piątek, 9 stycznia 2026

Z Jezusem

Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim sam odprawi tłum. Rozstawszy się więc z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: "Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!" I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.
Bez oceniania uczniów, jednak cały czas mnie to trochę dziwi, że po tak cudownym wydarzeniu, jakim było rozmnożenie chleba, oni po prostu wsiedli do łodzi i zostawili Jezusa. Pewnie byli przyzwyczajeni, że ich Nauczyciel po prostu czasem potrzebował samotności. Ale mimo wszystko dziwne. Zasada jest prosta – nie wolno nam odłączyć się od Jezusa. Wody naszego życia czasem są spokojne, czasem się burzą i są nam przeciwne, ale jest dobrze, jeśli jesteśmy z Jezusem '+' ks. Adam

czwartek, 8 stycznia 2026

Będzie dodane

Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach. A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: "Miejsce to jest pustkowiem, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia". Lecz On im odpowiedział: "Wy dajcie im jeść!» Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby dać im jeść?" On ich spytał: "Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!" Gdy się upewnili, rzekli: "Pięć i dwie ryby". Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i pięćdziesięciu. A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by podawali im; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do syta i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i resztek z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.
Jeśli dobrze wczytać się w dzisiejszą przypowieść, to łatwo można znaleźć nawiązanie do Psalmu 23, Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego; pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach; stół dla mnie zastawiasz. Nie chodziło przecież o samo rozmnożenie chleba, ale doświadczenie, że Pan widzi i zabezpiecza wszystkie potrzeby i pragnienia swego ludu. Prawdą jest, że jeśli szukamy najpierw Królestwa Bożego, to wszystko inne będzie nam dodane '+' ks. Adam

środa, 7 stycznia 2026

Najpierw Słowo

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: "Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło". Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których nękały rozmaite choroby i dolegliwości: opętanych, epileptyków i paralityków. A On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.
Zawsze mnie poruszała taka ewangeliczna zwyczajność w mówieniu o sprawach nadzwyczajnych. Przynoszono do Jezusa tłumy chorych, a On ich uzdrawiał. Tyle. To jest powiedziane z taką łatwością, jakby Jezus do nich pomachał. Ewangelia nie banalizuje bynajmniej uzdrowień. Zwraca naszą uwagę na moc Chrystusa, która objawia się w naszym życiu naprawdę zwyczajnie, choć w swej istocie jest niezwyczajna. Ale to co jeszcze ważniejsze, to fakt, że uzdrowienia dokonują się po nauczaniu. Najpierw głoszenie dobrej nowiny, najpierw słowo, najpierw zaproszenie do pójścia za Nim, jako za Mesjaszem '+' ks. Adam

wtorek, 6 stycznia 2026

Patrzeć w niebo

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: „Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon”. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.
Nasza droga wiary prowadzi nas światłem gwiazdy. Małej gwiazdy, nie słońca. Nie każdy ją dostrzeże, tak jak w Betlejem. Dostrzegli ją mędrcy bo wpatrywali się wytrwale w niebo. My też patrzmy w niebo wytrwale i gorliwie. Szukajmy gwiazd, które Bóg zapala dla nas i które ostatecznie poprowadzą nas do Niego. Jeśli siądziemy, czekając na Słońce, może się okazać, że nasza noc nie minie nigdy. Dlatego trzeba wyruszyć drogę i to we wspólnocie, jak trzej mędrcy. A ponadto wypada wziąć ze sobą dar, by powitać Zbawiciela '+' ks. Adam

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Przekonaj się!

Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: "Pójdź za Mną". Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: "Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu". Rzekł do niego Natanael: "Czy może być co dobrego z Nazaretu?". Odpowiedział mu Filip: "Chodź i zobacz". Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: "Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu". Powiedział do Niego Natanael: "Skąd mnie znasz?". Odrzekł mu Jezus: "Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem". Odpowiedział Mu Natanael: "Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!". Odparł mu Jezus: "Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to". Potem powiedział do niego: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego".
Nawet jeśli idziemy słuszną drogą, a ktoś nie, to trzeba temu komuś zostawić przestrzeń do podejmowania wolnych wyborów, zwłaszcza jeśli chodzi o wybór Jezusa. Nie da się wierzyć za kogoś. Możemy cierpieć za kogoś, możemy wynagradzać za kogoś, możemy dziękować za kogoś, ale nie da się uwierzyć na kogoś. Miłość braterska każe nam mówić do innych: chodź i zobacz. Zrób wszystko, co w twojej mocy, by ktoś na twoje słowo poszedł i zobaczył, ale zostaw mu wolność '+' ks. Adam

Free Contact Form