017

Bez niepokoju

Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: Jana ja ściąć kazałem. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę? I chciał Go zobaczyć.
Postawa Heroda nie jest aż tak daleka od naszych, jakby mogło się wydawać. Dosyć często karmimy naszą wiarę emocjonalnymi sloganami, które zamiast ją wzmacniać, czynią ją zwyczajem i rutyną. Powtarzane bez namysłu hasła w stylu: staram się pełnić wolę Boga, przypominają bardziej mantrę niż świadomy wybór Boga. Wynika to m.in. z tendencji do swoistego oswajania doświadczenia wiary, żeby nie powiedzieć do oswajania Boga, które pomoże nam uchwycić w nasze ludzkie, znane nam ramy, to co nieuchwytne. Jest to doświadczenie Piotra Apostoła z Góry Tabor: postawimy trzy namioty – nie wiedział bowiem, co czynić, tak byli przestraszeni. Herod, słysząc o cudach Jezusa, zaniepokoił się, bał się utraty władzy, bał się stracić to, w czym pokładał ufność i co uczynił treścią siebie, treścią swego życia, co w jego oczach czyniło go wielkim i ważnym. Czy w doświadczeniu wiary, kiedy słyszymy, czy myślimy o zwycięskiej mocy Chrystusa, kiedy słyszymy Jego wezwanie do ewangelicznego radykalizmu w naszym życiu, zachowujemy pokój dziecka Bożego? Wystarczy tylko przyjrzeć się tym sytuacjom, które uznaliśmy za wolę Bożą. Czy nie przeważają w nich trudne i bolesne przeżycia? Co rodzi się w nas, gdy myślimy o podjęciu woli Bożej? Radość w świadomości, że Bóg chce naszego dobra, czy strach przed cierpieniem i poczucie, że trzeba się przygotować na trud i łzy? Wciąż powtarza się w nas dramat Heroda – pragnienie Boga przeplata się ze strachem, że utracimy treść naszego życia. Dzisiejsza Ewangelia wzywa nas do stanowczego odrzucenia tego strachu, który człowieka tak oślepia, że nie jest w stanie już dostrzec prawdy, że Bóg niczego nie odbiera, a wręcz przeciwnie, to tylko dzięki Niemu człowiek może stać się w pełni człowiekiem '+' ks. Adam

środa, 27 września 2017

Nie bierzcie nic

Jezus zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim! Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.
Dosyć łatwo przy słuchaniu Ewangelii popaść w taką tendencję, a może nawet i pokusę odnoszenia jej tylko i wyłącznie do minionych czasów. Zdarza się nam traktować Biblię jako zapis przeszłości. Tymczasem Pismo św. zawiera Słowo Boże, żywe i skuteczne, które działa w naszym tu i teraz. Władza przekazana przez Jezusa apostołom nie straciła swej ważności wraz ze śmiercią ostatniego z nich, przeciwnie, trwa w Kościele, choć czasem niestety jest przyjmowana przez nas, wierzących, nie tyle jak skarb w glinianym naczyniu, ile bardziej jak światło schowane pod koszem. Władza Jezusa to zwycięska władza nad złym duchem i nad skutkami jego działania: nad chorobą, nad cierpieniem i wreszcie and śmiercią. Wraz z przyjściem Syna Bożego na tę ziemię rozpoczyna się godzina walki Królestwa światłości ze światem ciemności; godzina, która swoją pełnię i zwycięstwo osiągnęła w śmierci i zmartwychwstaniu Pana, a która dla nas wybrzmiewa aż do powtórnego Jego przyjścia w chwale. I abyśmy mieli udział w tej godzinie, Jezus daje dzisiaj konkretne wskazanie – na drogę swojego życia nie bierz zbędnego ciężaru. A przecież dostrzegamy, że w przestrzeni naszego życia przytłacza nas wielość błyskotek, świecidełek, gadżetów. Lubimy otaczać się mnóstwem dodatków, i w relacjach z ludźmi i na płaszczyźnie materialnej. Szukanie oparcia w sobie, czy w świecie, uniemożliwia nam doświadczenie zwycięskiej władzy Jezusa, która nam jest udzielona w momencie chrztu. Jezus mówi: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Jedynym naszym bogactwem ma stawać się zaufanie, że Pan czuwa nad wszystkim. Naszym zadaniem jest głoszenie Królestwa Bożego w ludzkiej słabości i w Bożej mocy '+' ks. Adam 

wtorek, 26 września 2017

Którzy słuchają

Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.
Nie wiemy, czy ostatecznie Maryja zobaczyła swojego Syna, ale nawet gdyby tak się stało, to i tak słowa Jezusa brzmią niesamowicie oschle i wręcz surowo w naszych uszach. Moglibyśmy tak sądzić, o ile dzisiejszy fragment byłby jedynym świadectwem relacji Jezusa i Jego Matki. Tymczasem dzisiejszy fragment to kolejny etap objawiania posłannictwa Syna Bożego, to kolejny etap wzrastania w Jego szkole dla wszystkich, którzy chcą być Jego uczniami, w tym także dla Maryi. Przyjście Jezusa to zapowiedź nowego stworzenia, przywrócenia utraconej harmonii Raju, to zapowiedź odnowienia tego świata. W tym nowym porządku każdy otrzymuje nową rolę. Także Matka Jezusa uczy się być Matką Kościoła, Niewiastą, która przez swe posłuszeństwo odzyska to, co Ewa straciła przez niewierność. I wiemy, że Maryja tę zapisaną w dzisiejszej Ewangelii lekcję odrobi znakomicie. To Ona przecież wytrwa pod Krzyżem swojego Syna z sercem przebitym mieczem boleści, gdy inni zawiodą i uciekną. To Ona będzie trwała wraz z uczniami w Wieczerniku, czekając na Zesłanie Ducha Świętego. To Ona nieustannie troszczy się o wspólnotę Kościoła, by wszyscy jej członkowie zrobili to, co mówi Jej Syn. W słowach Jezusa z dzisiejszej Ewangelii odnajdujemy też wezwanie dla nas. Relacja z Jezusem nie jedną z wielu relacji tego świata i nawet nie jest pierwszą. Relacja z Jezusem jest absolutnie niepowtarzalną relacją, w którą człowiek może wejść nie poprzez gorliwe zachwyty i uniesienia, nie poprzez swoje praktyki, nie poprzez nadzwyczajne sposoby. Jezus mówi: którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je. Przyjmując Słowo Boże, żyjąc nim na co dzień, możemy doświadczyć wyjątkowej więzi z Bogiem, która nie jest zarezerwowana dla wybranej grupki, ale możliwa dla każdego, kto zechce, jak Maryja, pełnić wolę Boga '+' ks. Adam
Free Contact Form