wtorek, 15 października 2019

Sam Bóg


Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: "Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste".
Dzisiejsza Ewangelia musi trafić prosto w nasze serce, by zburzyć to wszystko, co jest ludzką naleciałością, ludzkim wyobrażeniem, oczekiwaniem, a co nie prowadzi do Pana. Można czasem uspokajać siebie naprędce odmówioną modlitwą, przeczekaną Eucharystią czy niedbale rzuconą jałmużną. Ale czy to rzeczywiście zrodzi w nas Chrystusowy pokój? Jako dzieci swoich czasów, w pierwszym rzędzie dbamy o to, co nadaje natychmiastowy i najlepiej spektakularny efekt. Reszta wydaje się nie być warto wysiłku. Ale Boże dzieła mają swój rytm. I nie da się go przestawić na światowy. Na szczęście. Żyjemy w tym świecie, ale nie jesteśmy z tego świata. Zapominając o tym, skazujemy się na powtarzanie faryzejskiej ślepoty. Łatwo można dać się uwieść przekonaniu o własnej sprawiedliwości. Ale ile w tym przekonaniu prawdy, że o tyle jesteśmy ludźmi, o ile wracamy do Boga? Wspominana dziś w liturgii św. Teresa od Jezusa mówiła: Nasze życie? Kiepski nocleg w niewygodnej gospodzie. Bóg sam wystarczy '+' ks. Adam

poniedziałek, 14 października 2019

Znak wolności


Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: "To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz".
Niby żaden znak nie zostanie nam dany z wyjątkiem znaku Jonasza, ale przecież wciąż w różnych miejscach na świecie dokonują się nadzwyczajne znaki, wystarczy wspomnieć eucharystyczny cud w Sokółce. Pan Jezus przekonuje uczniów, że będą czynić większe znaki niż On sam, bo On będzie wstawiał się za nimi u Ojca. Skąd zatem dzisiejsze, ostre słowa? Słowem kluczem jest znak Jonasza. Jezus przywołuje postać starotestamentalnego proroka, który uciekając przed wolą Bożą, został połknięty przez wielką rybę, we wnętrzu której przebywał trzy dni. Te trzy dni zaowocowały posłuszeństwem wobec słowa Bożego i skutecznie wypełnioną misją, zakończoną nawróceniem mieszkańców Niniwy. Słusznie w tym znaku odnajdujemy Pana Jezusa, który pozostał posłuszny aż do śmierci, trzy dni przebywając w grobie, zmartwychwstał, odnosząc zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem. Dzięki temu możemy wrócić do Ojca. Ani grzech, ani śmierć nie są w stanie zamknąć nam drogi powrotu. Jedyną przeszkodą jesteśmy my sami. Znak Jonasza wypełniony w znaku Chrystusa ma nas doprowadzić do wolnego wyboru Boga '+' ks. Adam

niedziela, 13 października 2019

Posłuszni Słowu


Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: "Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami". Na ich widok rzekł do nich: "Idźcie, pokażcie się kapłanom". A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: "Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec". Do niego zaś rzekł: "Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła".
Głoszenie dobrej nowiny to nie triumfalny pochód Władcy. To zejście do głębi ludzkiego cierpienia, brudu, nieszczęścia. Pan nie boi dotykać się tego, co nieczyste, zakazane prawem, co budzi obrzydzenie. I to nie tylko w tym zewnętrznym wymiarze, ale daleko bardziej w sensie duchowym. I nawet gdy człowiek nie chce zbliżyć się do Niego, onieśmielony trądem swojej słabości, grzechu, duchowej biedy, jak trędowaci z dzisiejszej Ewangelii, On nie pozostaje z daleka. Zaprasza człowieka do bliskości ze Sobą i wskazuje na bardzo ciekawą drogę powrotu. W prawie żydowskim, każdy uzdrowiony czy wyleczony z trądu, miał pokazać się kapłanom, którzy orzekali, bądź nie, jego zdrowie, zezwalając, bądź nie, na powrót do społeczności. Kiedy Jezus każe trędowatym pokazać się kapłanom, pobudza ich do wiary. Nadal przecież byli trędowaci, nie mieli więc powodu, by wracać do kapłanów. Ale chcieli i okazali posłuszeństwo słowu Jezusa, a dzięki temu doświadczyli wspaniałego cudu uzdrowienia. I czy na tym koniec? Nie. Cud to dopiero początek drogi, a właściwie początek jej wyboru. Pan okazując miłosierdzie, do niczego nie zmusza. Człowiek zawsze pozostaje wolny. Wtedy, gdy jaków Samarytanin wraca do Jezusa, wielbiąc i błogosławiąc Boga i także wtedy, gdy jak pozostali, idzie swoją drogą '+' ks. Adam

sobota, 12 października 2019

Rodzina Jezusa


Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: "Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś". Lecz On rzekł: "Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je".
Może się wydawać, że współcześni Jezusowi mieli o wiele łatwiejszą drogę wiary. Mogli Jezusa dotykać, słuchać Jego głosu, wpatrywać się w Jego twarz, razem z Nim rozmawiać, jeść, odpoczywać, podróżować. Podobnie pomyślała owa kobieta z tłumu, zwracając uwagę na Matkę Najświętszą. Pan Jezus nie neguje jej zachwytu, jej okrzyku błogosławieństwa, bo nie neguje historii, której On jest Panem. Choć jako Bóg istnieje poza czasem, zechciał zaistnieć w czasie, w konkretnych warunkach, w konkretnym miejscu, w konkretnej rodzinie. Na zawsze On, Syn Boży, pozostanie już synem Maryi, na zawsze ziemia palestyńska pozostanie ziemią Zbawiciela. Ale to nie znaczy, że nasza więź z Nim musi być utrudniona. Pan ustanawia więzi silniejsze od więzów krwi. Najlepiej widać to po Jego Zmartwychwstaniu, w czasie spotkania z Marią Magdaleną. Choć szukamy fizycznego kontaktu, fizycznych dowodów i znaków, to nie one stanowią o istocie i prawdziwości więzi z Bogiem. Wielkość Maryi nie wypełnia się w jej Bożym macierzyństwie. Maryja stała się też pierwszą uczennicą swego Syna. Jest błogosławiona w swoim fiat, w swojej zgodzie na zostanie Matką Boga, ale daleko bardziej jest błogosławiona w posłuszeństwie wobec woli Najwyższego. Nasza droga wiary staje się dla nas błogosławieństwem nie przez drogę Apostołów, czy drogę krewnych Jezusa z Nazaretu, ale przez wierność Bożemu słowu. Pan Ci błogosławi, za każdym razem, gdy ochoczo przyjmujesz Jego słowo, gdy przyjmujesz Jego ofiarę Krzyża i czyni Cię swoją rodziną, bo przecież kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką '+' ks. Adam


piątek, 11 października 2019

Na maksa

Gdy Jezus wyrzucał złego ducha, niektórzy z tłumu rzekli: "Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy". Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak znając ich myśli rzekł do nich: "Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze wszystką broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy niż poprzedni". 
Z różnych przyczyn, w które nie wnikamy teraz, chcemy czasem zatrzymać się jedynie na tym, co absolutnie konieczne. Zrobić tylko tyle, ile musimy, żeby nikt się nas nie czepiał, żeby nikt nam nie zarzucił, że nic nie robimy. I nawet nie zauważamy nawet, gdy nawet to co konieczne nie jest już przez nas robione. Ten styl przenosimy też czasem na życie duchowe. Wyspowiadać się raz do roku, czasem się pomodlić, nikogo nie okraść i nikogo nie zabić. Tyle. Czy rzeczywiście tyle wystarczy? Pan Jezus mówi nam dziś bardzo wyraźnie, że chrześcijanin nie może działać po najniższej linii oporu. Prawdą jest, że mamy podejmować walkę z grzechem, ze złym duchem, ale nie jest naszym głównym powołaniem.

czwartek, 10 października 2019

Dobry dar

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać”. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się. Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. I ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą".
Skoro dla Pana Boga nie ma nic niemożliwego, skoro słowem stworzył cały świat, to jaki sens ma ciągła modlitwa w jednej intencji? Przecież wystarczy powiedzieć coś Panu Bogu raz, ba, tak naprawdę nawet mówić nie musimy, On o wszystkim wie. Po co więc wciąż prosić, szukać i kołatać? Rzeczywiście Pan Bóg tego absolutnie nie potrzebuje, bo człowiek nie jest w stanie absolutnie niczego dodać do Bożej chwały. Jednak dzisiejsza Ewangelia skrywa dwa powody, dla których warto podjąć nieustanną, żeby nie powiedzieć natrętną, modlitwę. Pierwszy powód do Boża miłość. Pan Bóg zaprasza człowieka do dialogu miłości. Nie tylko mówi do człowieka, ale chce go też słuchać. Choć zna całą prawdę o nas, o naszym życiu, choć wie, co się w nas kryje, to jednak jako zakochany Bóg, chce po prostu usłyszeć to wszystko od nas. Jego miłość czeka na każdy moment, w którym nasze serce wylewa się przed Nim. Nieustanna modlitwa jest szansą doświadczenia Bożej miłości, ale i sposobem okazywania swojej miłości Bogu. Drugi powód dotyczy bezpośrednio nas samych. Wytrwałość w wierze oczyszcza nasze pragnienia i nasze zaufanie. Człowiek, podejmując w cierpliwości drogę modlitwy, uczy się tego, że nie jest centrum świata, że wszystko zależy od świętej woli Boga, że wreszcie naszą ojczyzną jest niebo, nie ta ziemia. Często poświęcamy całą naszą energię, czas, zdolności, by żyło nam się dobrze tylko tutaj, tak jakby wszystko tutaj miało się ostatecznie zakończyć. Pan Bóg wie, czego nam potrzeba i to nie tylko czego nam potrzeba tu na ziemi, ale czego nam potrzeba, byśmy nie stracili tego, co najważniejsze '+' ks. Adam

środa, 9 października 2019

Kiedy się modlicie

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: "Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów". A On rzekł do nich: "Kiedy się modlicie, mówcie: „Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”.
Prośba uczniów zdradza ich fascynację modlitwą Nauczyciela. Ewangelista nie określa dokładnie miejsca modlitwy, ale zwraca uwagę na fakt, że właśnie sama modlitwa Jezusa zrodziła w uczniach pragnienie naśladowania Go. W tym miejscu warto zapytać o naszą modlitwę. Jak wygląda nasze spotkanie z Bogiem? Czy ktoś, patrząc na nas, chciałby nas naśladować? Chyba nazbyt często tłumaczymy się brakiem czasu, rozlicznymi obowiązkami, tempem życia. Pewnie nie do końca jesteśmy przekonani o ważności modlitwy. Pan Jezus podpowiada, jak to zmienić. Drogę modlitwy mamy zacząć od postanowienia. Przypomina się tu opowieść o pewnym młodzieńcu, który zadręczał mistrza duchowości prośbą o receptę na najlepszą modlitwę. Po jakimś czasie mistrz mu odpowiedział: chcesz się dobrze modlić? To po prostu się módl. Św. Teresa od Jezusa dodaje: Do życia duchowego trzeba przystąpić z niezachwianym postanowieniem, iż się nie spocznie, póki się nie stanie u celu. Niech przyjdzie co chce, niech boli jak chce, niech szemrze kto chce, niech własna nieudolność stęka i mówi: nie dojdziesz, umrzesz w drodze, nie wytrzymasz tego wszystkiego, niech i cały świat się zwali z groźbami. Kiedy już podejmie się to niezachwiane postanowienie, trzeba stanąć ze świadomością, z kim się spotykamy. Dlatego Pan Jezus rozpoczyna naukę modlitwy od słowa – Ojcze. Oto cała tajemnica naszej modlitwy. Bóg zechciał być naszym Ojcem, uznaje nas za swoje dzieci. A skoro tak, to modlitwa nie może stawać się przykrym obowiązkiem, a trwaniem przy tym, o którym wiemy, że nas kocha – powie dalej św. Teresa z Avila. Nie wierzymy w moc modlitwy, bo nie wierzymy, że Bóg, który jest miłością, z miłością pochyla się nad naszym życiem. Nie chodzi więc w modlitwie, by dużo mówić, by dużo działać, by czymś się zająć. Chodzi o to, by coraz więcej kochać '+' ks. Adam

wtorek, 8 października 2019

Tylko jednego


Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: "Panie, czy ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła". A Pan jej odpowiedział: "Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona".
Chyba zbyt pochopnie dzielimy siostry Marię i Martę na dobrą i złą, pomijając główne prawdę tej Ewangelii. Dosyć łatwo można uznać, że dobre jest tylko to co duchowe, a to co cielesne nie jest warte naszego wysiłku. Ale przecież Pan Jezus niczego takiego nie powiedział. Został zaproszony do domu sióstr, a wiadomo gościa i to takiego trzeba przyjąć z należytą troską i życzliwością. Praca Marty nie była zwykłą krzątaniną. Była znakiem jej szacunku dla gościa i przyjaciela jej rodziny. Ten szacunek okazała też Maria, towarzysząc Jezusowi, nie zostawiając Go samego i wsłuchując się w Jego naukę. Dlaczego zatem Jezus napomina Martę? Jej problem polega na tym, że idąc swoją drogą, próbowała wejść w buty swojej siostry. Podjęła zadanie ugoszczenia Jezusa, a serce napełniła goryczą, że musi to robić, że robi to sama, że nie siedzi obok swej siostry. Można przecież wyobrazić sobie taką sytuację, że najpierw obie siostry słuchają Jezusa, a potem obie przygotowują kolację. Ale można też wyobrazić sobie, że najpierw Marta krząta się w kuchni, a Maria towarzyszy Gościowi, a potem Marta słucha Jezusa, a Maria sprząta po kolacji. Wszystko można jakoś ułożyć. Takie wew. rozbicie, sytuacja, gdy sami nie wiemy, czego chcemy niesamowicie nas osłabiają, bo nie da się iść w dwóch kierunkach równocześnie. Marta nie do końca odnalazła swoją drogę, być może nawet wcale o nią nie pytała. I dlatego smutek, rozgoryczenie, a może i złość wylały się z jej wnętrza. Nie znęcajmy się jednak już nad Martą. Kościół wspomina ją przecież jako świętą. Odrobiła lekcję i zrozumiała, że potrzeba mało, albo tylko jednego. A tą najlepszą cząstką jest życie w zgodzie z miłosną wolą Pana '+' ks. Adam

poniedziałek, 7 października 2019

Koronka do św. Palestynki

Z radością informuję, że została zatwierdzona Koronka do św. Palestynki. Zapraszam do modlitwy:

Koronka ku czci św. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego
(do odmawiania na koronce do Ducha Świętego)
 
Na początku

Ojcze Nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu…

Na dużych paciorkach
Święta Palestynko, oddana w pełni Duchowi Jezusa, / prowadź mnie drogą wiary, nadziei i miłości.

Całym sercem


Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego». Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył».
Można by pomyśleć, że pytanie uczonego w Piśmie jest motywowane chęcią rozwoju wiary, doskonaleniem się na drodze do życia wiecznego, ot takie pobożne pytanie wierzącego człowieka. Można by, gdyby nie jeden szczegół. Ewangelista zaznacza, że ów uczony w piśmie chciał wystawić Jezusa na próbę. Nie szukał prawdy, ale potwierdzenia własnych racji. Nie jest nam to obce. Zapewne w naszej rodzinie, w środowisku pracy chociaż raz zetknęliśmy się z taką postawą, gdy ktoś próbował zapędzić nas w kozi róg, usprawiedliwiając swoją niewiarę czy letniość. Gdy ktoś powołując się na negatywne przykłady, próbował udowodnić bezsensowność wiary czy praktykowania jej. Pan Jezus wskazuje nam drogę postępowania w takiej sytuacji. Pytanie skierowane do uczonego w Piśmie, przetłumaczone w języku polskim jako ‘jak czytasz?’ nie do końca oddaje jego zamysł. Jezus nie tyle pyta o lekturę Prawa, ile o życie nim. On pyta – jak się modlisz Prawem? To znaczy jak przeżywasz wolę Boga w swoim życiu? To samo pytanie należy zadać wszystkim, którzy zwracają uwagę na literę prawa bez żadnego odniesienia do jego ducha. Jak się modlisz Słowem Bożym? Jak przyjmujesz wolę Bożą wyrażoną w przykazaniach? Bez przyjęcia Ewangelii za swoją nie da się jej zrozumieć, ani tym bardziej nią żyć. Pan Jezus pokazuje, że minimalistyczna postawa w stylu: co robić, żeby osiągnąć życie wieczne? Czy inaczej – kiedy zgrzeszyłem, a  kiedy jeszcze nie? Czy już obraziłem Boga czy jeszcze nie? Czy już zasłużyłem na karę, czy jeszcze nie?, taka postawa wypacza treść Ewangelii i treść wiary. Miłość nam wszystko wyjaśnia. Jeśli człowiek nie przyjmuje Bożej miłości i nie dzieli się nią z innymi, będzie jedynie, jak ów uczony żył na próbę '+' ks. Adam

niedziela, 6 października 2019

Okruch naszej woli


Apostołowie prosili Pana: "Przymnóż nam wiary». Pan rzekł: "Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”.
Może się wydawać, że Pan Jezus, niezrozumiale dla nas, chłodno przyjmuje tak zacną prośbę uczniów. Bo czyż może być prośba bardziej godna wysłuchania niż ta o przymnożenie wiary? Przecież całe nasze życie powinno być ukierunkowane na rozwój wiary. To jasne. Jednak Pan oczyszcza prośbę uczniów i ustawia ją we właściwej płaszczyźnie. Bóg nie potrzebuje wielkiej wiary, bo Jego moc, Jego działanie, Jego potęga nie są zależne od woli człowieka. Oderwanie wiary od Boga nie przyniesie owocu. Jezus mówi, że wystarczy okruch wiary tak mały jak mikroskopijne ziarno gorczycy. Tyle wystarczy, okruch naszej wolnej woli, naszego zwrócenia się do Pana, by już działy się cuda. Pytanie tylko kogo, lub czego szukamy w naszej wierze '+' ks. Adam

sobota, 5 października 2019

Siła więzi z Jezusem


Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością mówiąc: „Panie, przez wzgląd na Twoje imię, nawet złe duchy nam się poddają”. Wtedy rzekł do nich: „Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”. W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.
Uczniowie Jezusa wracają z pierwszej misji. Na własnej skórze doświadczają, co to znaczy działać w imię ich Nauczyciela. Entuzjazm wypełnia ich serca. Przekonują się o prawdziwości słów Mistrza z Nazaretu. Takie doświadczenie jest niesamowicie ważne także w naszym życiu. Posłuszeństwo woli Boga rodzi konkretny owoc, często przejawiający się w spektakularny sposób. Ale wiemy przecież, że same znaki nie wystarczą, bo w przypowieści o bogaczu i Łazarzu Pan Jezus przestrzega – choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą. Uczniowie, tak radośni i pozytywnie naładowani w chwili próby uciekną od Jezusa. Moc chrześcijanina nie jest zdolnością zadziwiania tego świata duchowymi fajerwerkami. Owszem, czasem mogą być one pomocne. Ale nie są ani konieczne ani wystarczające. To siła więzi z Jezusem, może przekonać świat do Ewangelii '+' ks. Adam

piątek, 4 października 2019

Biada nadziei


Jezus powiedział: „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc we włosiennicy i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał”.
Trudno przyjmuje się takie słowa. Nie za bardzo pasują nam one do Ewangelii i pewnie gdzieś tam w środku budzą nasz opór. Ale trzeba pamiętać, że nie są one kaprysem znudzonego Władcy, który dla rozrywki chce pobawić się poddanymi. Wypływają one z głębi Bożego Serca, płonącego płomieniami miłości. Pan chce nas wyrwać z letargu, z przyzwyczajenia, z życiowego uśpienia, byśmy nie zapomnieli o naszym powołaniu. Pan Bóg chce naszego szczęścia i to szczęścia na wieki, ale to Boże pragnienie nie wypełnia się w człowieku automatycznie. Boża łaska nie jest magiczną różdżką, a zaproszeniem do więzi, do dialogu miłości. Biada, które wypowiada Jezus to miłosny okrzyk tęsknoty za człowiekiem, ale także Bożego smutku, gdy człowiek oddala się od źródła szczęścia '+' ks. Adam

czwartek, 3 października 2019

Za i przed


Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: «Pokój temu domowi». Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają; bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: "Przybliżyło się do was królestwo Boże". Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: "Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże". Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu”. 
Dzisiejsza Ewangelia otwiera przed nami, jako przed uczniami Chrystusa szerokie przestrzenie. Pan kreśli naszą chrześcijańską tożsamość. Z woli Jezusa i w Jego mocy jesteśmy posłani, by przygotować Mu drogę. Życie chrześcijanina łączy w sobie pewien paradoks. Z jednej strony idziemy za Jezusem. Idziemy po Jego śladach. Powtarzamy Jego Słowa, wykonujemy Jego prace, gesty, przyjmujemy Jego zachowania. Robimy dokładnie to, co robił On w czasie swojej ziemskiej wędrówki. Z drugiej strony jesteśmy wezwani, by iść niejako przed nim. Nasze życie, napełnione mocą Ducha Świętego, przemienione Ewangelią ma stać się czytelnym znakiem dla tych, którzy stracili smak wiary i ma przygotować ich do przyjęcia Jezusa jako prawdziwego Boga i jedynego Zbawiciela '+' ks. Adam

środa, 2 października 2019

Jak dzieci


W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim? On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.
Pan mówi nam, byśmy w relacji do Boga stawali się jak dzieci. Nie mówi, że mamy być dziećmi, ani tym bardziej że mamy być dziecinni. Nie ma nic Bożego w tym, gdy dorosła osoba odmawia paciorek, albo modli się do Bozi. Takie infantylne podejście do spraw wiary, być może dla niektórych staje się wygodne, ale na pewno nie przyniesie doświadczenia żywej obecności Boga w naszym życiu. Pan mówi byśmy czerpali z dziecięcych postaw, zachowań, gestów. Których? Dostajemy podpowiedź – kto się uniży jak to dziecko. Dziecko jest zależne od swoich rodziców, polega na ich mądrości i opiece, poddaje się ich prowadzeniu. I do tego właśnie zachęca nas Pan. Wiara, która wynika z ludzkiej wolnej decyzji, ma opierać się na dziecięcym zaufaniu '+' ks. Adam

wtorek, 1 października 2019

Wolność życia


Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to uczniowie Jakub i Jan rzekli: „Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka.
Kiedy zbliżają się dni krzyżowej ofiary Syna Bożego, widzimy jak zło zakreśla coraz większą spiralę nienawiści, wrogości, fałszywych osądów. Może się wydawać, że zło triumfuje i zmierza do ostatecznego zwycięstwa. Wrogowie Jezusa doprowadzają swój diabelski plan do końca. I właśnie w tym momencie Pan okazuje swoją boską wolność. On sam postanawia udać się do Jerozolimy, wychodzi naprzeciw godzinie śmierci. Paradoksalnie zachowuje wolność wtedy, gdy przyjmuje los niewolnika aż do niewolniczej śmierci. Bo ostatecznie to Bóg jest Panem całej ziemi i to Bóg zwycięża. Wszelkie trudności, które nas spotykają możemy odrzucać jako uciążliwość tego życia, i możemy bić się sami ze sobą, że wciąż nie jest tak jak chcemy. Ale możemy też zachować wolność dzieci Bożych, jak nasz Pan i wyjść naprzeciw temu co trudne i to wyjść z Jezusem. Wolność dziecka Bożego daje nam przewagę nad tym, co tej wolności próbuje się sprzeciwiać. I kiedy doświadczamy zła przez nas niezawinionego, to przyjęcie go, właśnie w sposób wolny, sprawia, że to zło przestaje nas niszczyć. Wolność jest kluczem do pełni chrześcijańskiego życia, bo wolność nadaje wartość naszym wyborom, czynom i postawom '+' ks. Adam

poniedziałek, 30 września 2019

Jak dzieci


Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”. Wtedy przemówił Jan: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”. Lecz Jezus mu odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”.
Nieustanna myśl o wielkości bywa naprawdę nieznośnym ciężarem, tym bardziej, że często nieuświadomionym. Człowiek czuje jego brzemię, a nie wie, skąd się bierze. Św. Teresa od Jezusa mówiła, że miłość własna umiera w człowieku kilka godzin po jego śmierci. Coś w tym jest '+' ks. Adam

niedziela, 29 września 2019

Choćby kto z umarłych


Jezus powiedział do faryzeuszów: ”Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: "Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu". Lecz Abraham odrzekł: "Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać". Tamten rzekł: "Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki". Lecz Abraham odparł: "Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają". Tamten odrzekł: "Nie, ojcze Abrahamie, lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą". Odpowiedział mu: "Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”.
Szukamy znaków, ale niekoniecznie szukamy Tego jedynego Znaku. A Pan smutnie stwierdza - choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą. Jeśli nie wierzy się Bogu, nie uwierzy się w nic. Człowiek otacza się wtedy błyskotkami, świecidełkami. Wypełnia swoje życie tym, czym nasycić się nie da. Choćby kto z umarłych... '+' ks. Adam

sobota, 28 września 2019

W sercu


Gdy wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”. Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie.
Tajemnicę Boga można przyjąć tylko sercem, to znaczy z osobistym zaangażowaniem. Próba rozumienia jej tylko po ludzku i w kategoriach światowych nie przyniesie efektu. Tylko serce, rozumiane jako przestrzeń intymnego spotkania z Panem, może przyjąć to, co zakryte i rozjaśnić Bożym światłem '+' ks. Adam

piątek, 27 września 2019

W przestrzeni modlitwy


Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Modlitwa to też czas pytania, kim jest dla mnie Bóg. Szukanie więzi z Najwyższym bez modlitwy jest jak zapalanie lampki oliwnej bez dodania oliwy. Pytanie - za kogo uważam Boga? jest sensowne tylko w przestrzeni modlitwy, bo tylko Bóg może odkryć przed nami tajemnice i tylko z Nim możemy te tajemnice zrozumieć '+' ks. Adam

czwartek, 26 września 2019

By nie być połowicznym


Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.
Nic nowego. Cuda Jezusa mogą budzić zachwyt, i mogą wywołać niepokój. Bo Pan Jezus przyszedł na tę ziemię z ogniem, wobec którego nie pozostaje się nijakim. Ewangelia jest tak radykalna, że postawy wobec niej muszą być radykalne. Świetnie powiedział dziś papież w czasie porannej Eucharystii - Prośmy Pana o łaskę, abyśmy nie byli chrześcijanami połowicznymi, zadowalającymi się fałszywym pokojem wewnętrznym, który nie przynosi owoców. Prośmy '+' ks. Adam

wtorek, 24 września 2019

Słowem i czynem


Przyszli do Jezusa Jego matka i bracia, lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.
Niewiadomo, czy ostatecznie Pan spotkał się ze swoją rodziną, Ewangelia milczy na ten temat. Natomiast z całą stanowczością możemy stwierdzić, że Jezus uczy Ewangelii nie tylko słowem, ale przede wszystkim własnym przykładem. Tylko Bóg jest najważniejszy, a na drodze do Niego, ważny jest każdy człowiek, bo każdy jest dzieckiem Najwyższego i każdy został odkupiony drogocenną Krwią Chrystusa '+' ks. Adam

niedziela, 22 września 2019

W stronę nieba


Jezus powiedział do swoich uczniów: ”Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: "Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą". Na to rządca rzekł sam do siebie: "Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu". Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: "Ile jesteś winien mojemu panu?". Ten odpowiedział: "Sto beczek oliwy". On mu rzekł: "Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt". Następnie pytał drugiego: "A ty, ile jesteś winien?". Ten odrzekł: "Sto korcy pszenicy". Mówi mu: "Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt". Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła. Ja także wam powiadam: "Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”.
No to hulaj dusza,piekła nie ma. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę. Znaczy się, że można o wiele więcej. W sumie, można by tak pomyśleć, gdyby nie koniec dzisiejszego fragmentu. Nie da się pogodzić wiary w Boga z wiarą w bożki tego świata. Skoro umiemy poruszać się po krętych korytarzach tego życia, to dlaczego nie wykorzystać tych umiejętności na drodze do nieba? Potrafimy mnóstwo czasu i sił poświęcić na dostanie tego, co przemija, a czy z takim samym zaangażowaniem szukamy tego, co wieczne? Dobrej niedzieli '+' ks. Adam

sobota, 21 września 2019

Wspólnota miłości


Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
Powołanie Mateusza rodzi też owoc nawrócenia u innych celników. Mateusz otwiera swój dom dla Jezusa, a w Nim dla wszystkich spragnionych Jego miłości. Prawdziwe nawrócenie nie jest sprawą prywatną, tak jak prywatny nie jest grzech. Człowiek, który idzie za głosem Boga, pociągnie za sobą innych ludzi. O to chodzi w wierze. By iść do Pana, nie samemu, ale we wspólnocie miłości, na wzór wspólnoty miłości Osób Trójcy Świętej '+' ks. Adam

piątek, 20 września 2019

Chrześcijańska tożsamość


Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.
Odnajdujemy w dzisiejszej Ewangelii dwa elementy składowe chrześcijańskiej tożsamości. Uczeń Chrystusa to ktoś, kto jak On przemierza tę ziemię, i w sensie fizycznym i w sensie duchowym, aby głosić dobrą nowinę. Uczeń Chrystusa wykorzystuje wszelkie okazje, by orędzie Ewangelii dotarło do wszystkich serc. Drugi element to towarzyszenie Jezusowi. Wszelka nasza ewangelizacyjna działalność musi być zakorzeniona w Chrystusie. Tylko wpatrując się w Jezusa, będziemy mogli Go naśladować '+' ks. Adam

czwartek, 19 września 2019

Siła miłości


Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowego olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi łzami i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”. Na to Jezus rzekł do niego: „Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”. On rzekł: „Powiedz, Nauczycielu”. „Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?” Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”. On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Do niej zaś rzekł: „Twoje grzechy są odpuszczone”. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: „Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?” On zaś rzekł do kobiety: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”.
Gorszymy się czyimś nawróceniem, a nie gorszymy się grzechem. Bywa tak, że ktoś chce zerwać ze złym życiem, ale opinia środowiska tak go przyciska do ziemi, że pragnienie nawrócenia umiera. No bo jak to? On chodzi do kościoła? Ona się modli? Przecież wiemy, kim jest. A Pan pokazuje, że miłość jest w stanie zburzyć największe mury '+' ks. Adam

środa, 18 września 2019

Wolna droga miłości


Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócili do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
Świętość rodziny nazaretańskiej nie wynika tylko z faktu opieki nad Synem Bożym. Ewangelista mówi krótko - rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy. W centrum swojego życia postawili Boga i dlatego robili nie tylko, co było obowiązkiem, ale też to, co wypływało z wolności i miłości. I to jest wskazanie i ratunek dla naszych rodzin. Musimy przywrócić Bogu pierwsze miejsce w naszym domu. Nie możemy ograniczać się jedynie do obowiązków. Miłość musi stać się naszą drogą, na którą wkroczymy w sposób wolny '+' ks. Adam

wtorek, 17 września 2019

Pociecha Kościoła


Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli. I rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”. Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: „Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.
Śmierci Bóg nie uczynił, bo jest Bogiem życia. Dlatego zawsze pochyla się ze współczuciem nad biedą człowieka. W obrazie młodzieńca z Nain trzeba też dostrzec Mistyczne Ciało Chrystusa - Jego Kościół. Pan dziś pochyla się nad wspólnotą ludu Bożego i posyła jej swego Ducha, który daje prawdziwe życie. Wsłuchuj się w jezusowe pocieszenie - nie płacz. Bo tylko w Panu jest Twoej uzdrowienie '+' ks. Adam

poniedziałek, 16 września 2019

W oczekiwaniu


Gdy Jezus dokończył wszystkich swoich mów do ludu, który się przysłuchiwał, wszedł do Kafarnaum. Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: „Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył - mówili - kocha bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę”. Jezus przeto wybrał się z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół z prośbą: "Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź", a idzie; drugiemu: "Chodź", a przychodzi; a mojemu słudze: "Zrób to", a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: „Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu”. A gdy wysłani wrócili do domu, zastali sługę zdrowego.
Pan Bóg rzeczywiście dotyka serca każdego człowieka. I każdy, jak ów setnik, może przeżyć doświadczenie wszechogarniającej potęgi, mocy i miłości Boga. Odczucie własnej niegodności pomaga w zrozumieniu i przyjęciu niesamowitego uniżenia się Syna Bożego. Setnik budził w sobie tę prawdę i dlatego doświadczył tak wielkiego cudu. Ty też możesz tego doświadczyć '+' ks. Adam

sobota, 14 września 2019

Uniżenie do końca


Jezus powiedział do Nikodema: „Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.
Bardzo trudno jest nam przyjąć, a nawet uświadomić sobie Boże uniżenie. Bóg przyjmuje ludzką, słabą naturę. Żyje w ubóstwie. Podejmuje drogę sługi i niewolnika. Wreszcie umiera tak jak ginęli niewolnicy. Uniżył się do końca. A jednak krzyż stał się bramą zbawienia, bo taki właśnie jest nasz Bóg. Wszechpotężny, wszechmocny, wszechmiłosny '+' ks. Adam

piątek, 13 września 2019

Wybiórczy wzrok


Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: "Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku», gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”.
Ślepota selektywna - przedziwna choroba oczu, która polega na dostrzeganiu u kogoś tych cech, których nie dostrzega się u siebie, choć się je krytykuje. Przecież wiadomo, że ludzie obok nas mają i będą mieć jakieś braki, tak jak my. Chrześcijanin nie musi udawać, że wszyscy są w porządku, jeśli nie są. Ale nie musi i nie może robić z tego powodu okazji do sądu '+' ks. Adam

czwartek, 12 września 2019

Odmienni


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.
Odróżnienie od świata nie ma być wyrazem modnego trendu, jakimś przejawem wyższości. W naszym przypadku, nasza chrześcijańska odmienność ma płynąć od Boga i ma prowadzić do odmiany tego świata. Po co kochać nieprzyjaciół? Bo tylko miłość może odmienić ich serca i otworzyć na Boga. Po co się wychylać? Po co nadstawiać policzek? Ponieważ każdy gest, każdy czyn, każde słowo ofiarowane w prawdziwej wolność ma moc odmienić ten świat '+' ks. Adam 

poniedziałek, 9 września 2019

Wolność


W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go. On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Podnieś się i stań na środku”. Podniósł się i stanął. Wtedy Jezus rzekł do nich: „Pytam was: Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić? życie ocalić czy zniszczyć?” I spojrzawszy wokoło po wszystkich, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Uczynił to i jego ręka stała się znów zdrowa. Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi.
Odczytywanie prawa na papierze milimetrowym uczy bezrozumności i prowadzi do fanatyzmu. A wynika zawsze z jakiejś formy zniewolenia. Dlatego pytanie Jezusa pozostało bez odpowiedzi. Pan pytał w gruncie rzeczy o ich wolność, która każe patrzeć na drugiego z miłością, która każe ocalać dobro. Niewolnik tego nie ogarnie, bo zrobi tylko to, co mu każą '+' ks. Adam

niedziela, 8 września 2019

Czy w nienawiści?


Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: ”Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: "Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć". Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.
Czyżby Pan wzywał do nienawiści? Jak to możliwe? Trzeba wziąć pod uwagę semickie myślenie. Pan używa swoistej, tamtejszej, wyrazistości, skrajności, tak, aby wybrzmiała prawda, że Bóg jest najważniejszy. Sprawy tego świata, nawet najbliższa rodzina, nie mogą przysłonić Najwyższego. A często tak się przecież wydarza w naszym życiu. I stąd też bierze się wiele problemów. Kiedy Pan mówi, że ktoś nie może być Jego uczniem, to nie dlatego, że Pan wyklucza go, ale że ktoś sam się wyklucza, nie rozumiejąc, albo nie przyjmując nauki Jezusa '+' ks. Adam

sobota, 7 września 2019

Wypełnieni Panem


W pewien szabat Jezus przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i wykruszając je rękami, jedli. Na to niektórzy z faryzeuszów mówili: „Czemu czynicie to, czego nie wolno czynić w szabat?” Wtedy Jezus rzekł im w odpowiedzi: „Nawet tegoście nie czytali, co uczynił Dawid, gdy był głodny on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać”. I dodał: „Syn Człowieczy jest panem szabatu”.
Łatwo się zgorszyć innymi. Łatwo zobaczyć, jak łamią prawo, jak źle postępują. O wiele trudniej zgorszyć się sobą, bo przecież zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie. Jeśli nie uznamy Pana w Jezusie, ciężko będzie zrobić krok naprzód. Serce człowieka nie znosi pustki. Nie napełnisz go miłością Boga, zajmie się sobą, albo światem. I dlatego tak ważna jest stała, głęboka więź z Panem. Tylko Bóg może wypełnić nasze najgłębsze pragnienia '+' ks. Adam

piątek, 6 września 2019

Bardzo kochać


Faryzeusze i uczeni w Piśmie rzekli do Jezusa: „Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, tak samo uczniowie faryzeuszów; Twoi zaś jedzą i piją”. Jezus rzekł do nich: „Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli”. Opowiedział im też przypowieść: „Nikt nie przyszywa do starego ubrania łaty z tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego, mówi bowiem: "Stare jest lepsze”.
Ludzka logika lubi poruszać się w kategoriach 'dużo-mało', 'często-rzadko', 'wszędzie-nigdzie' i tak dalej. I dziwimy się, że nie działa to w logice Bożej. Św. Teresa od Jezusa mówi w odniesieniu do modlitwy, że nie chodzi w niej o to, by wiele mówić, ale by bardzo kochać. I można to rozciągnąć na całą relację z Panem Bogiem. Nie chodzi o to, by dużo pościć, by odprawiać modły, ale by bardzo kochać. Kto nie kocha, nie zrozumie, tak jak faryzeusze i uczeni w Piśmie '+' ks. Adam

czwartek, 5 września 2019

Wypłyń


Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynił, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali: jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Boża moc ujawnia się w naszym życiu nie z automatu, ale z miłości. A miłość ma charakter relacyjny. Dlatego Pan zaprasza i czeka na odpowiedź. A ile razy zdarzyło nam się sprowadzać wiarę do monologów. Pozwalamy mówić Panu, albo sami mówimy, ale w ogóle nie słuchamy, nie rozmawiamy. Trochę to znak czasu, bo i w naszych ludzkich spotkaniach coraz częściej stawiamy na monolog. Ale przecież nie może to być nieustanną wymówką. Pan mówi - wypłyń na głębię. Więc wypłyń! '+' ks. Adam

środa, 4 września 2019

Wiara i miłość


Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosił Go za nią. On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. Lecz On rzekł do nich: „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany”. I głosił słowo w synagogach Judei.
Wyznanie wiary, które budzi pokój i które budzi nienawiść. Zobacz, jak cienka jest granica. Złe duchy wierzą, ale drżą, jak powie św. Jakub, bo nie przyjęły miłości Boga, bo postawiły na siebie. A przecież słowa: Ty jesteś Synem Bożym, mogły stać się dla nich słodkim balsamem, olejkiem radości i tarczą wiecznego szczęścia. Wierzysz? Dobrze. A kochasz? '+' ks. Adam

wtorek, 3 września 2019

Pełne mocy


Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jezusa było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: „Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: „Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą”. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.
Wielka historia słowa pełnego mocy. Jezus idzie przez miasta i wsie, by ogłosić nadejście Królestwa Bożego. Jego misja trwa nadal. I dzisiaj Pan przychodzi do nas pełen mocy. I dlatego nie musimy się bać. Czasem wrzucamy na siebie ciężary nie do uniesienia. Do tego dochodzą jeszcze dochodzą diabelskie knowania. A my próbujemy wszystko zrobić po swojemu. Po co? Przecież Pan przychodzi pełen mocy! To jest nasza droga '+' ks. Adam

poniedziałek, 2 września 2019

Słowo łaski


Jezus przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?” Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: "Lekarzu, ulecz samego siebie"; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co się wydarzyło, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”. I dodał: „Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
Słowo Jezusa jest słowem pełnym łaski. To to samo słowo, które stworzyło świat. Słowo Pana nie przynosi samej treści, przynosi rzeczywistość. I odnosi się to nie tylko do czasów biblijnych, ale także do życia każdego z nas. Kiedy dzisiaj słyszysz słowo Boże, kiedy je czytasz, kiedy je rozważasz, Pan mówi do Ciebie i są to słowa łaski, słowa, które prawdziwie zmieniają rzeczywistość '+' ks. Adam

niedziela, 1 września 2019

Jedynie w Bogu

Kolejny dzień Pański - kolejna szansa, by napełnić się prawdziwym życiem :)


Śledztwo


Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie wybierali pierwsze miejsca. Tak mówił do nich: ”Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: "Ustąp temu miejsca"; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: "Przyjacielu, przesiądź się wyżej"; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: ”Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”.
Żebyś nie myślał - śledzenie Jezusa nie jest domeną ani faryzeuszów ani minionych czasów. Nam też, niestety, zdarza się to robić. Zawsze, gdy staramy się usprawiedliwiać grzech, racjonalizować nasze odejścia, w pewnym sensie zrzucamy odpowiedzialność na Boga. Te wszystkie: 'Pan Bóg źle to wymyślił', 'to się Bogu nie udało', 'dlaczego Bóg milczy?' to nic innego jak powielanie śledztwa faryzeuszów. I jaka rada na to? Usiądź na ostatnim miejscu. To znaczy - żyj w prawdzie, poszukuj prawdy, tęsknij za nią, a odpłatę otrzymasz '+' ks. Adam

sobota, 31 sierpnia 2019

Według potrzeb


Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: "Podobnie jest z królestwem niebieskim jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i, rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że żnę tam, gdzie nie posiałem, i zbieram tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
To co niesamowicie mnie porusza w tym fragmencie, to czuła i roztropna miłość Boga - każdemu według potrzeb. Pan Bóg nie wciska nas w ramy jednakowego schematu. Wspólną dla wszystkich formą jest miłość, a treść wypełniana jest bardzo indywidualnie. Taki jest Pan Bóg, zawsze ten sam i niepowtarzalny '+' ks. Adam

piątek, 30 sierpnia 2019

Jaka roztropność


Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: "Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny".
Może i jedne były nierozsądne, ale te roztropne też nie są bez winy, nie chciały się podzielić - może ktoś pomyśleć. I rzeczywiście w na płaszczyźnie tego świata takie rozumowanie byłoby i jest logiczne. Ale w Królestwie Bożym rzecz ma się nieco inaczej. Choć wspieramy się na drodze wiary, to nie da się uwierzyć za kogoś. Można dźwigać ciężar czyjejś niewiary, bezbożności, letniości, ale nie da się nikogo zmusić do wiary, bo wiara jest aktem ludzkiej wolności. Choć byśmy chcieli, i tak się wielokrotnie zdarza, nie damy komuś swojej oliwy. Każdy musi o nią zadbać sam '+' ks. Adam

czwartek, 29 sierpnia 2019

Po stronie prawdy


Chęci to za mało


Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: "Proś mię, o co chcesz, a dam ci". Nawet jej przysiągł: "Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa". Ona wyszła i zapytała swą matkę: "O co mam prosić?" Ta odpowiedziała: "O głowę Jana Chrzciciela". Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: "Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela". A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.
Same chęci to za mało - pewnie dobrze o tym wiesz. Herod chętnie słuchał Jana, ale chęci nie starczyło, żeby stanąć po stronie prawdy. Jeśli widzisz w sobie dobre chęci, bardzo dobrze. Nie zagłuszaj ich. Ale też nie zatrzymuj się na nich. Przekuj je w konkretne działanie. Przekształć w pragnienia, które będą Cię palić od środka, wciąż na nowo motywując do działania. Pan czuwa nad wszystkim, a Ty bądź gotów '+' ks. Adam

wtorek, 27 sierpnia 2019

Wnętrze


Jezus przemówił tymi słowami: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz zaniedbaliście to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie zaniedbywać. Ślepi przewodnicy, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda! Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta".
Nie myśl, że jezusowe 'biada' dotyczy jedynie faryzeuszów czy uczonych. Jezus nie gani człowieka, a postawę. A faryzejska postawa grozi każdemu z nas. Bo lubimy skupiać się na mało znaczących detalach, a całkowicie pomijać sedno sprawy. Dbamy o formę, a myślimy o treści. Dlatego Pan mówi, by najpierw oczyścić wnętrze '+' ks. Adam

sobota, 24 sierpnia 2019

Zobaczysz więcej


Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: "Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czyż może być co dobrego z Nazaretu?" Odpowiedział mu Filip: "Chodź i zobacz". Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: "Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu". Powiedział do Niego Natanael: "Skąd mnie znasz?" Odrzekł mu Jezus: "Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym". Odpowiedział Mu Natanael: "Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!" Odparł mu Jezus: "Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: „Widziałem cię pod drzewem figowym?” Zobaczysz jeszcze więcej niż to". Potem powiedział do niego: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego".
Wydaje się, że główną przeszkodą i ograniczeniem naszej wiary są nasze własne oczekiwania i wyobrażenia. Wiadomo, trudno jest ich nie mieć i trudno ich się pozbyć. Ale warto próbować, a przynajmniej uświadomić sobie, że je mamy. Nie doświadczymy jezusowej nowości, jeśli cały czas będziemy czekać na spełnienie swoich planów, swoich oczekiwań. Bo nawet jeśli Pan przyjdzie, to Go nie przyjmiemy, bo będziemy czekać na kogoś innego. Jezus łamie wszelkie schematy, bo jest Bogiem, a Bóg przekracza wszystko '+' ks. Adam
Free Contact Form