poniedziałek, 31 grudnia 2018

Rób, co robisz


Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
W ostatni dzień starego roku słyszymy: z Jego pełności otrzymaliśmy wszyscy łaskę po łasce. Warto, dokonując kolejnego bilansu naszego życia, zastanawiając się nad noworocznymi postanowieniami, wejść właśnie  w tę prawdę, w prawdę o wielkiej hojności Boga, który nieustannie nam się udziela, byśmy mieli prawdziwe życie. Jak dokonać takiego bilansu? K. Rahner, w „Małym roku kościelnym” daje nam bardzo ciekawy i trafny punkt spojrzenia na tę chwilę, zarówno w wymiarze liturgicznym, jak i tym ludzkim.

niedziela, 30 grudnia 2018

W wierności


Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: "Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". Lecz on im odpowiedział: "Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
Co weźmiemy dla siebie z tej tajemnicy szukania Jezusa? Postawa Jezusa uczy nas głębokiego rozumienia naszego chrześcijańskiego powołania. Żadna osoba, żadna rzecz nie może stanąć między nami a Panem Bogiem, nie może przysłonić nam Jezusa. Sam Jezus uczy nas tego pierwszeństwa Boga w życiu, autor Listu do Hebrajczyków wkłada w Jego usta słowa: „Oto przychodzę, abym pełnił Twoją wolę, mój Boże”.

sobota, 29 grudnia 2018

Zgodnie z wolą Pana


Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
Nasze patrzenie na Świętą Rodzinę przypomina czasem czytanie bajek. Miło się tego słucha, ale kiedyś trzeba wrócić do rzeczywistości. A przecież Święta Rodzina to największa chrześcijańska rzeczywistość. Dzisiejszy fragment Ewangelii to kolejna szansa na porzucenie własnych wyobrażeń i na dotarcie do prawdy. W łukaszowym opisie uderza prostota, wyrażająca bogactwo więzi Świętych Rodziców w Bogiem.

piątek, 28 grudnia 2018

Marana Tha


Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: „Z Egiptu wezwałem Syna mego”. Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma”.
Walka aniołów ciemności przeciw Wszechmocnemu Boga trwa od pierwszego ich nieposłuszeństwa i nasila się w szczególnych momentach łaski. Gdy świat słyszy dobrą nowinę: Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom umiłowanym przez Pana; gdy utulona została tęsknota całej ziemi, bo ujrzała swego Zbawiciela, zło z całym okrucieństwem i nienawiścią wypluwa swój jad. Radość z narodzenia Zbawiciela musi zderzyć się z płaczem po zamordowanych dzieciątkach. I tak jest do dzisiaj. Radość wiary, radość Ewangelii przeżywana jest w dramatach prześladowań, zabijania, zwłaszcza nienarodzonych, okrucieństw wojny. Jak to pogodzić? Dlaczego tak musi się dziać?

czwartek, 27 grudnia 2018

Blisko


Wierzysz w to?

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.
W fakcie pustego grobu mieści się źródło naszej nadziei: skoro przez chrzest umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że razem z Nim żyć będziemy. Nie chodzi tutaj tylko o nadzieję na życie wieczne, pozaziemskie. Zmartwychwstanie Chrystusa dokonało się przecież dla człowieka tej ziemi. Ukrzyżowany i zmartwychwstały Chrystus nie chce nas odrywać od rzeczywistości naszego życia, abyśmy zapomnieli na chwilę o naszych problemach i cierpieniach. Chrystus zmartwychwstał, aby nas zbawić, aby nadać sens naszemu życiu i zaprowadzić nas do Ojca. Jezus uczy nas, że mamy naśladować Go, że tak, jak On mamy przechodzić przez życie dobrze czyniąc, że mamy składać siebie w ofierze, a jeśli trzeba mamy oddać swoje życie, i tak jak On mamy zmartwychwstawać. Wiara w zmartwychwstanie ukrzyżowanego Chrystusa, nie daje nam ostatecznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak wiele zła, nieszczęść, wstrząsów dotknęło nasz świat choćby w ostatnim czasie. Nie wyjaśnia nam również tylu bolesnych doświadczeń naszego osobistego życia. Ale prowadzi do tego, który jest jedynym sensem człowieka. W takiej wierze świadczymy o Bogu – zwycięzcy piekła i szatana, zła i śmierci. W tej wierze podejmiemy na nowo potężny wysiłek przemiany naszej rzeczywistości na lepszą. W tej wierze nie będziemy obojętni wobec tego wszystkiego, co się wokół nas dzieje. W tej wierze będziemy posłańcami Boga, który nie chce upadku swojego stworzenia. W wierze w zmartwychwstanie będziemy oczekiwać powtórnego przyjścia Pana. Jan ujrzał i uwierzył; uwierzył, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. A ty, wierzysz w to? '+' ks. Adam

środa, 26 grudnia 2018

Świadek Dzieciątka


Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony".
Już dzień po Uroczystości Bożego Narodzenia Kościół stawia nam przed oczy pierwszego męczennika. Bardzo wymowny znak. Świat próbuje wymazać Boga z naszego życia, albo przynajmniej włożyć Go w swoje ramy. Dlatego nawet niewierzący śpiewają kolędy o Nowonarodzonym, bo to takie ładne, dzielą się opłatkiem – symbolem życia wiecznego, bo taka tradycja. Czasem temu trendowi poddajemy się i my, chrześcijanie. Łatwo poddać się urokowi tych świąt, łatwo się rozckliwić nad biedniutkim niemowlęciem. Nie tędy droga. Kościół roztropnie prowadzi nad drogą zbawienia. Małe Dziecię jest potężnym Zbawicielem. Przyjęcie Nowonarodzonego Jezusa, to przyjęcie prześladowań z Jego powodu, bo On jest znakiem sprzeciwu. Sprzeciwu wobec tego wszystkiego, za czym tak świat goni, a co jest najkrótszą drogą do piekła. Droga ucznia Chrystusa jest drogą po śladach nauczyciela – niesłuszne sądy, oskarżenia, kpiny, niezrozumienie, a nawet śmierć. I niemożliwe jest przyjęcie tego wszystkiego bez mocy Ducha Świętego, który dokona nowego stworzenia. Prorok Ezechiel zapowiadał, że to nowe stworzenie będzie równocześnie uświęceniem, na które złożą się dwa etapy: po pierwsze zabranie, usunięcie serca starego, kamiennego, niewrażliwego na Boże nakazy i po drugie: danie nowego serca, cielesnego, serca wrażliwego i czułego. Serce oznacza najgłębsze wnętrze człowieka, będzie to więc rzeczywiste unicestwienie starego człowieka, a stworzenie nowego. To, co dziś wydaje nam się niemożliwe do zrozumienia, do przyjęcia, do ogarnięcia, stanie się możliwe dla nowego człowieka w nas, który wytrwa przy Jezusie do końca, a ten kto wytrwa do końca, będzie zbawiony '+' ks. Adam

wtorek, 25 grudnia 2018

Wrota pokory


Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
Ten, kto chce zobaczyć w Betlejem miejsce narodzin Jezusa, musi się schylić. Wejście do Bazyliki Narodzenia ma bowiem niecałe półtora metra wysokości. Kiedyś było znacznie większe, ale przybywający tu średniowieczni władcy mieli niestety w zwyczaju wjeżdżać na koniach do wnętrza kościoła; zmniejszenie otworu miało to uniemożliwić. Możni panowie musieli więc schodzić z konia, jeśli chcieli dostać się do groty narodzenia.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Szansa milczenia


Zachariasz, ojciec Jana, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił, i wzbudził dla nas moc zbawczą w domu swego sługi Dawida: jak zapowiedział od dawna przez usta swych świętych proroków; że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że naszym ojcom okaże miłosierdzie i wspomni na swe święte przymierze, na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi. Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani służyć Mu będziemy bez lęku, w pobożności i sprawiedliwości przed Nim, po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”.
Bóg sam zechciał zrobić pierwszy krok w stronę każdego człowieka, to On sam zechciał wypowiedzieć pierwsze słowo, ale człowiek ma na to odpowiedzieć; i albo przyjmie Boga, albo Go odrzuci i innej drogi nie ma. Stąd tajemnica tych świąt, do których przygotowywaliśmy się przez czas adwentu, a w przestrzeń których już wchodzimy, polega na tym, że człowiek ma pozwolić Bogu odnaleźć się. Bez względu na to, jak dziś wygląda nasze życie, czy zdążamy w stronę domu Ojca, czy powoli już zapominamy o Bogu, czy zmieniamy nasze życie, czy jest nam wszystko jedno, nowonarodzony Chrystus przychodzi do każdego z nas, przynosząc swój pierwszy dar: pokój. I jest to dar dla wszystkich ludzi. Pan Jezus chce obdarzyć swym pokojem każdego człowieka i każdemu chce powiedzieć: nie lękaj się, jestem z tobą i jeśli tylko pozwolimy Chrystusowi narodzić się w naszym sercu, w naszym życiu, to pokój ten będzie trwał na wieki. Jedno ze świątecznych opowiadań wskazuje na postać ubogiego pastuszka. Gdy pasterze usłyszeli o narodzeniu Mesjasza, ruszyli w pośpiechu do betlejemskiej groty, biorąc, co kto miał pod ręką, by godnie przywitać Króla. Tylko mały pastuszek szedł zapłakany, bo nie miał żadnego prezentu. Gdy pasterze witali Dziecię Jezus, ofiarując Mu swoje dary, Matka Boża, chcąc je odebrać, złożyła swoje dzieciątko na rękach ubogiego pastuszka, bo tylko jego ręce były puste. Puste i wolne. Jest to najpiękniejsza rzecz, jaka również nas mogłaby spotkać. Posiadanie na święta serca ubogiego, wyciszonego, że Maryja widząc nas, mogłaby także nam powierzyć swe Dziecię. Temu służyło Zachariaszowe milczenie. Trzeba najpierw oczyścić swoje serce ze wszystkiego, co zbędne, by móc potem wychwalać wielkie dzieła Boże. Niech te święta będą dla Was wszystkich prawdziwie świętami Narodzenia Boga '+' ks. Adam

niedziela, 23 grudnia 2018

Uwolnić Boże Narodzenie


W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.
Rok temu przed świętami, papież Franciszek zaapelował w mediach społecznościowych: „Uwolnijmy Boże Narodzenie od światowości, która je wzięła w niewolę! Prawdziwy duch Bożego Narodzenia to radość z tego, że Bóg nas kocha”. Te słowa przywołujemy i dzisiaj, gdy kończymy już nasze adwentowe oczekiwanie. Co mamy robić, by uwolnić te święta? No, na pewno nie o zakupy chodzi ani nawet nie o porządki. Uwolnić od światowości to uczynić te święta świętami narodzenia Boga, a nasze świętowanie aktem prawdziwie religijnym. Widzimy dzisiaj w Ewangelii Maryję, która udaje się do swojej krewnej, niosąc pod swoim sercem. Jest, jak Ją nazwano, Żywą monstrancją. Ukazanie Chrystusa światu, swoim życiem, postępowaniem, modlitwą, słowami nie jest zadaniem jedynie Matki Bożej. Ona przewodniczy nam tej drodze, ale mamy tę drogę podjąć wspólnie, jako uczniowie Chrystusa i jako dzieci Maryi. Na tej drodze warto podjąć dwa zadania. Pierwsze – to powiększanie dobra, wyobraźnia miłosierdzia w konkretach. Maryja idzie do Elżbiety, by z nią być, by jej pomóc w codziennych, zwykłych sprawach. Umiemy mobilizować się w wielkich sprawach, ale potrzeba tej mobilizacji każdego dnia, wobec najbliższych i wobec wszystkich innych ludzi. Drugie zadanie to walka ze złem. Papież Benedykt wielokrotnie przestrzegał przed obojętnością, milczeniem wobec zła. Kiedy nie reagujemy na zło, to dajemy światu znak, że się z nim zgadzamy, że je akceptujemy. Te dwa zadania, przy wsparciu i orędownictwu Najświętszej Maryi Panny, pomogą nam uwolnić Boże Narodzenie, byśmy mogli trwać w radości z tego, że Bóg nas kocha '+' ks. Adam

sobota, 22 grudnia 2018

Program


Jeśli tu dotarłeś, to możesz sobie pogratulować. Nie wszystko musisz robić idealnie, żeby być szczęśliwym. Pamiętaj – Twoje szczęście jest w Tobie i od Ciebie zależy, kiedy zaczniesz go doświadczać. Warunki Twojego życia mogą być różne, ale Pan Bóg jest zawsze ten sam. I tylko On się liczy. Do Niego wszyscy zdążamy. Zachęcam Cię, by jutro nie dać się wciągnąć w wir przedświątecznego szaleństwa. Pomódl się trochę więcej niż zazwyczaj (odmów Koronkę za zmarłych - jest na stronie parafii w Modlitwach). Zadzwoń do kogoś. Wypij kawę czy herbatę. I bądź szczęśliwy.

Poniżej piosenka.




A jeśli szukasz inspiracji na święta, to zrobię wyjątek specjalnie dla Ciebie i podzielę się zakonnymi przepisami s. Bronisławy i s. Romualdy. Chroń, jak oka w głowie. Starodawne, zakonne przepisy. Tradycja - dobra rzecz :)

W owym czasie


W owym czasie Maryja rzekła: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy, oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego. A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenia nad tymi, co się Go boją. Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił. Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie. Jak obiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwa na wieki”. Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.
Na Boże wezwanie, na wybranie na Matkę Bożego Syna, Maryja odpowiada najpierw wiara i pełną zaufania dyspozycyjnością. Boże zaproszenie, obdarowanie Duchem, pełnią łaski rodzi w Maryi wdzięczność, którą Ona przemienia w pełną uwielbienia modlitwę. Jej modlitwa jest głęboko zakorzeniona w modlitwie ludu Starego Przymierza. W tekście hymnu Magnificat odnajdziemy szereg zwrotów, wyrażeń, zdań zawartych w starotestamentalnych modlitwach. Można powiedzieć, że jest wręcz utkany z tych modlitw. Ewangelista chce nam przez to powiedzieć, że Maryja żyła Biblią, żyła modlitwą narodu wybranego, żyła treścią przymierza, które Bóg zawarł z jej ludem, a  które w Jej Synu odnajdzie ostateczne wypełnienie. I dlatego wychwala Boga za wielkie dzieła, dokonane w historii jej narodu, potwierdzające niezawodność Bożych obietnic. Maryja nie ogranicza dziękczynienia tylko do swojej roli w tajemnicy zwiastowania, choć ma do tego pełne prawo. Ona rozciąga tę tajemnicę od najstarszych dziejów po najdalsze pokolenia. Modlitwa Maryi, będąc pełną Boga, jest równocześnie pełna wrażliwości na człowieka. Otwarcie serca dla Boga, wdzięczności za Jego dary i uwielbianie Jego mocy, prowadzi do właściwego spojrzenia na drugiego człowieka, jak na brata, jak na umiłowane dziecko Boże '+' ks. Adam

piątek, 21 grudnia 2018

W szkole Jezusa


W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.
Dzisiejsza fragment Ewangelii to krótki wykład na temat istoty życia chrześcijańskiego. Chrześcijanin to ktoś, kto przyjmuje Jezusa i zanosi Go innym, tworząc wspólnotę miłości. O tym mówi nam dziś Maryja, przemierzająca pośpiesznie górską krainę. Maryja, która zgadza się zostać Matką Zbawiciela, staje się też Jego pierwszą Uczennicą. I niesamowicie szybko podejmuje pierwsze lekcje.

czwartek, 20 grudnia 2018

W punkt!


Nie bój się


Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.
 Bóg ma wobec nas bardzo konkretny plan, co ważne nie ukrywa go przed nami, wciąż poszerzając nasz wzrok wiary, byśmy mogli go zrozumieć. On objawia nam swoją wolę, posyłając do nas swoich aniołów, stawiając w naszym życiu konkretnych ludzi, dając czytelne znaki. Kto nosi w sobie pragnienie rozeznania głosu Boga pośród tysięcy głosów tego świata, temu hojnie odpowiada i nie pozwoli długo czekać. Rozczytywanie swojego powołania otoczone jest światłem Ducha Świętego, który uzdalnia nas do poznania Bożej woli i do realizowania jej w sposób miły Bogu. Warto zauważyć, że owo objawienie nie jest żołnierskim rozkazem, ale pełnym miłości i czułości zaproszeniem. Bóg zaprasza i daje miejsce naszej wolności. Bo dopiero w wolności nasze decyzje, słowa, czyny nabierają sensu i mogą być przemieniane miłością. W swej odpowiedzi człowiek nie pozostaje sam. Nie bój się – słyszy Najświętsza Dziewica i słyszy dzisiaj każdy z nas. Nie bój – czuwam nad wszystkim. Nie bój się – jestem z Tobą '+' ks. Adam

środa, 19 grudnia 2018

Włączenie w plan


Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Kiedy Zachariasz w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia.

wtorek, 18 grudnia 2018

Z narodzeniem Jezusa


Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy "Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.
Z narodzeniem Jezusa było tak. Każdy z nas potrafi, chociażby pokrótce opowiedzieć historię narodzenia Dzieciątka Jezus. Tyle razy słyszeliśmy ją, tyle razy uczestniczyliśmy już w Pasterce, tyle razy przeżywaliśmy Boże Narodzenie; no właśnie tyle razy; jaki jest zatem sens powtarzania tej samej historii wciąż i wciąż od nowa. Owszem, z jednej strony jest to przypomnienie wydarzenia sprzed 2000 lat, ale bardziej niż o przypomnienie chodzi nam o uobecnienie tej cudownej nocy, nie tylko przywołanie tamtego wydarzenia, ale o przeżycie na nowo, po raz kolejny, ale za każdym razem w całkowicie niepowtarzalny sposób '+' ks. Adam

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Z wdzięcznością za przeszłość


Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salomona; Salomon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse był ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

niedziela, 16 grudnia 2018

Program

Dzisiaj tylko (aż) piosenka. Decyzja zawsze należy do Ciebie. I od tej decyzji naprawdę wszystko może się zmienić. Nie zmienisz swojego życia staraniem, dążeniem, wysiłkiem. To trochę za mało i bardziej jako dodatek. Liczy się Twoje pragnienie - świadoma, wolna decyzja, na mocy której Pan Bóg z radością będzie działał w Twoim życiu.


Nie musisz być sam


Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: „Cóż mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni”. Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali Go: „Nauczycielu, co mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono”. Pytali go też i żołnierze: „A my, co mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie”. Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.
Dzisiejsza Ewangelia to zapowiedź jezusowej obietnicy: nie zostawię was sierotami. Dzięki Chrystusowi człowiek nie musi być sam. Samotność, która naznaczyła dzieje ludzkości od pierwszego nieposłuszeństwa, nie musi stać się naszym ostatecznym przekleństwem. Jezus posyła nam swego Ducha, byśmy mogli przezwyciężać, powodowane grzechem, osamotnienie. Napełniony Duchem człowiek nie musi udawać, że wszystko dobrze, ponieważ mocą Ducha Świętego wszystko może ułożyć się dobrze. Słyszymy dzisiaj: okaż miłosierdzie, nie rań drugiego, a przede wszystkim przyjmuj dar Ducha Świętego, żebyś już nigdy nie musiał być samotny '+' ks. Adam

sobota, 15 grudnia 2018

Znaki dla nas


Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: „Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.
Pytanie zasadnicze nie kryje się w 'czemu?' lub 'jak?' Bardziej chodzi o 'kiedy?' Bóg wypełnia każde swoje słowo. Wybiera czas, kiedy objawia nam Siebie. Ważne, by tego czasu nie przeoczyć. Dlatego Bóg nie tylko do nas mówi, ale daje też konkretne znaki, zapowiadające spełnienie się Jego słowa. Te znaki są nam dawane w szerokim wymiarze, dotyczącym wszystkich ludzi, ale i w bardzo intymnej więzi, odnoszącej się bezpośrednio do nas. Jedne i drugie mają nas obudzić i nie pozwolić przespać czasu przejścia Boga '+' ks. Adam

piątek, 14 grudnia 2018

Przejdzie samo


Jezus powiedział do tłumów: „Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest ono do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: "Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili". Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: "Zły duch go opętał". Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników". A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny”.
Kaprysy torują drogę marudzeniu. Dlatego najlepiej wystrzegać się jednego i drugiego. Tak, wystrzegać się. Bo nie jest to kwestia emocji, a naszej woli. Kiedy widzę, że zaczynam ciągle miauczeć, to trzeba dać sobie na wstrzymanie, nie czekając naiwnie, aż samo przejdzie. Samo to nam przejdzie życie. A reszta do nas należy '+' ks. Adam

czwartek, 13 grudnia 2018

Relacje z innymi - zadanie


Ten tydzień poświęcony jest, jak zapewne pamiętasz, Twojej relacji z innymi. Nie zawsze wszystko się udaje, ale warto próbować. Proponuję Ci powrót do starych, sprawdzonych sposobów. Na najbliższą niedzielę zaproś kogoś do siebie na popołudniową kawę/herbatę. Zrób to już dzisiaj, żeby Twój gość poczuł się wyjątkowo i żebyście mogli razem zaplanować ten czas. A żeby dodać tej chwili super wyjątkowości, zapraszam do przygotowania drobnych smakołyków.

Najpierw piosenka. Dzisiaj nietypowo. Jednak dobra piosenka (nawet jeśli napisana dla dzieci) niesie prawdę.



Moje propozycje są następujące:

Dla jednego człowieka


Jezus powiedział do tłumów: „Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha”.
Wielkość i małość to kategorie, które nie przystają do Królestwa Bożego. Wielki jest tylko Pan. Ale On daje nam udział w swojej potędze. I dlatego, nawet najmniejszy człowiek, mały, szary i wzgardzony w świecie, w Bogu może stać się wielkim. Każdy człowiek jest cenny dla Boga. I nie jest to pusty frazes. Śmierć Jezusa nie była zapłatą za miliony, ale za grzech każdego, pojedynczego człowieka. To z miłości do konkretnego człowieka, do Ciebie, Jezus przyjął krzyż '+' ks. Adam

środa, 12 grudnia 2018

Silny czy słaby?


Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.
Można zauważyć, że przyznanie się do utrudzenia traktujemy jak przyznanie się do porażki. Daleko bardziej wolimy przychodzić do Jezusa jako mocni, dający sobie radę, żeby nas pochwalił i postawił za wzór. Ale nie ma takiej potrzeby. Moc jest cechą Boga, nie nas. Nie ma się co silić na heroizm. Nasza siła płynie z Boga, nie z nas. Przyznanie się do słabości jest jednocześnie wyznaniem wiary, że dla Boga nie ma nic niemożliwego '+' ks. Adam

wtorek, 11 grudnia 2018

Wzrok nowego człowieka


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam : cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.
Mimo że Pan wie, co należy czynić, pozwala nam samym dotrzeć do prawdy. To dotarcie jest pozbywaniem się czysto ludzkiego wzroku na rzecz wzroku Boga. Logiką świata nie zrozumiemy Ewangelii, bo ona przekracza wszystko, co nam się wydaje, że wiemy. Tylko nowy człowiek w nas może przyjąć cały radykalizm Dobrej Nowiny, nie stając się fanatykiem '+' ks. Adam

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Prawdziwy cud

Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli przy tym faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i Jerozolimy. A była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać. Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: „Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga?” Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: „Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy powiedzieć: "Wstań i chodź?" Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” — rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga.
Największy cud? Wiadomo - uzdrowienie. A gdyby się tak głębiej zastanowić? Popatrz na koniec Ewangelii. Poszedł do domu, wielbiąc Boga. I to jest największy cud. Odnalazł swoje podstawowe powołanie. Tego nam bardzo brakuje. Zabiegamy o wszystko, a nie o Pana. Uwielbiać Go to nie tylko nasze zadanie, ale najsłodszy przywilej, bo w tym odnajdujemy swoją pełnię, swój sens. Cuda najbardziej pociągają. A powinien pociągać nas Pan '+' ks. Adam

niedziela, 9 grudnia 2018

Kolejne zadanie dla uczestników programu.


Najpierw piosenka.



Rzeczywiście to nie sztuka tracić czas i energię na tworzenie formy, zaniedbując treść. Rozpoczynasz II tydzień Adwentu. W naszym programie tydzień ten poświęcony jest Twojej relacji z innymi ludźmi.

Co jest nam potrzebne?


Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.
Jan Chrzciciel swe zadanie wypełnia na pustyni, a więc z dala od hałasu i pośpiechu świata; ubrany w pas wielbłądzi, żywiący się szarańczą. Nie chodzi teraz, byśmy naśladowali go w sposób dosłowny, choć jestem głęboko przekonany, że tego typu asceza jest nam jak najbardziej wskazana jako lekarstwo na zło. Pustynia to przestrzeń skupienia oraz modlitwy, uważnego wsłuchiwania się w słowo Boże, myślenia o Bogu. I tak samo ważne jest ubóstwo rozumiane jako dystans do rzeczy materialnych, ustawienie ich we właściwej relacji do Boga. Ubóstwo samo w sobie nie zaprowadzi nas do Boga. Chodzi o to, by Bóg stał się dla nas źródłem naszych decyzji, postaw. Człowiek ubogi to taki, który wszystko zostawił u Boga. Czy rzeczywiście musimy mieć wszystko? Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

sobota, 8 grudnia 2018

Mały słownik świąteczny

Święta, święta i … po świętach. Jak bumerang powraca wciąż pytanie o istotę świąt Bożego Narodzenia, dziś chyba nawet bardziej niż kiedyś, o to ze względu na szerzący się wciąż konsumpcjonizm naszej XXI-wiecznej globalnej wioski.
Zastanawia fakt, kiedy Boże Narodzenie straciło swoją „urzędową” moc stając się jedynie zlaicyzowanym świętem wielkiego lenistwa, świętem dni wolnych od szkoły czy pracy, świętem czasu, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić. Dlaczego Boże Narodzenie nie może już być rzeczywiście Bożym Narodzeniem? Dlaczego dochodzi do takich paradoksów, że w pewnym kraju, w imię wolności religijnej, by nie obrażać czyichś uczuć zabroniono publicznego używania zwrotu „Wesołych świąt Bożego Narodzenia”, zastępując go mniej rzucającym się w uszy klasycznym „wesołych świąt” – tylko jakich? A co z tysiącami uczuć wierzących uczniów Chrystusa, dla których te święta to czas naprawdę powtórnego narodzenia, wielkiej przemiany serc, czas, w którym „moc truchleje”, bo „Bóg się rodzi”? O tym niestety już nikt nie pomyślał. I nie myślą już o tym sami chrześcijanie, bo wyrosło już pokolenie, które nie wie, jak powinno wyglądać Boże Narodzenie, a starsi zdążyli się już przyzwyczaić do „luksusu” – lepiej przewegetować święta o niczym nie myśląc, niż włożyć trochę wysiłku, by w tym roku i już na zawsze było lepiej. Patrząc na to wszystko, można stwierdzić, że ludzie przekształcili Boże Narodzenie w swój kolejny bożek, dokonali chimerycznej metamorfozy, bo chcieli być szczęśliwi i chcieli wszystko zrobić po swojemu.

Pełnia łaski


Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!” Wtedy odszedł od Niej anioł.
Pełnia łaski to nie tylko tajemnica Bożego wyboru. Oczywiście, Pan Bóg działa według swojego zamysłu i otacza łaską wezwane osoby. Ale pełnia łaski to także otwartość Maryi. Najświętsza Dziewica, możemy powiedzieć, chciała tę pełnię przyjąć, była otwarta na pełnię. Trudno sobie wyobrazić, że Pan Bóg do nas przychodzi jedynie z jakąś cząstką łaskawości. On jest zawsze hojny. Ale jeżeli tej hojności nie chcemy, to jak ją otrzymać? Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

piątek, 7 grudnia 2018

Postawa i decyzja


Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida”. Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić”? Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.
Pan Jezus nie chce poklasku dla cudotwórcy. Chce miłości, a miłości nie buduje się na zachwytach, które dzisiaj są, a jutro znikają. Miłość nie jest ulotnym uczuciem, które zmienia się w zależności od okoliczności. Miłość jest postawą, jest pragnieniem dobra dla drugiej osoby. Dlatego, co czasem nas zadziwia, można kochać, nawet gdy jest się na kogoś złym. I na takiej miłości rodzi się też wiara, czyli decyzja, by w tę miłość inwestować, by jej nie utracić. O tym warto pomyśleć w tym adwentowym czasie '+' ks. Adam 

czwartek, 6 grudnia 2018

Program 'Żyje we mnie Chrystus' - zadania

Dzisiejsze zadanie ma dwie odsłony (na dziś i na jutro) oraz trzy sposoby wykonania. Każda wersja jest dobra i każda może być miła Panu Bogu. Wybierz tę, która Ci najbardziej odpowiada, albo którą po prostu jesteś w stanie wykonać. Ważne, żeby wykonać ją z miłością do Pana. Powodzenia.

Odsłona 1. Zadanie na dzisiaj (czwartek) - I Ty możesz zostać św. Mikołajem

1. Wersja light – wyślij charytatywnego sms. Możesz skorzystać np. z poniższych linków:

2. Wersja medium – złóż dowolną (drobną) ofiarę na dzieło misyjne Kościoła; możesz skorzystać ze strony http://missio.org.pl/pontyfikat/

Słysząc głos Pana


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.
Zgodę na pełnienie woli Bożej łączymy, niestety, najczęściej z entuzjastycznie wybujałym ceremoniałem dworski. Łatwo wydawać z siebie napuszone zapewnienia, okraszone wszystkimi 'och' i 'ach'. Trudniej zrobić to w prostocie, w zwyczajności. Nie musisz od razu zapewniać, że całe swe życie oddasz Panu. Zacznij od tego, co masz dziś. Dzisiaj wypełnij wolę Pana. Jaką? To musisz rozeznać. Proś Ducha Świętego, o potrzebne dary, żebyś usłyszał głos Pana i byś ochoczo na niego odpowiedział '+' ks. Adam

środa, 5 grudnia 2018

Zdumienie


Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając ze sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Na to rzekli Mu uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?” Jezus zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.
Zdumienie Panem i Jego mocą może stać się początkiem nowej drogi wiary. Ale zatrzymanie się tylko na tym, prowadzi jedynie do poszukiwania nowości, do zaspokajania coraz to nowych głodów wrażeń, emocji, potrzeb. Istotą wiary nie jest zdumienie Panem, ale sam Pan. Wszystko, co daje nam Pan, ma nas prowadzić do Niego, a nie do naszych wyobrażeń o Nim. Pan wielokrotnie dawał i daje dowody swojej stałej troski o nas. Jego hojność przewyższa nasze oczekiwania. Dołóż starań, by Twoje zdumienie było wciąż żywe i by prowadziło Cię do Niego '+' ks. Adam

wtorek, 4 grudnia 2018

Prostaczek


Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.
Radość w Duchu Świętym nie jest zwyczajnym upustem emocji. To dar Ducha Miłości. Dar, który jednoczy nas z Ojcem i daje pewność Jego miłości. Rozradowany w Duchu Jezus wysławia Ojca i w ten sposób ujawnia się pragnienie Trójcy Świętej, by wszystko odnowić w miłości. Ta prawda nie jest do objęcia mądrością tego świata. Trzeba stać się prostaczkiem, to znaczy, ufnym i pokornym dzieckiem Boga '+' ks. Adam

poniedziałek, 3 grudnia 2018

W gotowości


Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź", a idzie; drugiemu: "Chodź tu", a przychodzi; a słudze: "Zrób to", a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”.
Dzisiejsza Ewangelia potwierdza hojność i niesamowitą gotowość Pana, do wypełnienia swoich obietnic. Mój sługa choruje - Przyjdę i uzdrowię go. Nie ma pytań o przygotowanie, o dyspozycję, o zdecydowanie. Jezus jest gotowy. Już, teraz. Zapominając o tej gotowości, stawiamy na siebie. I to jest przeszkoda dla Bożego działania. Ciekawe, że jedyną przeszkodą możemy być my sami '+' ks. Adam

niedziela, 2 grudnia 2018

Podnieście głowy


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.
Pan Jezus nie pozostawia nas w ludzkim przerażeniu, słowo Boże wskazuje nam na niebo, dlatego słyszymy: nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie, oto nadchodzą dni kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź – mówi Pan. I słowa te nie są przenośnią. Właśnie w takiej scenerii, nadzwyczajnych znaków, wypełni się zapowiedź Pana, który powtórnie przyjdzie w chwale. Dlaczego? Nie wiemy, może dlatego, by ostatecznie pobudzić ludzi do nawrócenia, może dlatego, że wypełni się Boża sprawiedliwość, nieważne dlaczego, ważne, byśmy ten dzień dobrze przeżyli '+' ks. Adam

sobota, 1 grudnia 2018

Przyjdzie


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym”.
Dzień ostateczny przychodzi. To pewne. Nie wiadomo tylko, jakim dla nas się okaże. I to nie z powodu naszej niewiedzy co do przyszłości. Odpowiedź kryje się w nas. To my decydujemy, jakim jest dzień nasz ostatni. Jeśli chcemy żyć z Jezusem, to nie ma znaczenia, kiedy ten dzień przyjdzie i na pewno nie musimy się go obawiać. Jutro kolejny Adwent, może już ostatni. Warto coś zrobić '+' ks. Adam

piątek, 30 listopada 2018

Andrzejkowe wróżby

A oto dla Ciebie 'wróżba' - obietnica Pana, z nią nic równać się nie może: Iz 49,16


W marzeniach


Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
Czasem, z obawy przed zawodem, unikamy marzeń. Wolim pozostać na twardym gruncie, przynajmniej się nie sparzymy - tak sobie myślimy. A przecież życie bez marzeń może stać się nie do zniesienia. I może zamknąć nas na Pana. Bóg nigdy nie przekreśla naszych ludzkich marzeń. On je udoskonala, wypełnia, nadaje im konkret, by nie stały się ulotnymi mrzonkami, lecz by przekształciły się w wielkie pragnienia. Trzeba tylko natychmiast pójść za Panem '+' ks. Adam

czwartek, 29 listopada 2018

Żyje we mnie Chrystus

Na tegoroczny Adwent mamy przygotowany program formacyjny 'Żyje we mnie Chrystus'. Tym razem przyzywamy szczególnej pomocy św. Pawła Apostoła. Na każdy dzień przygotowany jest fragment z listów pawłowych oraz zadanie do wykonania. Zapraszam do podjęcia tego programu. Zgłoszenia mailowo lub fb '+' ks. Adam


Kiedy?


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane. Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.
Nie jest ważne pytanie 'kiedy?', ale 'co?', a właściwie 'kto?'. Na kogo czekamy? Kim jest dla nas Ten, który przychodzi? Co z tego, że będziemy znać datę, jeśli nie wykorzystamy czasu przygotowania. Jeśli prawdziwie czekamy na Pana, i jeśli wierzymy, że On jest Bogiem, to czas przestaje mieć znaczenie. Tęsknię za Panem, ale i tu mogę dla Niego żyć i pracować '+' ks. Adam

środa, 28 listopada 2018

Nie spadnie włos


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.
Będą was prześladować, ale włos z głowy wam nie spadnie. Jak to? Przecież nawet dzisiaj giną chrześcijanie. Włos z głowy wam nie spadnie? Życie nasz to coś znacznie więcej niż życie tu, na ziemi. Ocalamy życie, gdy wybieramy niebo. Świat jest dla nas tylko przystankiem w długiej podróży wieczności. Owszem, nie mamy szukać prześladowań, ale też nie musimy z lękiem przed nimi uciekać. Z Bogiem włos z głowy nam nie spadnie '+' ks. Adam

poniedziałek, 26 listopada 2018

Cały Twój


Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki. I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.
Wrzucić więcej? Żyć więcej? To jest właśnie nasze zadanie. Łatwiej, oczywiście, zrobić tyle, ile człowiek musi, dać tyle, ile musi. Ale co zrobić, gdy nie można nawet tego? Jak dać więcej. Odpowiedź kryje się w sercu człowieka. Dajemy więcej, jeśli serce należy do Boga, bez żadnych utajonych małych druków. Po prostu: cały Twój '+' ks. Adam

czwartek, 22 listopada 2018

Czas nawiedzenia


Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.
Niezmiernie rzadko wspominają Ewangelie o płaczu Jezusa. Tym bardziej trzeba chwilę zatrzymać się nad nim. Czy płacz Pana jest uzasadniony? I to nad całym miastem? Widać pewną sprzeczność. Z jednej strony Jeruzalem nie rozpoznało czasu swojego nawiedzenia, ale z drugiej został on zakryty. Jak rozpoznać coś, co nie jest widoczne? Czy to w ogóle możliwe? Otóż, owo rozpoznanie jest możliwe tylko dzięki Jezusowi. Jeśli nie rozpoznajemy czasu, to dlatego, że nie znamy Pana, lub więcej, nie chcemy Go znać. I dlatego Jezus płacze. Człowiek, dla którego On umiera, nie chce Go znać, sam siebie skazując na zagładę '+' ks. Adam

środa, 21 listopada 2018

W działaniu


Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: "Zarabiajcie nimi, aż wrócę". Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: "Nie chcemy, żeby ten królował nad nami". Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: "Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: "Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami". Także drugi przyszedł i rzekł: "Panie, twoja mina przyniosła pięć min". Temu też powiedział: "I ty miej władzę nad pięciu miastami". Następny przyszedł i rzekł: "Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał". Odpowiedział mu: "Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał". Do obecnych zaś rzekł: "Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min". Odpowiedzieli mu: " Panie, ma już dziesięć min". Powiadam wam: "Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach". Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.
Strach potrafi zablokować najszczersze pragnienia. Zabiera nam wolność, czyniąc z nas ślepo żyjących niewolników. Strach przed konsekwencjami decyzji, postaw, myśli każe siedzieć w miejscu i czekać, aż się coś samo zrobi. Wszystkie umiejętności, talenty, dary nie mają szansy zakwitnąć w nas. Człowiek żyje, bo żyje. Ale po co? Trudno wyczuć. Jesteśmy wolni i dlatego możemy śmiało działać, nawet popełniając błędy '+' ks. Adam

wtorek, 20 listopada 2018

Sykomory


Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Różne tłumy i różne niskie wzrosty stają nam na drodze do Jezusa. Można siąść i płakać. Ale można też poszukać sykomory. To jest piękne w naszym życiu, że raz po raz Pan posadził nam na drodze sykomory. Wystarczy chcieć się wspiąć, na którąś z nich, by dojrzeć Pana, który koniecznie musi zatrzymać się w naszym domu. Nie musisz być gotowy, wystarczy, że chcesz '+' ks. Adam

poniedziałek, 19 listopada 2018

By wiedzieć


Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.
Ważne, żeby wiedzieć, kogo prosić i ważne, żeby wiedzieć, o co prosić. Bo najczęściej zachowujemy mgliste o tym wyobrażenia. Jeśli wiesz, Kogo prosisz, to nie będziesz wpadał w zniechęcenie, we frustrację czy w smutek. Jeśli wiesz, o co prosisz, to po pierwsze, szybko dowiesz się czegoś o samym sobie, a po drugie, szybko się przekonasz, jak hojny jest Ten, którego prosisz '+' ks. Adam

niedziela, 18 listopada 2018

W oczekiwaniu


Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.
Najczęstszą naszą reakcją na zapowiedź końca świata jest albo niedowierzanie albo też lęk przed tym co nieznane, a co Jezus przedstawia w przerażającym obrazie klęsk, katastrof. Tyle, że Pan Jezus nie chce nas straszyć, ani nie chce sprawiać wrażenia jakoby dzień sądu ostatecznego należał jedynie do wymyślonych mitów tworzonych ku przestrodze. On zwraca naszą uwagę na to, że ów dzień jest bardzo ważnym czasem w życiu każdego człowieka, i do tego dnia trzeba się należycie przygotować, nie można pozwolić sobie na to, by dzień ten przybliżał się do nas niezauważony. Zauważmy, że Jezus nie podaje konkretnej daty końca czasów, dlatego, że ważniejsze dla człowieka jest to, by wiedział, co nadchodzi, jaki dzień przybliża się, niż kiedy. Bo cóż z tego, że będziemy znać dokładny czas przyjścia Chrystusa, jeśli dzień ten budzi w nas tylko trwogę i strach, jeśli myślimy o tym dniu , jako o dniu zemsty Boga, kiedy wreszcie Bóg będzie mógł się poznęcać nad człowiekiem za jego słabości, a nie rozpoznajemy w tym dniu czasu zwycięstwa Jezusowej miłości, czasu spotkania dzieci ze swym najukochańszym Ojcem, wreszcie jako czasu nadziei dla nas słabych, upadających, skrzywionych grzechem pierworodnym, kaleczonych ciężarem zła, nadziei na całkowicie wolne życie dzieci Bożych, nadziei na nieskończone Boże miłosierdzie '+' ks. Adam

sobota, 17 listopada 2018

Naprzykrzając się Panu


Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: "Obroń mnie przed moim przeciwnikiem". Przez pewien czas nie chciał Lecz potem rzekł do siebie: "Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie". I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”
Wytrwałość - niesamowicie nielubiana cecha w dzisiejszych czasach. Rób i giń - mówią dzisiaj. A Pan powtarza - podejmij drogę, bądź wytrwały. Dzisiejsza Ewangelia podpowiada ponadto, by tę wytrwałość ćwiczyć w postawie ubogiej wdowy. Mając świadomość, że sami sobie nie poradzimy, mamy z wytrwałością 'naprzykrzać się' Panu, przypominać Mu o sobie '+' ks. Adam

piątek, 16 listopada 2018

Na końcu


Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona”. Pytali Go: „Gdzie, Panie?” On im odpowiedział: „Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy”.
Nasze wyobrażenia o końcu świata znacząco różnić się będą od rzeczywistości. W końcu mamy do czynienia z tajemnicą, a tajemnica to tajemnica. Dlatego Jezus zachęca do czujności. Nie musimy wiedzieć jak, ani kiedy. Wystarczy, że wiemy, iż zjawi się na pewno. Resztę trzeba umieć i chcieć zostawić Jemu '+' ks. Adam

czwartek, 15 listopada 2018

W nas


Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: "Oto tu jest" albo: "tam". Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”. Do uczniów zaś rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: "Oto tam" lub: "oto tu". Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego. Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”.
Królestwo Boże, na szczęście, nie jest królestwem tego świata. Nie pojmie się go logiką ludzką. Potrzebna jest do tego wrażliwość nowego człowieka, odrodzonego mocą Ducha Świętego. I o taką wrażliwość mamy prosić, warto prosić, by nie oddać się temu światu bez reszty. Łatwo uwierzyć, że wszystko wypełnia się tylko i wyłącznie na tym świecie. Ale stąd właśnie bierze się rozpacz, lęk, frustracja, wątpliwości. Nie chodź tam, nie biegnij za tym. Królestwo Boże jest w nas '+' ks. Adam

Free Contact Form