czwartek, 30 kwietnia 2015

Kogo wybrał Pan?

Kiedy Jezus umył uczniom nogi, powiedział im: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować. Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz /potrzeba/, aby się wypełniło Pismo: Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę. Już teraz, zanim się to stanie, mówię wam, abyście, gdy się stanie, uwierzyli, że Ja jestem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.
Pomyśl sobie, że kiedy Jezus wypowiadał te słowa, miał na myśli ciebie: Ja wiem, kogo wybrałem. Najpierw postaraj się sam sobie odpowiedzieć: kogo we mnie wybrał Jezus? Nie jest to łatwe pytanie, bo najczęściej ulegamy skrajnościom - albo stawiamy się w centrum, albo całkowicie się niszczymy. Pomyśl o tym, kim jesteś, tak naprawdę, bez masek, bez udawania, bez grania ról. A teraz pomyśl o tym, co w Tobie widzi Jezus? On wie, kogo wybrał. Wie, kim jesteś. Nie musisz udawać, nie musisz nic udowadniać. On Cię zna '+' ks. Adam

środa, 29 kwietnia 2015

Oczyszczeni

Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu. Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.
Stosunkowo łatwo wpadamy w pułapkę strachu przed karą za grzechy. Wydaje się nam, że Pan tylko czeka, żeby nas ukarać. Jakby Bogu zależało na cierpieniu. Paradoks jest taki, że wyznając grzechy, mocą Bożą obezwładniamy grzech, on nie ma władzy nad nami. I sam Bóg oczyszcza nas z nieprawości. To na tym zależy Jezusowi. Byśmy byli czyści, i to nie własną mocą, ale Jego '+' ks. Adam

wtorek, 28 kwietnia 2015

Chrześcijanie

Ci, których rozproszyło prześladowanie, jakie wybuchło z powodu Szczepana, dotarli aż do Fenicji, na Cypr i do Antiochii, głosząc słowo samym tylko Żydom. Niektórzy z nich pochodzili z Cypru i z Cyreny. Oni to po przybyciu do Antiochii przemawiali też do Greków i opowiadali Dobrą Nowinę o Panu Jezusie. A ręka Pańska była z nimi, bo wielka liczba uwierzyła i nawróciła się do Pana. Wieść o tym doszła do uszu Kościoła w Jerozolimie. Wysłano do Antiochii Barnabę. Gdy on przybył i zobaczył działanie łaski Bożej, ucieszył się i zachęcał wszystkich, aby całym sercem wytrwali przy Panu; był bowiem człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary. Pozyskano wtedy wielką liczbę [wiernych] dla Pana. Udał się też do Tarsu, aby odszukać Szawła. A kiedy [go] znalazł, przyprowadził do Antiochii i przez cały rok pracowali razem w Kościele, nauczając wielką rzeszę ludzi. W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami.
Chrześcijanin - należący do Chrystusa, ktoś Chrystusowy. Antiochia powinna stawać się dla nas wyzwaniem, aby ktoś patrząc nasze zachowanie, decyzje, wybory, poznał, że należymy do Chrystusa. Jest to nasza wspólna bolączka, że wciąż odrywamy życie wiary od życia ludzkiego, codziennego. I w zasadzie nie mamy problemu by nazywać się wierzącymi, także wtedy, gdy czynimy coś zupełnie przeciwnego wierze. I nie trzeba tu wcale wielkich spraw. Chodzi o to, by w tym co zwykłe i proste, całym sercem wytrwać przy Panu '+' ks. Adam

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Ukochany Pasterz

Jezus powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca.
Jeśli myślisz, że wreszcie masz wolne, bo Jezus 'dokopał' księżom, to jesteś w wielkim błędzie. Pierwsza prawda, która przebija z całej wielkiej mowy Chrystusa (powyższy fragment jest tylko jej częścią) to taka, że tylko Jezus jest Dobrym Pasterzem - nikt nie jest dobry oprócz Boga - powie na innym miejscu. Jeśli odważamy się mówić o wielkości, dobroci czy świętości w odniesieniu do człowieka, to tylko dlatego, że to Bóg, który jest wielki, potężny, święty, dobry chce nas napełniać Sobą. Człowiek nosi w sobie tchnienie Boga - zachęcam do pierwszych wersetów Księgi Rodzaju. Każdy, kto mieni siebie pasterzem, dodatkowo jeszcze w oderwaniu od Jedynego Pasterza, jest najemnikiem. Zależy mu na sobie, a nie na owcach. 
I jeszcze słowo odnośnie to niezwykłego wyznania Jezusa: Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Pan jest całkowicie wolny i dlatego nawet śmierć nie ma nad nim władzy. Pan niejako czyni wolą Boga to, co do natury i istoty Boga nie należy: cierpienie, śmierć, zło. Pan sam zgadza się, by zło weszło w historię Jego życia, choć On nie ma nic wspólnego ze złem. Przeżywamy wiele problemów, trudności. Postaraj się powiedzieć jak Jezus: Ja to sam oddaje Ojcu w ofierze - świat nie ma nade mną władzy '+' ks. Adam

niedziela, 26 kwietnia 2015

Słowo miłości

Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest.
Słowo Boga nie jest zwykłym przekazem treści, zapewnienia, zachęty. To Słowo ma moc stwórczą. Gdy Bóg nazywa nas swoimi dziećmi, to my stajemy się nimi rzeczywiście. Świat nie zna tego Słowa, i Go nie przyjmuje. Nam także zdarza się, jako że niestety czasem chcemy należeć do świata, odrzucać Słowo, albo przyjmować Je jako słowo ludzkie. Nie ujawniło się jeszcze to, co nas czeka i może dlatego obecny czas uznajemy za pełnię. I dlatego wciąż mamy przypatrywać się Miłości, którą obdarzył nas Ojciec i którą On jest '+' ks. Adam

sobota, 25 kwietnia 2015

Kto uwierzy

Jezus ukazawszy się Jedenastu rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły.
Niesamowita tajemnica miłości Ojca i Syna została wyrażona lakonicznym stwierdzeniem: Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Z jednej strony trudno mówić o czymś, co jest nie do powiedzenia, co w pewnym sensie jest niewyrażalne. Z drugiej zaś, to krótkie zdanie mówi wszystko, co powinno wyrażać. Jezus posłuszny woli Ojca, powrócił tam, skąd wyszedł. Wypełnił obietnicę zapowiadaną wielokrotnie w Starym Przymierzu. Pojednał nas z Bogiem. I wstawia się za nami jako nasz Obrońca, nasz Pośrednik. A naszą wiarę potwierdza znakami i cudami, aby nikt nie musiał mieć wątpliwości. Kto uwierzy i przyjmie chrzest. No właśnie. Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

piątek, 24 kwietnia 2015

Na wzór Pawła

Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił. W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Ananiaszu! - przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: Jestem, Panie! A Pan do niego: Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli. /I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał/. Panie - odpowiedział Ananiasz - słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Idź - odpowiedział mu Pan - bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia. Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły. Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym.
Dwie sprawy. Czasem warto byłoby się pomodlić o takie zrzucenie z konia dla nas samych. A to dla orzeźwienia naszego spojrzenia na Pana, na świat, na siebie. Zbyt łatwo wiemy, jak powinno być i to bywa dla nas zgubne. Druga rzecz - nasze więzi. Potrzebujemy człowieka i jesteśmy potrzebni komuś. Pan nieustannie posyła nam kogoś, swoich posłańców, którzy przynoszą nam Jego łaskę. Ale i my mamy stawać się posłańcem dla innych. A tu trzeba otwartości na Ducha i zgody na zrzucanie z konia, ilekroć sami decydujemy o celu naszej wyprawy '+' ks. Adam

czwartek, 23 kwietnia 2015

Sługa przyjaciel

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
Sługa - niemodne słowo i niemodny styl. A przyjaciel Boga? Już lepiej. Ale przecież przyjaźń nie wyklucza służby, wręcz ją zakłada. Przyjaciel chce dobra dla swojego przyjaciela; a w braterskiej miłości nie wymawia się od służenia. Być przyjacielem to być z przyjacielem i dla przyjaciela, a więc być tam, gdzie przyjaciel, fizycznie czy duchowo. A więc przyjaciel to sługa, to ten, kto jest przy Panu '+' ks. Adam

środa, 22 kwietnia 2015

Od prześladowania do radości

Po śmierci Szczepana wybuchło wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem Apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii. Szczepana zaś pochowali ludzie pobożni z wielkim żalem. A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety, i wtrącał do więzienia. Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście.
W pierwszym odruchu uznamy prześladowanie Kościoła za ogromne przelanie niewinnej krwi. I rzeczywiście krew męczenników woła nieustannie do Boga. I wołanie nie pozostaje bezowocne. Prześladowania młodego Kościoła zaowocowały rozprzestrzenianiem się Ewangelii. Apostołowie, uciekając przed śmiercią, docierali na krańce świata, głosząc, że Pan prawdziwie zmartwychwstał. I tak pozorna klęska przeradzała się w wielkie zwycięstwo. I tak jest dzisiaj. Oczywiście mamy łączyć się z naszymi prześladowanymi braćmi, choćby w Syrii, Iraku czy Chinach, mamy obejmować ich miłosierną miłością, ale jednocześnie nie możemy przestać wierzyć, że krew męczenników jest zasiewem nowych chrześcijan '+' ks. Adam

wtorek, 21 kwietnia 2015

Perspektywa nieba

Szczepan mówił do ludu i starszych, i uczonych: Twardego karku i opornych serc i uszu! Wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu. Jak ojcowie wasi, tak i wy! Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali. Wy, którzy otrzymaliście Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz nie przestrzegaliście go. Gdy to usłyszeli, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego. A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga. A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: Panie Jezu, przyjmij ducha mego! Szaweł zaś zgadzał się na zabicie Szczepana.
Dowód na to, że prawdziwa miłość niszczy zło? Bardzo proszę. Św. Szczepan wraz ze św. Pawłem jednym głosem uwielbiają teraz Pana. Ani pierwszy nie czuje gniewu, ani drugi wstydu. Obaj kochają prawdziwą miłością; kochają Pana i kochają siebie nawzajem. Nie wszystko tu na ziemi będzie proste, ale w niebie tak. Grunt to nie tracić perspektywy nieba, będąc jeszcze na ziemi '+' ks. Adam

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Ludzie o anielskich twarzach

Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej /synagogą/ Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego /natchnienia/ przemawiał. Podstawili więc ludzi, którzy zeznali: Słyszeliśmy, jak on mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu. W ten sposób podburzyli lud, starszych i uczonych w Piśmie. Przybiegli, porwali go i zaprowadzili przed Sanhedryn. Tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali: Ten człowiek nie przestaje mówić przeciwko temu świętemu miejscu i przeciwko Prawu. Bo słyszeliśmy, jak mówił, że Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał. A wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali się mu uważnie i zobaczyli twarz jego podobną do oblicza anioła.
Do kogo jesteś podobny? Otóż, najpierw jesteś podobny do Boga, albo masz odświeżyć w sobie podobieństwo do Boga. Kiedy wpatrujemy się w Pana i nasza twarz, tak jak u Szczepana, staje się anielska, niebiańska. Nie unikniemy krzywdzących osądów, złych opinii, trudnych i bolesnych doświadczeń. Ale możemy to przetrwać z anielskim obliczem, świadomi, że sam Bóg wystarczy '+' ks. Adam

niedziela, 19 kwietnia 2015

Najcenniejszy dar

Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami. Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone.
Ta stanowcza i pełna mocy mowa Piotra jest odpowiedzią na zadziwienie ludu wobec pierwszych znaków i cudów, dziejących się już po wniebowstąpieniu Pana. Piotr i Jan, udając się na modlitwę do świątyni, zostają zaczepieni przez chorego człowieka. Na jego prośbę o jałmużnę, odpowiadają najcenniejszym darem: Wstań i chodź! - mocą Jezusa. Prawdziwym skarbem jest ożywiająca i uzdrawiająca obecność Pana. Przyjąć ją mogą tylko ludzie Prawdy. Dlatego słyszymy: zaparliście się Świętego. Czy usłyszymy, że to także do nas? Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

sobota, 18 kwietnia 2015

Ryzyko nocy

Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się! Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego uczniowie zostawili Jezusa, dlaczego wsiedli do łodzi bez Niego? Może im kazał, może się spieszyli, może zwykła ludzka pomyłka. Nie jest to aż tak ważne. Ważne, żebyś zapamiętał: gdzie nie ma Jezusa, tam jest noc, tam są ciemności. Kiedy odłączamy się od Pana, narażamy się na ciemności. Oczywiście Jezus wchodzi nawet w nasze noce, przynosząc nam pokój. Jednak czasem nie warto narażać się na ryzyko nocy '+' ks. Adam

piątek, 17 kwietnia 2015

Współpraca z Panem

Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
Pan nie daje gotowych rozwiązań. Daje człowiekowi zmysł wiary i daje wolną wolę. Dzięki temu człowiek może wzrastać na drodze do Ojca, a nie tylko zaliczać kolejne etapy tej drogi. Jezus wie, co należy czynić, jednak zaprasza nas do kreatywności, do zdrowej aktywności, do swoistej improwizacji. Życie wiarą nie wieje nudą, wręcz przeciwnie, wyzwala w człowieku nowe pokłady zdolności, energii, entuzjazmu, także wtedy, gdy życie codzienne wydaje się być ciężarem nie do uniesienia. Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

czwartek, 16 kwietnia 2015

Moc Ducha

Gdy słudzy przyprowadziwszy apostołów, stawili ich przed Sanhedrynem, arcykapłan zapytał: Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka? Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr i Apostołowie. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni. Gdy to usłyszeli, wpadli w gniew i chcieli ich zabić.
Zło zawsze zatacza coraz szersze kręgi. Starszyzna żydowska trwała w zaślepieniu nawet wtedy, gdy fakty były jasne. Łańcuch zła nie jest jednak taki łatwy do przerwania, przynajmniej takie stwarza pozory. Bóg daje szansę powrotu, ale człowiek musi chcieć z niej skorzystać. Duch daje moc, lecz nie wszyscy ją przyjmują. Apostołowie, napełnieni tą mocą, są dla nas drogowskazem. Duch niszczy lęk i wątpliwości, a daje pewność, że Zmartwychwstały czuwa nad nami '+' ks. Adam

środa, 15 kwietnia 2015

Potępieni?

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.
Przeraża wizja Boga potępiającego. Jednak wizja ta nie ma nic wspólnego z prawdą, co najwyżej z działaniem złego ducha. Tak naprawdę to człowiek sam się potępia, gdy dobrowolnie zamyka się na światło wiary, na łaskę Pana. Bóg chce, by każdy miał życie wieczne. Kto z niego rezygnuje, ten nie potrzebuje już kary, bo nie ma większego nieszczęścia od życia bez Boga, bez Jego miłości. Dlatego tak naprawdę ludzie niewierzący, czy też udający, że Boga nie ma, są godni wszelkiego współczucia i naszej szczerej troski. Co mają z tego życia? Co ich wypełnia? Gdzie ich siła? Idźmy ze światłem tam, gdzie ciemność jest jeszcze na piedestale '+' ks. Adam

wtorek, 14 kwietnia 2015

Podzielić się sobą

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Tak Józef, nazwany przez Apostołów Barnabas, to znaczy Syn Pocieszenia, lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów.
Duch Święty wprowadza nową jakość życia. I choć przydałoby nam się fizyczne powtórzenie tej sytuacji z Dziejów Apostolskich, to warto przyjąć ją także na sposób duchowy. Każdy wnosi do wspólnoty swój dar, swój majątek. W ten sposób wspólnota jest bogata różnorodnością. Nikomu niczego nie brakuje, bo wszelkie braki jednych są zaspokajane bogactwem innych. Druga rzecz to taka, by zdobyć się na tę odwagę ofiarowania wspólnocie tego, co ma się najcenniejszego i daje nam poczucie bezpieczeństwa. Potrzeba powiewu Ducha '+' ks. Adam

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Uwierzyć teraz

Piotr i Jan uwolnieni przybyli do swoich i opowiedzieli, co do nich mówili arcykapłani i starsi. Wysłuchawszy tego podnieśli jednomyślnie głos do Boga i mówili: Wszechwładny Stwórco nieba i ziemi, i morza, i wszystkiego, co w nich istnieje, Tyś przez Ducha Świętego powiedział ustami sługi Twego Dawida: Dlaczego burzą się narody i ludy knują rzeczy próżne? Powstali królowie ziemi i książęta zeszli się razem przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi. Zeszli się bowiem rzeczywiście w tym mieście przeciw świętemu Słudze Twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i pokoleniami Izraela, aby uczynić to, co ręka Twoja i myśl zamierzyły. A teraz spójrz, Panie, na ich groźby i daj sługom Twoim głosić słowo Twoje z całą odwagą, gdy Ty wyciągać będziesz swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów przez imię świętego Sługi Twego, Jezusa. Po tej modlitwie zadrżało miejsce, na którym byli zebrani, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże.
Kiedy się czyta Dzieje Apostolskie, może powstać czasem takie złudzenie, że ów okres został definitywnie zakończony. A przecież wielokrotnie możemy doświadczyć mocy Ducha Świętego, który napełnia zwykłych ludzi mądrością, odwagą, światłem, roztropnością. Przywoływanie tamtego czasu ma nas otworzyć na tu i teraz. Skoro Obietnica Pana spełniała się w pierwszych dniach Kościoła, to o ileż bardziej teraz, gdy orędują za nami tysiące świętych, którym Pan nie odmówi swej łaski '+' ks. Adam

niedziela, 12 kwietnia 2015

Z miłością

Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził, i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie. Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo, bo jest prawdą.
Przykazania nie są ciężkie? Nie do końca. Wie o tym każdy, kto próbował je sumiennie wypełniać. Czyżby zatem św. Jan prowokował? Nie. Jan czerpie swą wiedzę z Serca Jezusa, na którym spoczywał w czasie Ostatniej Wieczerzy. I tam właśnie poznał, że wierząc w Jezusa i Jezusowi, otrzymujemy miłość, a miłość jest doskonałym wypełnieniem przykazań. Kto przyjmuje Boga, przyjmuje też siłę, by żyć według przykazań, a nie według własnego pomysłu. Dzisiaj przeżywamy Święto Bożego Miłosierdzia. Św. Faustyna przekazała nam obietnicę, że o cokolwiek poprosimy Boga w tym dniu, to nam się spełni. Trzeba prosić z wiarą w Boże miłosierdzie i trzeba prosić konkretnie. A więc do dzieła! Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

sobota, 11 kwietnia 2015

Światło w świetle

Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!
Wiara nigdy i dla nikogo nie jest, nie powinna być, czymś łatwym. Nawet najbliżsi uczniowie nie przyjęli tajemnicy zmartwychwstania z jakąś lekkością. To Bóg daje światło, ale tego światła nie dostrzeżemy bez światła wiary. Paradoks. Trzeba uwierzyć, żeby przyjąć i trzeba przyjąć, żeby wierzyć. Jednak w końcu, ci którzy zdobędą się na wytrwałość, ujrzą Zmartwychwstałego i wtedy nie trzeba będzie już nic tłumaczyć '+' ks. Adam

piątek, 10 kwietnia 2015

Pan i trud

Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.
Choć Jezus sam zadbał o posiłek, to jednak każe uczniom przynieść owoc ich posłuszeństwa i trudu. Pan sam troszczy się o wszystko i niczego nie potrzebuje. Ale chce, by człowiek współdziałał z Nim, by poczuł się Jego przyjacielem, towarzyszem, 'partnerem'. Pan da Ci wszystko, co potrzebne, ale nie musisz czekać z założonymi rękami. Podejmij trud wypłynięcia na jezioro swojego życia, podejmij trud zarzucenia sieci nawet wtedy, gdy poprzedni połów zakończył się porażką. Pozwól działać Panu, a sam wsłuchuj się w Jego głos '+' ks. Adam

czwartek, 9 kwietnia 2015

Świadek

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.
Pierwsze dary Zmartwychwstałego to: pokój i radość. Pan wchodzi w codzienność człowieka. Przychodzi pośród prostych, zwykłych spraw. Przynosi swój pokój, który zarazem jest ponownym powołaniem. Pan wzywa, by stawać się Jego świadkiem. Jeżeli nasza zwyczajność, przemieniana przez Pana, staje się wielką radością, to nie możemy zachować tego dla siebie. Trzeba dokładać starań, by inni doświadczyli takiej radości pośród swojej codzienności. Jesteś świadkiem, masz stawać się świadkiem '+' ks. Adam

środa, 8 kwietnia 2015

By nam się nie wydawało

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Ileż to razy nam się wydawało i nadal bardzo często się wydaje, że wiara powinna zrobić to czy tamto, że Pan powinien zadziałać tak albo inaczej? Niezmiennie budujemy na własnych oczekiwaniach, co, zwłaszcza na płaszczyźnie wiary, jest toksyczne. Problem zaczyna się, gdy częściej zauważamy siebie, niż Pana, myślimy o sobie, nie o Panu, w wierze obserwujemy siebie, nie Pana. A Pan wymyka się takim 'oczom', jak niegdyś zniknął z oczu Apostołom. Poznajemy Pana przy łamaniu chleba, a nie własnym sposobem. Pan kroczy z nami nieustannie, przyłącza się często jako nieznajomy wędrowiec i choć zmysły pozostają ślepe, nasze serce dobrze wie, co się dzieje. I dlatego trzeba powracać do źródła, czyli do Eucharystii, by widzieć Pana, nie siebie '+' ks. Adam

wtorek, 7 kwietnia 2015

Na głos Pana

Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy /tak/ płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział.
Dziwne, że Maria Magdalena nie poznała Pana, stojącego tak blisko niej. Zmartwychwstanie rozpoczyna nowy etap dzieła stworzenia. Jezus wzywa każdego po imieniu i dopiero na Jego głos człowiek jest w stanie rozpoznać Pana. Wiara nie jest dziełem człowieka, jest łaską. Wiara jest głosem Zmartwychwstałego Pana, na który my możemy odpowiedzieć, dzięki któremu my możemy odpowiedzieć. Pana nie można zatrzymać dla siebie. Trzeba się Nim dzielić jak Chlebem, który daje życie wieczne '+' ks. Adam

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Więź z Panem

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: Witajcie. One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą. Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.
Fakt pustego grobu zawsze będzie budził przeróżne reakcje. Przecież nie o sam pusty grób chodzi, ale o więź ze Zmartwychwstałym. Kilka obrazków. Kolejka do spowiedzi, ostatnie chwile przed świętami, wiadomo, raz do roku trzeba. Podchodzę do osoby, bawiącej się telefonem. Mówię, że nie wypada. Wielkie oczy. Zdziwienie. Wielki Piątek. Adoracja Krzyża tak, do Komunii - już niekoniecznie. Zdziwienie. Błogosławieństwo pokarmów. Mimo uprzednich zachęt i pouczeń, kilku śmiałków z uporem żegna się przy słowach: pobłogosław to mięso. Zdziwienie. Gdzie nie ma więzi z Panem, tam jest pogaństwo, w przeróżnych formach. Już niewiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Niby w Wielkanoc płakać nie wypada, ale jeśli porównać  zagęszczenie w kościele wczoraj i dziś? Coś jednak jest na rzeczy '+' ks. Adam

niedziela, 5 kwietnia 2015

Ujrzał i uwierzył

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, /które mówi/, że On ma powstać z martwych.
Paradoks tego fragmentu polega na tym, że autor pisze, iż Umiłowany Uczeń „ujrzał”, ale czytelnik ma świadomość, że grób jest pusty i na pewno nie mógł on ujrzeć Jezusa. Ujrzał jedynie pusty grób i poukładane płótna. A zatem uwierzył w to, że Jezus prawdziwie zmartwychwstał na podstawie przesłanki, którą była pustka grobu. Wyciągnął więc prawdziwy wniosek z przesłanki, która była z pozoru „pusta”. Jest to sygnał dla czytelnika, że prawdziwa wiara w Zmartwychwstałego tu na ziemi nie polega na oglądaniu Boga, na pewności w naszym ludzkim rozumieniu, lecz na zaufaniu i ryzyku, na myśleniu i wyciąganiu wniosków z przesłanek, tzn. „znaków”, które Bóg daje i które dla innych mogą być zupełnie puste.

sobota, 4 kwietnia 2015

Ta noc

Dziesiątego dnia tego miesiąca niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Baranek będzie bez skazy. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. I wezmą krew baranka, i pokropią nią odrzwia i progi domu.

Ta noc zawiera w sobie pełnię: pierwsze stworzenie, w którym powołane zostały do istnienia żywioły i pojawił się człowiek; dzieje zbawienia; drugie stworzenie, w którym pokonana zostaje śmierć i wszystko na nowo jest poddane Bogu. Oto jesteśmy świadkami nowej Paschy. Nikt z nas nie musi już troszczyć się o baranka dla swego domu, bo Bóg sam przygotowała Baranka bez skazy, , który umierał na krzyżu w godzinie, o której żydzi zabijali w świątyni baranki starego przymierza, którego kości nie zostały złamane, którego krew obmywa już nie drzwi domu, ale serce człowieka, czyniąc je zdolnym do przyjęcia Miłości Boga. Ostatnia Wieczerza, pogłębiona ofiarą na Krzyżu, dzisiaj zostaje dopełniona Zmartwychwstaniem Chrystusa. Ostanie słowo nie należy do śmierci, ale do Boga i dlatego słyszymy dzisiaj radosne: Alleluja. Chwalmy Pana, który żyje na wieki. I dopiero dzisiaj możemy w pełni przyjąć złożoną za nas na Krzyżu ofiarę Miłości. Balthasar pisze: „miłość nie jest słowem świata, lecz ostatecznym Słowem Boga o sobie i właśnie dlatego również o świecie. Na Krzyżu dokonało się najpierw przekreślenie słowa świata poprzez całkiem inne Słowo, którego świat za żadną cenę nie chce słyszeć. Świat chce żyć i zmartwychwstać, zanim jeszcze umrze, natomiast miłość Chrystusa chce umrzeć, by zmartwychwstać po drugiej stronie śmierci. Życie świata, który chce żyć, zanim umrze, nie znajduje jednak w sobie nadziei na uczynienie nieśmiertelnym tego, co doczesne. Słowo Boga w Jezusie Chrystusie przynosi tej światowej woli życia jedyną nadzieję, zupełnie nieoczekiwanie”. Dopiero zmartwychwstanie w pełni uczy nas, jak nieogarniona jest Miłość Boga.

Cisza Miłości

Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili.

Dzisiejszy dzień, gdy świat spowija głęboka cisza, to paradoksalnie nie czas na łzy. Dzisiaj jest czas, by przybliżyć się do Boga z ufnością, by powierzyć Mu się bezgranicznie. Dzisiaj Pan wylewa na nas swoje Miłosierdzie, dzisiaj roztacza przed nami ocean łask, by nikt z nas nie odszedł spod Krzyża pusty. Jezus chce nas napełnić swoją miłością, chce by Jego ofiara nie była w nas daremna. Dlatego z całą mocą, z głębi naszego serca powierzmy się Panu, oddajmy Mu siebie. Niech dzisiejszy dzień będzie chwilą intymnego spotkania dwóch miłości – Jego Bożej, nieskończonej, miłosiernej i naszej – ludzkiej. A w tym spotkaniu niech dokona się cud – zapowiedź zmartwychwstania. Z błogosławieństwem '+' ks. Adam

piątek, 3 kwietnia 2015

Arcykapłan

Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla /uzyskania/ pomocy w stosownej chwili. Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają.

Pan nasz zna nie tylko nasze serce, patrzy na nas nie tylko okiem swej boskiej mądrości i wszechwiedzy. Zna też naszą ludzką, ziemską kondycję. Sam przeszedł przez tę ziemię, doświadczając wszystkiego, czego ludzkość może doświadczać przez wszystkie wieki. On, Święty Pan, zechciał doświadczyć skutków zła i grzechu, od którego przecież jest całkowicie wolny. Pan nasz wie, co to bieda, ubóstwo, głód, bezdomność, tułaczka, cierpienie, niezrozumienie, zdrada, więzienie, opuszczenie, hańba, wyszydzenie, nienawiść aż po skrajną samotność na krzyżu, gdy z głębi swego boskiego serca woła: Boże mój, czemuś Mnie opuścił. Doświadczył wszystkiego, byśmy poczuli, że Bóg nas rozumie, że wie, co przeżywamy i co możemy przeżywać, a skoro tak, to wie też, od czego nas uchronić, z czego nas wybawić.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Co Pan uczynił?

Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: Panie, Ty chcesz mi umyć nogi? Jezus mu odpowiedział: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział. Rzekł do Niego Piotr: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał. Odpowiedział mu Jezus: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę. Powiedział do niego Jezus: Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: Nie wszyscy jesteście czyści. A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.
Interesujące jest, dlaczego w opisie Ostatniej Wieczerzy św. Jan nie mówi nic wprost o ustanowieniu Eucharystii, natomiast wspomina gest umycia nóg. Jan chce zwrócić naszą uwagę bardziej na całe wydarzenie, które przeżywamy w Triduum, i które mamy czynić na pamiątkę Pana, niż sam sakrament, czyli innymi słowy, uwrażliwia nas bardziej na znaczenie Eucharystii dla nas, niż na sam jej znak. Dla Jana nowa Pascha zaczyna się nie tylko w Wieczerniku i nie samym Wieczernikiem, czyli w momencie ustanowienia obrzędu Mszy świętej, ale daleko bardziej i głębiej zaczyna się na Krzyżu, gdy wypełnia się to, co w czasie każdej Eucharystii mamy wspominać i uobecniać. Stąd można sądzić, że wspomniany gest umycia nóg ma przypomnieć chrześcijanom wszystkich czasów, zwłaszcza tym, którzy już może obyli się z Eucharystią, jakie jest jej znaczenie i zawarte są w niej konkretne wymagania wobec Kościoła. Ewangelista pobudza nas tym samym do przejścia od liturgii do życia, od pamiątki do naśladowania.

środa, 1 kwietnia 2015

Noc ciemności

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać. Z nastaniem wieczoru Jezus zajął miejsce u stołu razem z dwunastu. A gdy jedli, rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: Chyba nie ja, Panie? On zaś odpowiedział: Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: Czy nie ja, Rabbi? Odpowiedział mu: Tak jest, ty.
Noc Judasza zatacza coraz większe kręgi i staje się coraz głębsza. Bliskość Pana nie zmienia jego serca. Ciemność uniemożliwia mu dostrzeżenie Światła. A Pan nie rezygnuje. Wyjawia prawdę. Nie po to, by ośmieszyć, czy zakpić, ale by z miłością dać szansę. Wiem o wszystkim - zdaje się mówić Pan - doskonale cię znam, nie musisz umierać w ciemności, to nie jest twoja droga. Jednak odpowiedź należy do człowieka. Czasem wystarczy trzydzieści srebrników, innym razem znacznie mniej. Ciemność kupi wszystko. Nie przyjmie jedynie Światłości '+' ks. Adam
Free Contact Form