(2 Krl 4,8-11.14-16a) Pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam
kobieta bogata, która zawsze nakłaniała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc
przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do swego męża:
Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas
przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego
łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda. Gdy więc
pewnego dnia Elizeusz tam przyszedł, udał się do górnego pokoju i tamże położył
się do snu. Mówił dalej: Co więc można uczynić dla niej? Odpowiedział Gechazi:
Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary. Rzekł więc: Zawołaj ją!
Zawołał ją i stanęła przed wejściem. I powiedział: O tej porze za rok będziesz
pieściła syna.
Wielkie sprawy biorą się z małych gestów. Nastawieni
jesteśmy na pompatyczne reakcje i wielkie porywy, dlatego nie zauważamy wagi
małych kroków. A o tym, kim jesteśmy i kim się stajemy, decydują nie wiekopomne
dzieła, ale drobne gesty, małe słowa, delikatne myśli. Od małego kroku się
zaczyna '+' ks. Adam