(Iz 50, 4-7) Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie
doznam wstydu. Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z
pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym
słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się
nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie
zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga,
dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i
wiem, że wstydu nie doznam.
Nie cierpienie przebija się najpierw z pieśni Izajasza, ale
dobrowolna ofiara miłości. Posłuszeństwo Jezusa naprawia nasze ludzkie,
grzeszne nieposłuszeństwo. Miłość zwycięża nienawiść. Życie zwycięża śmierć. Ponieważ
jest to walka, to nie dokonuje się to w sposób bezbolesny, bezkrwawy. Wygrana
kosztuje. I to sporo, bo została opłacona nieskończoną miłością. Iść za
Jezusem, to uczyć się właśnie takiej ofiary. Uczyć się, a więc chcieć, prosić o
to, podejmować konkretny wysiłek, a przede wszystkim pozwolić formować się Bogu '+' ks. Adam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za Twoje Słowo. Niech Cię Pan prowadzi.