Litania do małej Arabki

sobota, 31 marca 2018

Słowo Krzyża

Balthasar pisze: „miłość nie jest słowem świata, lecz ostatecznym Słowem Boga o sobie i właśnie dlatego również o świecie. Na Krzyżu dokonało się najpierw przekreślenie słowa świata poprzez całkiem inne Słowo, którego świat za żadną cenę nie chce słyszeć. Świat chce żyć i zmartwychwstać, zanim jeszcze umrze, natomiast miłość Chrystusa chce umrzeć, by zmartwychwstać po drugiej stronie śmierci. Życie świata, który chce żyć, zanim umrze, nie znajduje jednak w sobie nadziei na uczynienie nieśmiertelnym tego, co doczesne. Słowo Boga w Jezusie Chrystusie przynosi tej światowej woli życia jedyną nadzieję, zupełnie nieoczekiwanie”. Dopiero zmartwychwstanie w pełni uczy nas, jak nieogarniona jest Miłość Boga. Nic nie pomogą poświęcone pokarmy, na nic nie przyda się nasze wzruszenie, jakaś chwila skupienia wyrwana z naszego zabiegania. Wszystko to na nic, jeśli w naszym sercu, mocą naszej wiary nie pozwolimy, by Chrystus zmartwychwstał w nas i dla nas '+' ks. Adam

piątek, 30 marca 2018

Konał Człowiek

Nie płaczcie nade Mną, płaczcie nad sobą i nad waszymi dziećmi. Słowa te chyba nie za bardzo pasują nam do wydarzeń dzisiejszego dnia, bo kiedy jak kiedy, ale w Wielki Piątek trzeba i wypada zapłakać nad okrutnym losem Boga-Człowieka. Kiedy jednak zastanowimy się choć przez chwilę nad tajemnicą Wielkiego Piątku, to okazuje się, że słowa Pana Jezusa: Nie płaczcie nade Mną… znajdują właśnie dziś swój głęboki sens. Bo tajemnica Krzyż Chrystusa nie jest w pierwszym rzędzie i tylko i wyłącznie tajemnicą cierpienia i okrutnej śmierci, ale jest przede wszystkim tajemnicą nieskończonej Miłości, Miłości posłusznej, Miłości miłosiernej, Miłości przebaczającej. I nad taką Miłością nie trzeba płakać, nie wypada płakać. Nad taką Miłością trzeba się pochylić w duchu głębokiej wdzięczności i uniżenia. Bo oto dzisiaj jesteśmy świadkami ponownego stworzenia. Bóg dla człowieka wchodzi nawet w największą ciemność opuszczenia. On, który nie miał grzechu chce przeżywać oddalenie i samotność człowieka, dla którego nieraz grzech staje się powszednim chlebem. Zechciał przeżyć tę noc opuszczenia, aby człowiek nigdy już nie czuł się samotny, a jeśli już to tylko z powodu utraty Boga. Wykonało się. Chrystus dopełnił dzieło stworzenia, by człowiek na zawsze już wiedział, że Bóg, który jest Miłością czeka na niego. Karl Rahner pisze: „Przed Krzyżem nikt nie wiedział ostatecznie i jednoznacznie, co Bóg do człowieka powie. Teraz jednak wyrzekł swoje ostatnie słowo na tym świecie i w jego dziejach: tym słowem jest krzyż Jego Syna. I jak przedtem ludzkość od początku swojej historii i swej niedoli kroczyła nieustannie w tajemniczym cieniu Krzyża zasłoniętego, tak odtąd ludzie już przez dwa tysiąclecia – świadomi tego lub nie – ciągną bardzo wyraźnie ku temu Krzyżowi, już odsłoniętemu. I w tych dwóch tysiącleciach dokonuje się bezustannie to samo, co działo się w ciągu tamtych trzech godzin, kiedy na Golgocie sterczał ku niebu drewniany słup, a na nim, wepchnięty między ziemię a niebo, konał Człowiek” '+' ks. Adam

czwartek, 29 marca 2018

Jak Ja uczyniłem

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?" Jezus mu odpowiedział: "Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później". Rzekł do Niego Piotr: "Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał". Odpowiedział mu Jezus: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną". Rzekł do Niego Szymon Piotr: "Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!" Powiedział do niego Jezus: "Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy". Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: "Nie wszyscy jesteście czyści". A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem".
Wraz z Ostatnią Wieczerzą zaczyna się godzina Jezusa, do której od początku zmierzała Jego działalność. Treść tej godziny Jan wyraża w dwu terminach: godzina przejścia oraz godzina miłości aż do końca. Oba terminy wzajemnie się wyjaśniają i dopełniają. Przejście Jezusa do Ojca dokonuje się w trakcie bolesnej męki i śmierci na mocy Jego całkowitego posłuszeństwa i miłości aż do końca, można powiedzieć do granic nieskończoności. A owa miłość jest właśnie procesem przejścia, przemiany – wyjścia z ograniczeń ludzkiej kondycji podlegającej śmierci, w której wszyscy jesteśmy wzajemnie od siebie odłączeni, w której pozostajemy dla siebie obcy i samotni, oraz wchodzenia w całkowicie inny sposób życia, którego sami nie jesteśmy w stanie osiągnąć, życia wspólnego w Bogu życia w jedności dzieci Bożych, życia nieskończonego, w którym wszyscy pozostaniemy dla siebie braćmi i siostrami. To przejście w miłości aż do końca było nieustannym zniżaniem się Boga po człowieka aż do śmierci na krzyżu, by każdego człowieka przyprowadzić na nowo do Ojca '+' ks. Adam

środa, 28 marca 2018

Tak, ty

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: "Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?" A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać. W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: "Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?" On odrzekł: "Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda". Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: "Chyba nie ja, Panie?" On zaś odpowiedział: "Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził". Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: "Czyżbym ja, Rabbi?" Odpowiedział mu: "Tak, ty".
Szukamy znaków, potwierdzeń, dowodów, ale najczęściej na swoją nutę. Judasz otrzymał znak: Pan zna prawdę, a mimo to nadal szukał siebie. Zdarza się, że w braku oczekiwanych przez nas, szukamy usprawiedliwienia dla własnych słabości. Ileż to razy łudzimy siebie diabelskim: mam prawo; jestem wolny! Wydaje się nam, że gdyby Pan Bóg działał bardziej na naszą miarę, wiele rzeczy byłoby łatwiejszych. A przecież Pan dokładnie zna naszą miarę i dokładnie wie, czego najbardziej nam potrzeba. Dlaczego zatem nie wszystko jest takie proste? Głównie przez to, iż wciąż za bardzo szukamy siebie, swoich oczekiwań, swoich potrzeb, swoich planów. Mówimy: przecież to moje życie, kto je zna, by mógł mi pomóc? Nikt nie wie, co przeżywam, co więc może mi poradzić? Nosimy w sobie rysę wyjątkowości. Wydaje się nam, że nasze problemy są większe od czyichś; nasza sytuacja poważniejsza od czyjejś, a ciężar naszego życia ponad wszelką miarę. Choć dla wielu to trudne do przyjęcia, to jednak trzeba to powiedzieć: nie jesteśmy centrum świata, człowiek nie jest środkiem świata, Ty nie jesteś środkiem świata. Już jutro rozpoczynamy czas Świętego Triduum Paschalnego; aby go dobrze przeżyć, trzeba zapomnieć o sobie. Czy zdobędziesz się na trud odnalezienia swojego miejsca? Czy pozwolisz sobie na odrobinę wysiłku, by zobaczyć cokolwiek poza czubkiem własnego nosa? To trudne słowa, ale mamy święty czas Wielkiego Tygodnia, dosyć już wreszcie o sobie '+' ks. Adam

wtorek, 27 marca 2018

Ku Światłości

W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda". Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi. Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: "Kto to jest? O kim mówi?" Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: "Panie, któż to jest?" Jezus odparł: "To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu". Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan. Jezus zaś rzekł do niego: "Co masz uczynić, czyń prędzej!" Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: "Zakup, czego nam potrzeba na święto", albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc. Po jego wyjściu rzekł Jezus: "Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie". Rzekł do Niego Szymon Piotr: "Panie, dokąd idziesz?" Odpowiedział Mu Jezus: "Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz". Powiedział Mu Piotr: "Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie". Odpowiedział Jezus: "Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz".
Wstrząsające w dzisiejszej Ewangelii jest to jedno, krótkie zdanie: a była noc. Judasz został wybrany przez Pana. Towarzyszył Mu przez trzy lata. Wsłuchiwał się w jezusową ewangelię. Był świadkiem cudownych wydarzeń. Widział liczne uzdrowienia. I był z Jezusem w codziennych, zwykłych chwilach. Uczestniczył w Ostatniej Wieczerzy. Miał przy sobie Światłość świata, a pozwolił, by w jego sercu zapanowała noc. Warto pomyśleć o tych wszystkich, naszych nocach, kiedy jasność serca zdawała się gasnąć. Jezus do końca walczy o człowieka, nie przekreśla go nigdy, ale też do końca szanuje jego wolność. W nocy Judasza można po części odnaleźć siebie, bo któż z nas jest bez grzechu? Nie chodzi tu jednak o to, by z energią walić się w piersi, chodzi o to, by mieć świadomość, że tu na ziemi owa noc próbuje nami zawładnąć, choć sama dobrze wie, że jej czas bezpowrotnie mija. Nasze życie to nie automat, w którym wystarczy powciskać parę przycisków, powrzucać kilka monet i mamy oczekiwany efekt. Jesteśmy zaproszeni przez Jezusa do udziału w wielkich tajemnicach, ale to nie znaczy, że nie musimy robić absolutnie nic, jakby wszystko było nieodwracalnie przesądzone. Mamy dbać o to, by noc nie przysłaniała nam Światłości, byśmy w tę noc nie wchodzili '+' ks. Adam

poniedziałek, 26 marca 2018

Olejek miłości

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: "Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?" Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: "Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie". Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.
Na sześć dni przed Paschą, przed najważniejszą godziną w historii ludzkości życie wydaje się biec swoim torem. Nawet apostołowie nie zdają sobie sprawy z tego, co się wydarzy. Jeśli jednak spojrzymy głębiej, możemy dostrzec, że Bóg zaplanował tę zwyczajność. Chrystus uniżył się do końca. Słyszeliśmy wczoraj, że na głos Pana, nawet kamienie mogłyby wydać radosne okrzyki. Ale On wybiera pokorną drogę Sługi Boga Najwyższego. Tylko ten, kto popatrzy sercem, zrozumie, co trzeba zrobić, tak jak Maria. Na sześć dni przed Paschą byłoby dobrze, żebyś zadbał o jakość Twojego olejku. Tyle postanowień, tyle spraw, tyle różnych wysiłków. Stajesz teraz przed tym momentem, kiedy możesz namaścić stopy Pana, kiedy możesz obdarować Go pokorną miłością. Jaką wonią napełni się dom twojego życia? Czym jest Twój olejek? Owszem, nie Ty jesteś twórcą olejku, ale Ty nadajesz mu charakterystyczny zapach. To Ty sprawiasz, że ku Jezusowi wznosi się wspaniała woń Twojej pokornej i cichej ofiary, albo zgnilizna ofiary składanej samemu sobie. Czy możesz odnaleźć w sobie zapobiegliwość Marty? A może bliższa Ci jest czułość i delikatność Marii? Sprawdź, czy nie zagnieździło się w Tobie judaszowe zakłamanie i chciwość. Te najświętsze dni są dla Ciebie szansą oddania się tylko Panu. Jezus zaprasza Cię do niesamowicie intymnej relacji. Nie myśl o sobie, czy się dobrze przygotowałeś, czy wszystko ma swoje miejsce, czy możesz być z siebie dumny. Myśl o Panu, towarzysz Mu w tych smutnych i trudnych dniach. Bądź z Nim myślami i sercem. Czytaj Ewangelie - ostatnie rozdziały - i rozważaj w swoim sercu ból Bożej miłości. Niech Jezus widzi Ciebie przy sobie. Postaraj się w te święte dni '+' ks. Adam

niedziela, 25 marca 2018

Na krzyż!

Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, posłał dwóch spośród swoich uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie oślę uwiązane, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj! A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem. Poszli i znaleźli oślę przywiązane do drzwi z zewnątrz, na ulicy. Odwiązali je, a niektórzy ze stojących tam pytali ich: Co to ma znaczyć, że odwiązujecie oślę? Oni zaś odpowiedzieli im tak, jak Jezus polecił. I pozwolili im. Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. A ci, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!
Nie można nie usłyszeć w dzisiejszym 'Hosanna' nutki smutku i tęsknoty. Jak mało czasem potrzeba, by podziw zamienić w obojętność, miłość w nienawiść. Między 'Hosanna', a 'Ukrzyżuj' upłynęło tylko kilka dni, a czasem wystarczy  tylko kilka chwil. Smutne, ale bardzo prawdziwe. Nie chodzi teraz o to, by zatracić się w żalu, żeby się nie okazało, że płaczemy nad drzewem zielonym, nie dostrzegając tego, że sami usychamy. Tym, co może nas uratować to pokora, czyli prawda, prawda o tym, kim jesteśmy i Kim jest Ten, który nas stworzył i zbawił '+' ks. Adam

sobota, 24 marca 2018

Za naród

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: "Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród". Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: "Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród". Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: "Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?" Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.
Głównym problemem uczonych w Piśmie było zapatrzenie w siebie i wiara we własną mądrość, nie starczyło już miejsca dla Boga i Jego łaski. Jak się okazało problem ten doprowadził do całkowitej ślepoty wiary. To co przeraża i zasmuca w postawie arcykapłanów i faryzeuszów, a tak naprawdę w postawie każdego z nas, to schematyzm. Schematyzm w myśleniu, schematyzm w opiniach, schematyzm w działaniu, schematyzm w wyborach. Rutyna zabija w nas wrażliwość na natchnienia Ducha Świętego; osłabia naszą wolę i pragnienie nowego życia. Bez wyobraźni miłosierdzia, bez wyjścia poza ludzkie szufladki, człowiek wciąż będzie się zastanawiać, czy to jest możliwe, czy to już ten czas, czy wypada, czy powinien. Nie chodzi o to, by być bezrefleksyjnym i naiwnym w życiu i w całej naszej relacji z Bogiem, ale o to, że mamy Jemu zaufać i nie skupiać się na sobie. Diabelski plan faryzeuszów, choć może się to wydawać szokujące, został niejako wpisany w Boży plan zbawienia człowieka. Bóg naprawdę potrafi prostować wszelkie krzywe ścieżki naszego życia. Pytanie, czy musimy je wciąż krzywić. Pan Bóg może okazać swoją moc nie tylko w chwilach naszych słabości. On jest wielki także wtedy, gdy człowiek pozostaje Mu wierny. Tego ma nas nauczyć nasze wielkopostne wędrowanie '+' ks. Adam

piątek, 23 marca 2018

Chleb z Nieba

Żydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: "Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?" Odpowiedzieli Mu Żydzi: "Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga". Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: "Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu". I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.
W zachowaniu Żydów, w ich chęci ukamienowania Jezusa wraca diabelska pokusa. Gdy Jezus przebywał na pustyni przez 40 dni, poszcząc i modląc się do Ojca, diabeł nakłaniał Go, by właśnie z kamieni uczynił chleb, którym mógłby nasycić swój głód. Diabelska pokusa powraca przed męką Pana. Żydzi nie rozpoznają obiecanego Mesjasza w rabbim z Nazaretu. Nie rozumieją, że to właśnie On stał się prawdziwym chlebem z nieba, który może zaspokoić głód wszystkich pokoleń. I nie pomaga autorytet Pisma, nie pomagają znaki i cuda, nie pomagają liczne dowody prawdziwości posłannictwa Chrystusa. Chciałoby się powtórzyć: choćby i kto z umarłych powstał, nie uwierzą. Bez zaangażowania człowieka, bez jego wolnej woli nie jest możliwe doświadczenie Boga. Pan Bóg przemawia do człowieka na różne sposoby, przemówił także w najdoskonalszy sposób, przez swojego Syna. Ale człowiek nic nie usłyszy, jeśli nie chce słuchać. Jezus wprowadza Żydów w znaną im przestrzeń – wskazuje na Prawo, odwołuje się do historii narodu wybranego, lecz ostateczna decyzja należy do nich. I dlatego Jezus wraca nad Jordan, tam, gdzie przyjął chrzest janowy, tam gdzie objawił ludziom, że stał się do nich podobny we wszystkim, oprócz grzechu. I choć sam grzechu nie popełnił, przyjął na Siebie wszystkie, absolutnie wszystkie jego konsekwencje. Wypełnieniem naszych pragnień nie jest ten świat. Naszego głodu nie zaspokoi ziemski pokarm. Prawdziwym Chlebem jest Jezus. Diabeł kusi nas i mami, byśmy karmili się tym światem, tak jak kusił samego Jezusa. I będzie tak do końca naszych dni. Nie uciekniemy przed tą walką, ale możemy do niej się przygotować, co więcej, możemy ją wygrać, uzbrojeni w pancerz wiary. Nasza siła jest w Bogu i tylko w Nim nasze zbawienie '+' ks. Adam

czwartek, 22 marca 2018

Ja Jestem

Jezus powiedział do Żydów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki". Rzekli do Niego Żydzi: "Teraz wiemy, że jesteś opętany, Abraham umarł, i prorocy – a Ty mówisz: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kimże Ty siebie czynisz?" Odpowiedział Jezus: "Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, co otacza Mnie chwałą, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”. Lecz wy Go nie poznaliście. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał go i ucieszył się". Na to rzekli do Niego Żydzi: "Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?" Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Porwali więc kamienie, aby rzucić w Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.
Trudna jest wiara. Wymaga ona nie tylko zaufania, podjęcia swoistego ryzyka, ale czasem także i życia wbrew nadziei. Można uwierzyć, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem, można uwierzyć, że potrafi czynić cuda; można uznać, że jest niesamowitym Nauczycielem i że Jego nauka jest pełna dobra, prawdy i piękna. Ale uwierzyć, że możemy żyć wiecznie? Wydaje się to przekraczać ludzkie możliwości. Z resztą badania potwierdzają, że prawda o życiu wiecznym jest najczęściej negowana wśród chrześcijan. Przyczyną może być to, że wiara nie jest możliwa bez miłości wobec Tego, któremu się uwierzyło. Można podejmować różne decyzje wiary, można nawet podejmować ryzyko, ale bez miłości nie przyniesie to owocu.  Taka wiara nie napełni nas pokojem. Święty Augustyn powie: kochaj i rób co chcesz. Rób, co chcesz, ale najpierw kochaj. Bo tylko miłość jest doskonałym wypełnieniem wszystkich przykazań, doskonałym wypełnieniem Ewangelii '+' ks. Adam

środa, 21 marca 2018

Gdy braknie miłości

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: "Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Odpowiedzieli Mu: "Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?” Odpowiedział im Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca". W odpowiedzi rzekli do niego: "Ojcem naszym jest Abraham". Rzekł do nich Jezus: "Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego". Rzekli do Niego: "My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga". Rzekł do nich Jezus: "Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał".
Przyjęcie nauki Chrystusa to pierwszy krok na drodze stawania się Jego uczniem. By doświadczyć prawdy, która wyzwala, trzeba w tej nauce trwać, to znaczy trzeba ją przyjąć za swoją i według niej rozwijać swoje życie. Warto zwrócić uwagę, że cała dzisiejsza mowa Pana jest skierowana do Żydów, którzy Mu uwierzyli. Być może studiując pilnie Prawo, dostrzegli, że w Chrystusie wypełniają się wszystkie proroctwa. Być może przekonały ich Jego znaki i cuda. Być może porwało ich Jego pełne mocy i łaski Słowo. Czego więc zabrakło, skoro nie okazali się synami Przedwiecznego, na co wskazuje sam Pan Jezus? On też daje nam odpowiedź. Zabrakło miłości – gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali '+' ks. Adam

wtorek, 20 marca 2018

Szukając Pana

Jezus powiedział do faryzeuszów: "Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie". Mówili więc Żydzi: "Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?" A On rzekł do nich: "Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeżeli bowiem nie uwierzycie, że Ja Jestem, pomrzecie w grzechach waszych". Powiedzieli do Niego: "Kimże Ty jesteś?" Odpowiedział im Jezus: "Przede wszystkim po cóż do was mówię? Wiele mam w waszej sprawie do powiedzenia i do osądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdomówny, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego". A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: "Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem i że Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba". Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.
Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice 'Odkupiciel człowieka' napisał, że człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa, człowiek nie jest w stanie sam siebie zrozumieć bez Chrystusa. W dzisiejszej Ewangelii Jezus objawia właśnie tę prawdę. Mówi do Żydów – będziecie Mnie szukać. Człowiek, każdy człowiek, ma w sobie pragnienie Boga. Każdy człowiek czuje w sobie tchnienie Stwórcy, przekazane ludzkości na początku stworzenia. Każdy człowiek nosi w sobie zalążek nieśmiertelności. I boleśnie doświadcza, że żadna sprawa na tym świecie, żadna rzecz i żadna osoba nie są w stanie zapełnić tego głodu. Człowiek szuka, czasami po omacku, jakiegoś wytchnienia, odrobiny gwarancji. Jednak bez ryzyka zaufania niczego nie osiągnie. Będzie szukał, ale jak mówi dziś Chrystus, pomrze w grzechach. Bo nie ma zbawienia, nie ma szczęścia, nie ma życia bez Chrystusa '+' ks. Adam

poniedziałek, 19 marca 2018

Sprawiedliwy

Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.
Biblijna sprawiedliwość to nic innego jak wierność Bożemu wezwaniu, Bożemu prawu. Sprawiedliwy jest ten, kto najpierw słucha Boga i chce wypełnić Jego wolę. Św. Ireneusz powie, że chwałą Boga ma stawać się należycie żyjący człowiek. Człowiek staje się sprawiedliwy, gdy pozostaje posłuszny Panu Bogu, który go stworzył, przekazał mu władzę nad światem, zadbał o niego po grzechu pierworodnym, zesłał swojego Syna, by go wybawić od śmierci wiecznej. Właśnie tę sprawiedliwość wypełnia w swoim życiu św. Józef, który nie mówi, a słucha. Słucha swojego Boga, który przychodzi do niego we śnie, który zapowiada niezwykłe, po ludzku niezrozumiałe wydarzenia, który mówi mu, że stanie się opiekunem Bożego Syna. Zapewne my na miejscu św. Józefa uwierzylibyśmy szybciej w halucynacje niż w to, że dzieje się to naprawdę. A co zrobił św. Józef? Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański. Pozostał posłuszny Temu, w Którego uwierzył i Któremu uwierzył. Św. Józef pozwolił Panu Bogu zbudzić się ze snu starego człowieka. Mówiący milczeniem. Niech wstawiennictwo św. Józefa pomoże nam w tym Wielkim Poście bardziej słuchać Boga niż świata i umocni nas w posłuszeństwie wobec woli Stwórcy '+' ks. Adam

niedziela, 18 marca 2018

Przez przebitą dłoń Chrystusa

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: "Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: "Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!" Wtem rozległ się głos z nieba: "Już wsławiłem i jeszcze wsławię". Stojący tłum to usłyszał i mówił: "Zagrzmiało!" Inni mówili: "Anioł przemówił do Niego". Na to rzekł Jezus: "Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie". To mówił, oznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.
Liturgia dzisiejszej niedzieli ma w sobie pewien paradoks. Z jednej strony już prawie czujemy oddech nadchodzących świąt, powoli zaczynamy już planować, zbliża się do nas tajemnica Zmartwychwstania Chrystusa, na którą przygotowywaliśmy się od środy popielcowej. Z drugiej strony tajemnica ta zostaje zasłonięta. I można powiedzieć, że znak zasłoniętych w naszych kościołach krzyży uczy nas innego spojrzenia. Do tej pory spoglądaliśmy na krzyż naszym ludzkim spojrzeniem, skupialiśmy uwagę na naszych czynnościach, na praktykach pokutnych, na modlitwie itp. Natomiast teraz najwyższy czas spojrzeć na swoje życie oczami Boga i dopiero wtedy przybliżyć się do tajemnicy krzyża i zmartwychwstania. Prawosławny teolog Paul Evdokimov pisze o bardzo ciekawej rzeczy. W życiu każdego z nas w pewnym momencie Pan Jezus zasłania nam oczy i człowiekowi wydaje się, że w życiu wiary jest ślepy. Nic nie widzi, doświadcza pustki, ogołocenia. Nic nie daje mu oparcia, ani poczucia bezpieczeństwa. Dopiero kiedy uświadomi sobie, że ręka Boga ma ślad po gwoździach uczy się patrzeć na nowo, właśnie przez przebitą dłoń Chrystusa. I wtedy wiara staje się dla człowieka światłem. Człowiek dostrzega świat przemieniony mocą bolesnej ofiary Chrystusa, ofiary miłości. I dostrzega też chrystusową nowość. Ziarno musi obumrzeć, aby wydać plon. To, w czym pokładamy ufność, do czego przyzwyczajamy się na tym świecie musi zostać przemienione w Chrystusie, musi w nas obumrzeć, żebyśmy stali się chrystusowi, żebyśmy stali się chrześcijanami nie tylko z nazwy '+' ks. Adam

sobota, 17 marca 2018

Prawdziwa droga

Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: "Ten prawdziwie jest prorokiem". Inni mówili: "To jest Mesjasz". "Ale – mówili drudzy – czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem, skąd był Dawid?" I powstał w tłumie rozłam z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie podniósł na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszy, a ci rzekli do nich: "Czemu go nie pojmaliście?" Strażnicy odpowiedzieli: "Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek". Odpowiedzieli im faryzeusze: "Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszy uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty". Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: "Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw nie przesłucha i nie zbada, co on czyni?" Odpowiedzieli mu: "Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj i zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei". I rozeszli się – każdy do swego domu.
Oto spełniają się słowa, które wypowiedział starzec Symeon, gdy Maryja z Józefem przynieśli nowonarodzonego Jezusa do świątyni, aby Go przedstawić Panu – znak sprzeciwu. Przyjście na świat Syna Bożego jest dla nas czasem ostatecznej decyzji. W Starym Przymierzu Bóg wielokrotnie dawał szansę narodowi wybranemu, który raz po raz wybierał Boga, by za chwilę znowu się od Niego odwrócić. Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest [prawdziwym] Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu! – woła w Imieniu Boga prorok Eliasz. Wraz z przyjściem Jezusa czas się wypełnił. Bóg dał człowiekowi ostatnią szansę. Dał wszystko, co miał. Poświęcił swego umiłowanego Syna. Nic więcej dać nie może, bo nie ma czegoś więcej. I tylko od nas zależy, czy przyjmiemy dar Boga, czy wykorzystamy ostatnią szansę. Decyzja wydaje się być prosta, bo cóż to za wybór między życiem, a śmiercią? Wiadomo, chcemy żyć. A jednak daje o sobie znać zmaza grzechu i stąd słabość, wątpliwości, rozdwojenie, strach. I tą drogą kroczy świat, co więcej na tę drogę wzywa także nas, chrześcijan '+' ks. Adam

piątek, 16 marca 2018

Wolność Pana

Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi zamierzali Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: "Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest". A Jezus, nauczając w świątyni, zawołał tymi słowami: "I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam z siebie; lecz prawdomówny jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał". Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.
Wraz ze zbliżająca się godziną Jezusa, rozzuchwala się godzina ciemności. Łańcuch zła coraz bardziej się zapętla. Chęć zabicia Jezusa staje się wręcz palącą koniecznością Żydów. A Jezus spokojnie dopełnia swoją godzinę. Minuta po minucie, niemalże smakuje wolę Ojca, która dla Niego jest przecież codziennym pokarmem. Nie ucieka przed tą godziną, choć wiemy, że nie jest ona dla Niego łatwa. Dobitnie świadczy o tym gęsty jak krople krwi pot sączący się w Ogrodzie Oliwnym w czasie Jego modlitwy. Jezus przyjmuje tę godzinę, by do ostatniej sekundy dać szansę tym wszystkim, którzy bardziej zakosztowali w godzinie ciemności, niż w godzinie łaski. Do końca walczy o człowieka, choć wielokrotnie sam człowiek tego nie chce. I choć oprawcy Jezusa wydają się triumfować, wydają się mieć los Pana w swoich rękach, On zachowuje prawdziwą wolność. Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca – powie przed swoją męką Jezus. I właśnie na mocy wolności Syna Bożego, na mocy Jego wolnej ofiary miłości i posłuszeństwa, człowiek został wyzwolony z niewoli grzechu. Wolność Boga zwycięża w człowieku niewolę szatana. Pytanie, które trzeba sobie dziś postawić to, czy to zwycięstwo chcę przyjąć '+' ks. Adam

czwartek, 15 marca 2018

Wierni drodze

Pan rzekł do Mojżesza: "Zstąp na dół, bo sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Bardzo szybko zawrócili z drogi, którą im nakazałem, i utworzyli sobie posąg cielca odlanego z metalu, i oddali mu pokłon, i złożyli mu ofiary, mówiąc: „Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: "Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Pozwól Mi, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem". Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: "Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? Czemu to mają mówić Egipcjanie: „W złym zamiarze wyprowadził ich, chcąc ich wygubić w górach i zgładzić z powierzchni ziemi”? Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła, jakie chcesz zesłać na Twój lud. Wspomnij na Abrahama, Izaaka i Izraela, Twoje sługi, którym przysiągłeś na samego siebie, mówiąc do nich: „Uczynię potomstwo wasze tak licznym jak gwiazdy niebieskie, i całą ziemię, o której mówiłem, dam waszym potomkom i posiądą ją na wieki”". Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud.
Nasza ludzka zmienność, choć niby wpisana w naszą naturę, powinna budzić naszą czujność. Bycie wiernym Bogu to nie akt chwili, jednorazowy impuls. To nasza droga, często pełna zakrętów, nierówności, zawijasów. I tylko wierne podążanie tą drogą może nas wzmocnić, wyćwiczyć i dać nadzieję, że kiedyś dojdziemy do celu '+' ks. Adam

środa, 14 marca 2018

Przebudzenie

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: "Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam". Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał".
Skostniałe serce jest naszą najcięższą możliwą chorobą. Człowiek o kamiennym sercu nie dość, że nie pamięta, od Kogo wyszedł, to jeszcze nie zdaje sobie sprawy, gdzie w ogóle zmierza. Owo zawieszenie hamuje jakikolwiek rozwój. I dlatego życie staje się nijakie. To z kolei prowadzi do uśpienia i zobojętnienia. Nadchodzi, na szczęście, godzina, w której możliwe jest nasze przebudzenie. Ale czy będziemy chcieli się obudzić? Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

wtorek, 13 marca 2018

Nie mam człowieka

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?” Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”. Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”. On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzeki do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.
Nie mam człowieka. To smutne, że nawet żyjąc wśród tłumów, w rodzinie, w gronie bliskich i przyjaciół, zdarza się nam doświadczyć: nie mam człowieka. Dlaczego? Bo żaden człowiek, nawet najlepszy, nie jest w stanie wypełnić naszych pragnień i głodów. Jesteśmy stworzeni do nieśmiertelności. I nasza dusza wyrywa się do Życia, które nie ma końca. Grzech podcina nam skrzydła i zamyka nas w izdebkach samotności. Nie mam człowieka. Nie ma człowieka, kto nie chce otworzyć się na Boga '+' ks. Adam

poniedziałek, 12 marca 2018

Jak urzędnik

Jezus wyszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”. Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: „Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: „Syn twój żyje”. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.
Postawa urzędnika królewskiego jest nam bliska do pewnego momentu. W zasadzie umiemy, tak jak on, przyjść do Jezusa z naszą prośbą. Schody zaczynają się przy odpowiedzi. Urzędnik uwierzył i wrócił do domu. My zaś bardzo często pozostajemy w miejscu. Prosimy i prosimy, mówimy i mówimy, nie pozwalając przemówić Jezusowi. Nie dajemy sobie szansy na to, by usłyszeć: Idź, stało się, jak chciałeś. I jeszcze się dziwimy, że nic się nie zmienia. Pan nie tylko nas słucha. On także mówi do nas. Czy Mu na to pozwolimy? Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

niedziela, 11 marca 2018

Światło prawdy

Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.
Każdy, kto w Niego wierzy... Wierzymy, ale czy zawsze w Jezusa Chrystusa? Ile czasem w naszej wierze nas samych, naszych wyobrażeń, naszego spodziewania, naszych planów. A wiara ma być spotkaniem z Bogiem, a nie z samym sobą. I dlatego tak ważna jest prawda. Kto chce poznawać prawdę, już w samym pragnieniu odnajdzie światło '+' ks. Adam

sobota, 10 marca 2018

Źródło miłości

Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony".
Czy zwróciłeś uwagę na to, że faryzeusz nie skłamał? Nie zmyślał, kiedy opowiadał o swoim życiu. Ale prawda bez miłości nie przynosi dobra. Mówienie o złych stronach drugiego może być prawdą, ale dobra nie zrodzi. Główny problem faryzeusza leży w braku prawdziwej miłości. Jeśli kochał, to tylko siebie. A takie wypaczenie nie ma nic wspólnego z miłością. Celnik rozpoznał Źródło Miłości. I to go uratowało '+' ks. Adam

piątek, 9 marca 2018

Słuchaj!

Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: "Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?" Jezus odpowiedział: "Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych". Rzekł Mu uczony w Piśmie: "Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary". Jezus, widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: "Niedaleko jesteś od królestwa Bożego". I nikt już nie odważył się Go więcej pytać.
Pierwsze przykazanie to - Słuchaj! I od tego trzeba zacząć. Słuchać, co mówi Bóg, który jest Miłością. Słuchać o tym, jak Miłość poprowadziła Go na Krzyż. Słuchać i posłuchać, być posłusznym temu, co się usłyszało. To jest prawdziwie pierwsze przykazanie. Większość naszych problemów bierze się z tego, że zaczynamy słuchać tylko siebie. A co sami możemy sobie powiedzieć? Karmić siebie sobą? Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

czwartek, 8 marca 2018

Mocą Ducha

Jezus wyrzucał złego ducha z człowieka, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: "Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy". Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: "Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza".
Po tym poznać działanie diabła, że nie waha się walczyć z samym Bogiem, choć wie, że dawno już przegrał. Ta nienawistna bezsilność rodzi furię i wściekłość, którą przelewa na człowieka. I dlatego Pan zesłał nam Ducha Świętego, który pomaga nam dotrzeć do prawdy. Zawsze, tu na ziemi, fałsz będzie próbował przysłonić prawdę, miraże rzeczywistość, a pożądanie - dobre pragnienia. Mamy w sobie wielką moc, moc Ducha. I tylko z nią możemy zwyciężyć '+' ks. Adam

środa, 7 marca 2018

W Prawie

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim".
Marzenie o wolności przybiera w nas formę, najczęściej, wolności 'od' - od zakazów, od poleceń, od przykazań. Tymczasem Jezus czyni nas wolnymi 'do' - do miłości, do prawdy, do piękna. Kto pojmie tę różnicę, ten zacznie żyć na nowo. Nie przykazania nas krępują, ale grzech. Nie zakazy są naszym ciężarem, ale słabość. Podejmując Boże drogowskazy, zaczniesz wzrastać w wolności i staniesz się wielki w królestwie niebieskim '+' ks. Adam

wtorek, 6 marca 2018

77

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?" Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu".
Najtrudniej, tak naprawdę, jest przebaczyć sobie. Przebaczenie drugiemu zależy od tego, jak my sami siebie traktujemy. I jeśli czasem ciężko nam ze sobą wytrzymać, to rodzi się to samo pytanie, które zadał Piotr: czy aż siedemdziesiąt siedem razy? Chcielibyśmy nacieszyć się już spokojem. Chcielibyśmy mieć ten komfort, że potrafimy, że możemy, że w ogóle. Ale niestety wisi nad nami owe siedemdziesiąt siedem. I oby tak było! Bo tylko wtedy jest szansa, że pozwolimy działać Panu '+' ks. Adam

poniedziałek, 5 marca 2018

Prorok w rodzinie

Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: "Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman". Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.
Nie jest łatwo dzielić się wiarą w swojej ojczyźnie, tam, gdzie żyjemy, pracujemy, wzrastamy. I ta trudność nie leży w dużej mierze w nas. Nasi bliscy, znajomi nie zawsze chcą nas słuchać. I to jest cena wolności. Ty masz być gotowy. Nastawać w porę i nie w porę. Ale ostatecznie zostaw drugiego wolnym. Boli. Zwłaszcza gdy chodzi o najbliższych. Ale inaczej nic z tego nie będzie '+' ks. Adam

niedziela, 4 marca 2018

Oczyszczenie

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: "Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!" Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: "Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie". W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: "Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?" Jezus dał im taką odpowiedź: "Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo". Powiedzieli do Niego Żydzi: "Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?" On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.
Ile spraw wyrzuciłby dzisiaj Jezus ze świątyni Twojego serca? Co czyni z Ciebie targowisko? Wielki Post ma nam przypomnieć, że należymy do Boga, jesteśmy Jego świątynią. I chodzi o to, żebyś sam się wszystkim zajął. Pozwól Jezusowi, by to On dbał o Twoją czystość. Nie raz, od święta, od wielkich dzwonów, ale minuta po minucie, dzień po dniu, by nieustannie trwała w Tobie Jego Pascha '+' ks. Adam

sobota, 3 marca 2018

Po śladach starszego brata

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: "Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: "Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł:

piątek, 2 marca 2018

Ku życiu w pełni

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: "Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?" Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce". Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.
Jest czas sadzenia i czas zbioru owoców. Ten czasy w nas nieco się nakładają. Jako chrześcijanie żyjemy między 'już', a 'jeszcze nie'. Zbawienie już się dokonało, ale jeszcze nie smakujemy go w pełni. Dlatego mamy teraz czas, by już uwielbiać Pana za łaskę wiecznego życia, a z drugiej strony, pilnie pracować i poznać je w pełni '+' ks. Adam

czwartek, 1 marca 2018

Łazarz potrzebny od zaraz

Jezus powiedział do faryzeuszów: "Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. U bramy jego pałacu leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy cierpiąc męki w Otchłani, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: „Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i przyślij Łazarza, aby koniec swego palca umoczył w wodzie i ochłodził mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz w podobny sposób – niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A ponadto między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd nie przedostają się do nas”. Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich ostrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą”".
Nie bój się, jeśli Ci się dobrze wiedzie w życiu. Nie idzie się za to do piekła. Bój się, gdy obojętny staje Ci się los spotykanych przez Ciebie Łazarzy. Każdy z nas potrzebuje Łazarza, bo on objawia nam prawdę o nas samych. Kto rzeczywiście zanurza się w Bogu, ten w drugim człowieku potrafi dostrzec brata. Kto buduje na sobie, potrafi jedynie dobrze się bawić. Przepaść, o której mówi Abraham jest tak naprawdę w nas samych '+' ks. Adam
Free Contact Form